Świat się zlistopadził. Niepokój narasta. Najpierw wszystkie jego przyczyny leżały na zewnątrz mnie. W innych miejscach i w innych ludziach. Teraz, mam wrażenie, lęki mi się zinternalizowały. Te podskórne drgania nerwów. Wczoraj nagle przez moment odczułam coś, czego nie odczuwałam od tamtej wczesnej wiosny w Budapeszcie. Egzystencjalny lęk o możliwość przetrwania. Śniła mi się Wyspa Św. Małgorzaty zamknięta dla zwiedzających, otwarta dla myśliwych polujących na kaczki, które lecą przezimować w delcie Dunaju. I ja tam byłam, szłam jesiennym parkiem i żałowałam postrzelonych kaczek, które wpadały do wody stracone dla myśliwych, dla siebie, dla świata. Na jawie zadzwoniłam do teatru zarezerwować bilety, pani była nieuprzejma, prawie mnie zbeształa, kiedy odkładałam telefon ręce trzęsły mi się, jakbym znowu miała dwadzieścia lat i wszystkie najdrobniejsze sprawy do załatwienia były dla mnie niczym wyprawy Indiany Jonesa. Codziennie wieczorem wydaje mi się, że jutro będzie przełomowy dzień. Codziennie po południu zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest. A mimo to nadzieja podstępnie przychodzi znowu, kładzie się w łóżku od ściany i kusi swoimi wizjami, na które coraz słabiej się nabieram. Przymykam oczy, a na niebie mleko, za oknem wiatr, w ustach smak czekoladek o muszelkowatych kształtach.
Od dwóch tygodni rzesze studentów w Austrii i Niemczech okupują swoje uniwersytety, protestując przeciwko komercjalizacji wyższej edukacji. Sprzeciwiają się opłatom za studia, limitom miejsc na poszczególnych kierunkach, niskim budżetom państwowych uczelni. To w wymiarze praktycznym, bo w ogóle chodzi tutaj o sprzeciw wobec panującej obecnie tendencji do uczynienia z uniwersytetu szkoły produkującej zunifikowanych absolwentów, gotowych do bezmyślnego harowania w korporacjach na zaspokajanie wymyślonyche przez przemysł reklamowy potrzeb.
Polskie media mainstreamowe nie informują za bardzo o protestach. Wzmianki ograniczają się do okupacji sal uniwersyteckich w Austrii, wynikających, jak piszą Gazeta Wyborcza i Rzeczpospolita, z zajmowania miejsc na austriackich uczelniach przez studentów z Niemiec. Ta teza została bezmyślnie skopiowana z artykuł w Spieglu i kompletnie nie ma poparcia w rzeczywistości, ani nawet w logice. Co ciekawe, nawet tak medialne wydarzenie jak marsz protestujących przez ulice Wiednia został praktycznie zignorowany. Nie wspominając rzecz jasna o wyrazach solidarności, jakie protestujący studenci zbierają w całym świecie. Nie tylko od studentów, ale także od ruchów alterglobalistycznych, związków zawodowych i zrzeszeń akademickich (w tym także wykładowców). Pewnym odpryskiem tego protestu była sprawa niedoszłego zwolnienia kilkuset pracowników obsługi lubelskiego UMCS. Do planowanych cięć w zatrudnieniu nie doszło po publicznym proteście znanych naukowców, osób publicznych, związków zawodowych i organizacji lewicowych. Media w Polsce jednak nie połączyły austriackich protestów z sytuacją w Lublinie. W ogóle brakuje jakiejkolwiek szeroko dostepnej refleksji na ten temat.
