Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Maj 2015

Tato ma nową zabawkę. Zaprezentował mi ją w przededniu Dnia Dziecka. To samochodowa kamerka z nawigacją. Przez pierwsze sto kilometrów mogliśmy podziwiać pod lusterkiem film z drogi przed nami. Syntetyczny kobiecy głos ostrzegał nas też przed radarami. Tylko że w pewnym momencie coś poszło nie tak. Informacja, że „kontrola bezpieczeństwa za 280 metrów” pojawiała się tuż przed radarem, a raz nawet już za. Rodzice byli zdezorientowani, powiedziałabym, że nawet rozczarowani. Tato zaczął coś przełączać. „Wiecie, ile osób ginie na drogach, bo ktoś sobie coś sprawdza w nawigacji, zmienia muzykę albo koniecznie musi przeczytać sms-a” – zapytałam. Poskutkowało. Potem nawigacja poinformowała: „Podróżujesz już dwie godziny”. Więc zrobiliśmy przerwę. Ja i mama jadłyśmy i piłyśmy, a tato pstrykał nam zdjęcia swoim nowym aparatem.
Przez ostatnie sto kilometrów nie oglądaliśmy filmu z trasy przed nami tylko plan mijanej okolicy. Syntetyczny głos ostrzegający przed kontrolą bezpieczeństwa został zamieniony na wskaźnik ograniczeń prędkości. W momencie przekroczenia wyświetlanej maksymalnej prędkości słychać było wyraźne piknięcie. Ponieważ ostatnie sto kilometrów naszej drogi to głównie nowe trasy szybkiego ruchu i obwodnice, ale z ustawionym w nawigacji ograniczeniem do 90, tato postanowił zignorować te ostrzeżenia i jechać stówką. Więc piknięcia pojawiały się regularnie. Rodzice znowu się rozczarowali. Informacje z urządzenia nie zawsze pokrywały się ze znakami ograniczenia prędkości. Co chwila zastanawiali się, dlaczego pokazuje im 90, gdy na znaku było 70. Potem okazało się, że ostatni odcinek nowej trasy szybkiego ruchu ma ograniczenie do 120. Konsternacja. „Dlaczego przed Lublinem było tylko 90? A może nawigacja źle nam pokazywała?”.
Nuży mnie już ta podróż, na niebie piętrzą się chmury, trzecią godzinę słuchamy audycji Beaty Pawlikowskiej, nawigacja pika, mnie się chce spać. Wpadam w lekki stupor i patrzę półprzymkniętymi oczami na tablice. Gdy pojawia się przed nami znak rozjazdów z trasy o nazwie Piaski Wschód, widzę tam „Polski Wschód 3000m” i przez chwilę mnie wcale nie dziwi, że postanowiono wyznaczyć taką granicę, choć zastanawia mnie przyjęta w tym celu metodologia.

Read Full Post »

Pierwsze krople spadły koło piątej. Leżałam na wpół przebudzona i zastanawiałam się, czy już pora ściągać pranie z balkonu. O piątej trzydzieści wypożyczony pies wstał, podreptał po mieszkaniu i usiadł przy mojej zwisającej z łóżka ręce. Podsunął pod nią swój łebek – skoro nie śpisz, to może byśmy poszli. Podoba mi się delikatność manier wypożyczonego psa. Na dworze było wcześnie i rześko. Na spacerach z wypożyczonym psem zauważam rzeczy, które normalnie minęłabym, nie poświęcając im ani grama uwagi. Trawa była majowo zielona i deszczowo bujna. W powietrzu unosił się upajający zapach bzu, a kasztany osłaniały mnie od siąpiącego deszczu, gdy wypożyczony pies węszył po trawniku. Wróciliśmy do łóżka, w mojej głowie dużo się działo – jak to w takie przedwczesne poranki – potem zasnęłam jeszcze na trochę, a od siódmej dwadzieścia niosę swój codzienny sztandar, podczas gdy deszcz pada nieprzerwanie, coraz śmielszy, coraz gęstszy, a wypożyczony pies, zagrzebany pod kołdrą, udaje, że to wszystko nie miało i nie ma miejsca.

Read Full Post »