Właściwie mnie to nie dziwi. W Gazecie Wyborczej i Polityce toczyła się dość ożywiona dyskusja nad kondycją polskiej nauki i szkolnictwa wyższego. Wnioski z niej wynikają niewesołe, ale uderza brak jakichkolwiek rewolucyjnych postulatów. Za bezsporne przyjęło się na przykład ingerowanie biznesu w ścieżki kształcenia. Oczywiście w imię lepszego dostosowania absolwentow do rynku pracy. Z westchnieniem przeszło się do porządku dziennego nad faktem, że tysiące młodych ludzi zostało oszukanych nadzieją, że z wyższym wykształceniem będą pożądanymi i dobrze opłacanymi pracownikami. Przyklepało istniejące układy i wypaczenia systemu. Zgadzam się, niewiele da się zrobić. Niewiele da się zrobić bez zmiany paradygmatu myślenia o edukacji wyższej.
Jedenaście lat temu weszłam w mury wówczas i ponoć nadal najlepszej uczelni w kraju. Nie wiedziałam wtedy, czego chcę, ale wiedziałam, że zaczyna się długo wyczekiwany okres w moim życiu. Zdobywanie wiedzy. Ukończyłam taki kierunek, który wywoływał dookoła usmieszki i pytania “a co ty po tym będziesz robić?” No więc robiłam już po tym różne rzeczy i pewnie będę ich jeszcze robić pięć razy tyle. Studia nie odpowiedziały na wiele moich pytań, ale nauczyły mnie szukać na nie odpowiedzi. Chociaż czasem gotowy klucz byłby prawdziwym błogosławieństwem, nauczyłam się cenić własne, niełatwe dochodzenie do nich.
Chciałabym, żeby uniwersytet pozostał miejscem, gdzie szuka się sposobów na rozwiązanie problemów, a nie podtyka gotowe odpowiedzi. Gdzie kwitnie swobodna myśl i dyskusja, podejmuje się działania pochodzące z wewnętrznej potrzeby, a nie za najważniejsze uważa się zaliczenia i kolejne punkty w CV. Chciałabym, aby student podczas inmatrykulacji cieszył się nadchodzącym okresem poszukiwań, a nie sposobił do wejścia od pierwszych zajęć w jedną z kilku dostępnych ról, które będzie wypełniał do końca życia. Dlatego popieram protesty w Austrii i Niemczech. Mam nadzieję, że i u nas wkrótce zmieni się klimat.
Chcę, byśmy mogli zdobywać wiedzę, a nie tylko byli informowani. W myśl hasła w tytule, cytatu z deklaracji protestujących studentów.
Napisane w Polityka | 1 komentarz »
Powoli wychodzę z kokona. Jakbym przez ostatnie dni i tygodnie była wyrzuconą z systemu monadą. Rozmawiam, ale się nie komunikuję. Desperackie próby porozumienia. Słowa krążą i celują we mnie, ale nie są w stanie mnie nawet zranić. Już lepiej. Już ja wypełniam całą siebie. Jestem już w dłoniach i stopach, dotrę wkrótce także do paznokci. Przepuszczam przez siebie światło. Miewam się ostatnio lirycznie…
Napisane w Obserwacje | Zostaw Komentarz »
Od trzech tygodni odchodzący i nachodzący ból gardła, trudności z oddychaniem, zatkanie nosa. Plus brak słońca. Kiedy wreszcie kiedyś się pojawiło na pół dnia, Ryjek2 zrezygnowała nawet z dezercji z porannego wykładu. Na niebieskie niebo patrzyłyśmy jak na jakąś zorzę polarną. Znowu można sprawdzać godzinę patrząc na Pałac Kultury. Jego czubek nie tonie we mgle i chmurach.
Mój poziom niechciejstwa sięgnął dna absolutnego. Tylko Absolut – wódka dla filozofów, powiedziałam wczoraj, kiedy wujostwo chciało koniecznie napoić mnie mocnym alkoholem. Miało mi to pomóc na gardło. Nie do końca się udało, bo wstałam z gorszym samopoczuciem niż dzień wcześniej. Stawiam jednak na napar z rumianku. Podróz minęła szybko, a od rana czuć świąteczną gorączkę. Ja tylko czekam na rosół i bigos. Słabo mówię, nie mogę sie bronić. Tylko się uśmiecham, półgębkiem, bo duża ilość leków znieczuliła mi nieco okolice ust. Rozumiem kotkę, która chowa się przed najazdem ludzi w swoimdotąd spokojnego domu. Jest tylko kotem, myśli chyba, że jak wsadzi łebek pod łapkę, to jej całej nie widać. Ma błagalne spojrzenie, przykrywam ją troskliwie kołdrą.
Chciałabym tylko dwóch podstawowych rzeczy. Być zdrową i żeby z powrotem było lato.
Napisane w Obserwacje | 1 komentarz »
Wyszłam pod koniec jednego festiwalowego seansu i prawie zemdlałam. Film był beznadziejny, a jedna scena za bardzo drastyczna jak dla mnie. Nie było też świeżego powietrza. Po raz pierwszy w życiu czułam, że odpływam ku nieświadomości i chyba tylko kop adrenaliny, wywołany strachem przed upadkiem na środku pieprzonych Złotych Tarasów wśród obcych, obojętnych ludzi, pomógł mi dojść do siebie.
Z zadziwiającą konsekwencją odechciewa mi się po kolei wszystkiego. Jakbym szorowała brzuchem po samym dnie egzystencji. W miejsce bólu wsącza się obojętność. Kościół, w którym chciałam się na moment schronić, został obdarty z sakralności. Totalny remont wnętrza. Stara średniowieczna sztuczka nie wyszła. W dzień lęku i kakofonii myśli przeczytałam bagatelny kryminał ”Cień templariusza” Nurii Masot. Zadziałało. Ludzie dookoła krzyczą bezgłośnie. Dołączam. Długi, długi prysznic. Mam problemy ze skupieniem się, ale chcę już odbić się od tego dna. Uśmiech, uśmiech, ku słońcu. Jeszcze będzie ciepło tej jesieni. Rozprostuję zgrabiałe palce, napiszę siebie od nowa, upłynie wieczór i poranek, będzie kolejny dzień i wszystko będzie w końcu dobre. Wierzę.
Napisane w Obserwacje | Komentarzy: 7 »
Więc jednak zima. Zaatakowała dziś rano dość ostro Warszawę. Śnieg pada całkiem intensywnie od kilku godzin. Przez całe lato człowiek ma wrażenie, że już zawsze będzie mniej lub więcej ciepło. A potem nadchodzi taki dzień jak dzisiaj. Połowa października też zwykle kojarzy się z jesiennymi opadami liści bardziej niż z opadami śniegu. Od wczoraj mruczymy sobie z G. o przeprowadzce na południe.
Połowa października, więc intensywnie oglądam filmy. Niektóre lepsze, inne zdecydowanie słabsze. Tylko jedna fabuła sprawiła, że wyszłam z kina z nadzieją. Uznałam ten film za dobry, pozostałe raczej za średnie. Nie sztuka postawić standardową diagnozę, trzeba jeszcze zaproponować odpowiednie leczenie. Obrazy, które widziałam pełne zerwanych więzi międzyludzkich i społecznych, ucisku, manipulacji, przemocy, alienacji, bezsensu. Cały świat (patrząc na przekrój narodowości twórców) miota się i krwawi. Może to takie odzwierciedlenie wszechogarniającej niepewności, co dalej z tą naszą ludzką cywilizacją…
Bo, wbrew pozorom i na przekór oczekiwaniom, ten padający za oknem śnieg przyniósł mi spokój i wrażenie przytulności. Tylko, że ja jeszcze nie wychodziłam dzisiaj na dwór…
Napisane w Obserwacje | Zostaw Komentarz »
Pokojowy nobel dla Obamy rozwścieczył polskie elity z ławy komentatorskiej. Zarzucają komitetowi, że laureat jeszcze sobie na nagrodę nie zasłużył, bo zaledwie od ośmiu miesięcy jest prezydentem USA. Że nadal trwa wojna w Iraku i Afganistanie, a ostatnio USA pomrukują groźnie w stronę Iranu. Że Obama rozmowy z przywódcami chińskimi stawia przed spotkaniem z Dalaj Lamą. Co bardziej kreatywni szukają prawie spisków: to nagroda za odsunięcie Busha, albo wręcz za niebycie Bushem, nagroda politycznie poprawna, honorująca pierwszego czarnoskórego prezydenta Stanów Zjednoczonych, nagroda koniunkturalna, bo Obama jest raczej celebrytą niż politykiem, świetnie sprzedaje się w mediach. To ostateczny upadek prestiżu Pokojowej Nagrody Nobla – tak brzmi często ostateczne słowo w tych rozważaniach.
Mam wrażenie, że cos ważnego umknęło polskim myślicielom politycznym. A przynajmniej ich znaczącej większości. Barack Obama jest prawdziwym prezydentem przełomu. Wystarczy prześledzić, jakie emocje i nadzieje wzbudził w szerokich masach amerykańskich – od gett po uniwersytety z Ivy League. Polityka, jaką proponuję jest odmienna od tego, z czym mieliśmy do czynienia przez ostatnie lata. I nie mówię tylko o ośmioletniej kadencji Busha. Obama dał swoim wyborcom nadzieję na wybrnięcie nie tylko z kryzysu ekonomicznego, ale także z kryzysu idei, spowodowanego w dużej mierze przez dominację myśli neoliberalnej i neokonserwatywnej. Obiecał zakończenie toczonych obecnie wojen i rozwiązywanie problemów na drodze dyskusji międzynarodowych, a nie z pozycji siły. Jego idea totalnej zmiany wbudziła też nadzieje w innych krajach. Nie jest to widocznie taka zmiana, jakiej chcieliby polscy komentatorzy, którzy najwidoczniej nie mogą się pozbierać po decyzji o niebudowaniu tzw. tarczy antyrakietowej. Zimna wojna skończyła sie 20 lat temu i nie można już prowadzić polityki w ten sam sposób, niezależnie czy teraz wrogiem będzie Rosja, Iran, talibowie, czy Osama Bin Laden. Barack Obama chce innej polityki i zaczyna wprowadzać ją w życie.
Moim zdaniem pokojowy nobel dla Obamy jest właśnie głośnym przyklaśnięciem tym ideom. Świat potrzebuje zmiany, niezależnie co sobie myślą polscy redaktorzy i tzw. amerykaniści. Widzę też dodatkową korzyść z takiej decyzji Noblowskiego Komitetu. Nagrody przyznane Kofi Annanowi, Szirin Ebadi, Jimmy’emu Carterowi czy zeszłoroczny nobel dla Maarthi’ego Ahtisari zaowocowały ledwo kilkoma okolicznościowymi artykułami prezentującymi dorobek laureatów. I ewentualnie sprawiły, że kilka odczytów i konferencji zostało uświetnionych obecnością tych noblistów. Tegoroczna decyzja, poprzez swoją kontrowersję i zasięg medialny – wszak każdy zna Obamę z TV – ma szansę nagłośnić problematykę zaprowadzenia pokoju na świecie poprzez działania rządów, a nie tylko mniej lub bardziej lokalnych działaczy. Mam nadzieję, że w ciagu kilku najbliższych tygodni przeczytam w polskiej prasie rzetelną, niestronniczą analizę propozycji Obamy w tym względzie. Z uwzględnieniem, co może przy tym zrobić rząd polski.
A emocjonalne reakcje w stylu “Nobel-Srobel”, “NieNobel roku”, “deprecjacja nagrody” to się panie i panowie nadają do magla, a nie do debaty publicznej.
Napisane w Polityka | Komentarzy: 3 »
Na Pałacu Kultury wreszcie jakiś przyjazny baner. Warsaw Film Festival się zaczyna. Dwudziestypiąty, jubileuszowy. Przypadkiem szłam ostatnio obok miejsca, gdzie niegdyś mieściło się kino Skarpa. Teraz mieści się tam kupa gruzu po nim. Kiedyś kolejka po bilety zakręcała aż do stacji benzynowej (która nadal się mieści na swoim miejscu). Teraz to tylko kilkuminutowy zator na pierwszym piętrze empiku przy Marszałkowskiej. Dokładnie naprzeciwko wspomnianego baneru. Ładnie się to wszystko zapętla i kulminuje w tłoku i smrodzie popołudniowego metra w kierunku Młociny. Mam mnóstwo książek do czytania i coraz bardziej bolące gardło. A córeczka mej Przyjaciółki wyprorokowała ostatnio wiosnę. No i przyszła wiosna. Sweter, chusta i ciepłe rajstopy wydają się zbędne. No ale to gardło…
Napisane w Obserwacje | Komentarzy: 2 »
Stoimy nad stawikiem i rzucamy stary chleb rybom. Nagle rozlega się niski przeciągły i nienachalny dźwięk. Muczy krowa. “Myślałam, że to twój telefon” – mówię. “Ja też tak myślałem” – odpowiada on. A ryby cmokają, ciamkają, pluskają donośnie. Palce i buzie mamy wysmarowane jeżynami.
Napisane w W podróży | Zostaw Komentarz »
Wiatr, deszcz i ogólnie zimno. Jeszcze tydzień temu grzało się twarz na słońcu, a zima nie istniała w niczyich planach. A tu znowu się okazało, że chmury nie muszą być wcale imponująco burzowe, ale takie wiszące całymi dniami i nocami nisko, prawie na wyciągnięcie ręki, brudnoszare i sikające nieprzyjemnym deszczem. Po tegorocznym pobycie w obszarze śródziemnomorskim doszłam do wniosku, że najgorsze upały da się przeżyć. I zdecydowanie znielubiłam zimę, a zwłaszcza jej miejską pluchowatą wersję. Mam ochotę najeść się igliwia, jak mieszkańcy Doliny Muminków, i wycofać się w ciepłe miejsce do wiosny. W mailach i poczcie głosowej ustawić autorespons: “Sen zimowy. Odpowiem w marcu.” W oknie pojawił się zamglony księżyc i mnie wyśmiał. Bezczelny. Sezon śliwkowo-gruszkowy przeradza się w miodowo-czekoladowy, więc w końcu pora wybrać się na jogę, by następnego lata nie być zmuszoną do wymiany garderoby na numer większą.
Napisane w Poza tym - poza tamtym | Zostaw Komentarz »
Każdego ranka budzą mnie odgłosy świata zewnętrznego. Od ekipy układającej chodnik z kostki bauma po jednej stronie mieszkania, przez ekipę wycinającą suche gałęzie po drugiej stronie mieszkania po hardkorową polewaczkę uliczną robiącą sobie kryterium uliczne pod moim oknem przed piatą rano. A w ciągu dnia najróżniejsze emocje, własne i otoczenia. Ciągle coś się dzieje, plany na kolejne dni zmieniam jak przysłowiowe rękawiczki i do tej pory nie dotarłam na upragnioną jogę…
Nadal jest ciepło, letnio, słonecznie. Przypominam sobie minione wrześnie z 10-stopniową temperaturą, huraganami i deszczami. Wrześnie z okresu tuż-przed-grzewczego, gdy marzłam pod kołdrą i kocami, wypatrując z niepokojem, co przyniesie kolejna jesień. Wyrosłam z tego wypatrywania. Z wielu rzeczy wyrosłam. Ale nadal nie noszę wysokich obcasów…
Napisane w Warszawa | 1 komentarz »
Zakład fryzjerski na mojej ulicy reklamuje się następująco: “fryzjer damski, męski, manicure, pedicure, wróżka”. Wszystko pod jednym dachem. Na malutkim podeście, wśród suszących się ręczników stoją trzy wiedźmy i palą papierosy. Kotła nie widać, ani szklanej kuli. Jaki Vat obowiązuje usługę porady u wróżki? Można mieć podatek ryczałtowy, jak lekarz w prywatnym gabinecie?
Na uliczce obok wyprowadziło się centrum języka francuskiego. Po kilku miesiącach remontu pojawiła się kartka informująca, że powstaje tu ośrodek oferujący porady rodzinne, zajęcia rozwoju dziecka, wsparcie dla rodziców, język polski dla cudzoziemców i język portugalski. Od razu na bogato. Najbardziej zafrapował mnie ten portugalski, bo jak ktoś ostatnio i powiedział, jestem uzależniona od kursów językowych. Nowa potencjalność w zasięgu 100-150 kroków od drzwi mieszkania.
Miasto się niesamowicie przeobraża tego lata. Powstają nowe knajpki, restauracje. Wypierają pralnie, sklepy z butami i mizerne spożywczaki. Obok naszej ulubionej żoliborskiej pizzerii otworzył się sushi bar. Niedługo powstanie konkurencja dla Żywiciela, w tym samym budynku. Zmiany dotykają też nieustannie komunikacji miejskiej. Szczerze mówiąc, nie wiem już jak dojechać w mniej uczęszczane miejsca. Wszystko co przez 11 lat mojego pobytu w w Warszawie było mniej więcej stałe, przez ostatnie pół roku przeszło liczne zmiany i teraz to jest tylko galimatias. Boję się, że kiedyś ktoś mnie zapyta, jak dojechać i nie będę wiedziała, co odpowiedzieć. A jestem osobą, którą regularnie ktoś o coś pyta. Nawet w miastach, w których jestem gościem. I tak się składa, że przeważnie potrafię pomóc. Może kilka orientacyjnych wycieczek po Warszawie by pozwoliło mi się znowu tutaj ogarnąć. Ale nie mam gwarancji, że za kilka dni lub tygodni znowu coś się nie zmieni, więc pasuję.
Napisane w Warszawa | Komentarzy: 4 »
1 września w sklepie w butami zza półki mierzy do mnie z karabinu kilkuletni chłopczyk. “Nie mierz w ludzi” strofuje go anemicznie matka, przerzucając kupkę dziecięcych trampek. Ogarnia mnie złość. Tyle dookoła sączy się informacji o okrucieństwach wojny, a dzieci biegają po sklepach z karabinami. A co jeśli wezmą na celownik kogoś, kto pamięta, jak mierzono do niego z prawdziwego karabinu. Żyją jeszcze świadkowie II wojny, są wśród nas uchodźcy z krajów ogarniętych konfliktem, czy choćby żołnierze z kontyngentu z Afganistanu. Może gdyby dwumetrowy surowy mężczyzna, po którym nie widać przepracowywanej właśnie traumy, dostał ataku nerwowego, gdy dziecięcy karabin w sklepie przypomniałby mu młodocianych talibów, którzy go atakowali na pustyni, może wtedy tak naprawdę zdalibysmy sobie sprawę z tego, czym jest wojna. I zastanowili, nim kupimy synkowi plastikową broń.
Pokolenie Kolumbów szło do walki o tę młodą niepodległość, którą dostali w prezencie od swych rodziców, oraz o jasny, sprawiedliwy świat, który jak to idealistycznie nastawieni dwudziestolatkowie chcieli zaprowadzić, gdy będą gotowi. Dzisiejsi Kolumbowie bardziej niż otrzymaną od rodziców suwerenność kraju, cenią sobie swój indywidualnydostatek. Nie wiem, czy walczyliby o swoją wspólnotę, o prawa człowieka i obywatela. Może szybciej stanęliby w obronie swoich błyskotliwych karier, lokat bankowych, mieszkań na kredyt i telewizorów HD. Nie poszliby do beznadziejnego powstania i nie doprowadzili do zniszczenia miasta. To, co namacalne też jest cenne. W rocznicowym ferworze drugiej połowy lata o tym zapominamy.
Napisane w Obserwacje | Komentarzy: 2 »
Na ławce w parku dwoje niemłodych i niezbyt pięknych ludzi trwało w niemym i nieruchomym uścisku. To para niewidomych wpatrywała się nawzajem w swoje twarze – dotykając ich dłońmi. Świat wokół tej ławki dosłownie znieruchomiał. Nie spadł nawet żaden liść z drzewa.
Napisane w Obserwacje | Komentarzy: 4 »
Dziś w nocy śniło mi się morze. Jechałam nad nie, biegłam na plażę, pospiesznie zakładałam stroj kąpielowy. Była noc, a ja starałam się dojrzeć horyzont. Tęsknię za morzem. Podczas jednego ze spacerów z kijkami w Jastrzębiej Górze doszłam do wniosku, że morze mnie uspokaja i wzmacnia. Już myślę o jesiennym powrocie.
A tymczasem jesień nieśmiało zapowiada się w Warszawie. Chłodne, naprawdę chłodne noce. Za to ciepłe międzyludzkie wieczory. Proszę mi wierzyć, można nawet rozmawiać filozoficznie o praniu i prasowaniu. Trzeba tylko znaleźć do tego odpowiednie towarzystwo i właściwą otoczkę. Wbrew pozorom nie jest to pralnia samoobsługowa…
Napisane w Warszawa | Zostaw Komentarz »
Ostatnie kilka dni spędziłam z trupą bremeńskiego teatru, która wystawia na festiwalu “Kupca Weneckiego”. Po licznych przygodach, które zaczęły się od wyjazdu wypasionym fordem mondeo (osoba w fundacji odpowiedzialna za flotyllę – łącznie dwa- pojazdów była bardzo blada gdy dawała kluczyki i dokumenty mojej koleżance) na lotnisko, 15-godzinną dobę pracy w teatrze nad dekoracjami i światłami oraz poprawianie Barańczakowej wersji sztuki -tytuł tej notki to właśnie moja czołowa innowacja polskiego tekstu – pierwsze przedstawienie zakończyło się sukcesem. Wraz z drugą opiekunką i zarazem tłumaczką tekstu udałyśmy się na zasłużone piwo…
Tak jak się spodziewałam, przeżywam tu niezwykłą przygodę. Buszuję po zakamarkach teatru. Oglądam próby, uzupełniam rekwizyty. Zawożę swoich podopiecznych do Gdyni na inne przedstawienie. A potem wracam nocą na piechotę z dworca Gdańsk Wrzeszcz do akademika, gdzie mieszkam. Spędzam dnie w ciemnościach i zaduchu małej sceny, gdy obok, na dużej, próbuje sam Peter Brook! W tle jest jarmark, kawa na wynos, mnóstwo szybkiego śmieciowego jedzenia i ciągle jakieś sprawy do załatwienia. Plus niemożność wyspania się i wykonania rano gruntownej toalety. Rano piłowałam na przykład paznokcie tylko jednej ręki. I nie mam żelazka…
Ale jeszcze tylko dziś jedno przedstawienie. Potem nocny demontaż. Taksówki dla grupy na lotnisko już zamówione. A G. wsiada rano w pociąg do Gdyni i stamtąd – już razem – jedziemy do Jastrzębiej Góry. Naprawdę nie spodziewałam się, tak planują ten wyjazd, że mój wypoczynek będzie aż tak bardzo zasłużony…
Ogólnie rzecz biorąc, sztuki, które widziałam nie zachwycały. Klasyczny, wręcz szkolny, brytyjski “Sen nocy letniej”. Amerykański, kompletnie postmodernistyczny i stechnicyzowany “Hamlet” kompetnie mnie rozczarował. A o “Kupcu”, którego widziałam trzy razy (dwie próby i przedstawienie) i pewnie drugie tyle razy przejrzałam scenariusz, się na razie nie wypowiem…
A reszta? Taka jak organizacja organizacji festiwalu? Praca niektórych osób i stopień zdecydowania innych? Relacja ceny do komfortu mojego noclegu? Fakt podejrzanego odklejania się podeszw moich butów? Liczba zjedzonych przeze mnie ciastek?
Reszta jest milczeniem… Oczywiście.
Napisane w W podróży | Zostaw Komentarz »
Francuski “Hamlet” na dobry początek. Można zagrać tak klasyczną sztukę jako monodram. Hamlet w tym wykonaniu to tak naprawdę zbuntowany chłopczyk, który nie chce zaakceptować nowej sytuacji rodzinnej. Zamknięty w swoim pokoju, nie wychodzi na prośby i grźby matki, która chce go zapoznać z ojczymem, ale odgrywa większość scen sztuki Szekspira. Na poduszki, zabawki i elementy dziecinnego pokoju. Król i królowa to ucharekteryzowane poduchy, Ofelia jest wachlarzem, czaszka Yoricka wydobyta zostaje z pudła z zabawkami, duch ojca to plastikowa zbroja. Legolas i Aragorn – pojawiają się jako pojednawczy prezent od ojczyma – grają Rosenkratza i Guildensterna. A wierny Horacy to pluszowy miś. Najbardziej rozczulająca postać przedstawienia.
A poza Szekspirem, bałaganem organizacyjnym, ludźmi bardziej i mniej sympatycznymi jest Gdańsk. Niezwykle czysta plaża w Stogach, latarnia morska w Nowym Porcie, tradycyjnie spacer po Oliwie, gdzie minęłam się z Lechem Wałęsą w bramie jego rezydencji. Wreszcie Wrzeszcz, gdzie sypiam i przelatuję w dół ku tramwajom, albo wspinam sie mozolnie w górę od tramwaju. Epizod w Sopocie, Jelitkowie, Brzeźnie – wdycham świeże morskie powietrze i brodzę ostrożnie w piasku.
Napisane w W podróży | Zostaw Komentarz »
W tym tygodniu jadę na Wybrzeże. Popracuję trochę http://www.festiwalszekspirowski.pl/article/festiwal_szekspirowski/xiii_festiwal_szekspirowski_2009/index.php?id_item_tree=05f5db055e59bcbed57bef59f0dd05db a potem kilka dni wylegiwania się na plaży. Do poduszki czytam wspomnienia jednej niemieckojęzycznej gdańszczanki. A przed zaśnięciem majaczy mi się widok katedry oliwskiej, bazyliki mariackiej, Długiego Targu, plaży w Brzeźnie… Stęskniłam się.
Napisane w W podróży | Zostaw Komentarz »
Znajome ścieżki. Do autobusu na Pl. Inwalidów wsiada starsza kobieta o kulach i druga dotknięta monstrualną otyłością. Nadpobudliwa matka dwuletniej dziewczynki mówi do córeczki: “Widzisz, to są kule. Takie jak nosił twój wujek Andrzej, pamiętasz?” Zastanawiam się, czy kaleka kobieta też słyszy, tak wyraźnie jak ja, czas przeszły w tym zdaniu.
Już nie pokonam w sobie tych skurczów serca na widok przejechanych psów i kotów. Przerażających myśli, o tym jak skończy niemowlę na rękach żebrzącej Cyganki. Zgrozy przy czytaniu ogłoszeń prasowych, że trzyletni Staś chory na nieuleczalną chorobę potrzebuje. Mogę tylko sprawnie odwrócić głowę i myśli.
W BUW-ie na oko dziesięcioletni chłopiec obłożony książkami zapisywał kartki równym, okrągłym, dziecięcym jeszcze pismem. Niektórzy to mają wakacje…
Napisane w Obserwacje | Zostaw Komentarz »
Obudziłam się rano, czując podskórny żal, że nie budzę się w Rzymie. Wrażenia przywołuję przywiezionymi świeżymi figami. Wbrew oczekiwaniom Warszawa nie jest dużo chłodniejsza. Wzdragam się jeszcze przed wejściem w pętlę zostawionych na te dwa tygodnie spraw.
Napisane w Obserwacje | Zostaw Komentarz »