Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Grudzień 2011

Delikatne poczucie schyłkowości towarzyszy mi, jak zwykle, tuż po świętach. Jak zwykle też gdzieś tam w środku czai się poświąteczna dziura wyryta przez miłe chwile w rodzinnym i przyjacielskim gronie, smaczne jedzenie i podniosły nastrój. A raczej dziura wyryta przez zakończenie tychże. W otchłań zapadła przedwigilijna krzątanina, przykładanie biżuterii do strojów i dekorowanie blisko sześciometrowej choinki. A także dzielenie dnia między zastawiony wszelkim jadłem stół a stolik przeznaczony do karcianek, kolędowanie na nowo nabytej przez Tatę fisharmonii z demobilu oraz bezpieczne rytuały spożywania, dzielenia się i podsuwania sobie nawzajem. Nawet przedświąteczny śnieg zapadł się w tej otchłani, odsłaniając burą ciemność najkrótszych dni w roku. Tak bardzo dojmująca się ona okazała, że ściskała mnie w samym środku nocy za serce. Po kilku dniach burości nastał jednak słoneczny poranek i wiem, że przeszłam po raz kolejny ten rite de passage w stronę odzyskującego moc słońca. Kalendarz na przyszły rok ma kojący kolor czerwieni.

Read Full Post »

Spadł śnieg i w dodatku dzień jakoś nie może się zacząć. Jeden z najkrótszych dni w roku jest ciemny, ponury i mokry. W przejściu podziemnym przy metrze Marymont pojawił się – jak co roku – akordeonista grający kolędy. W tym przedświątecznym amoku tłum jest dla niego hojny. Drzwi okolicznych sklepów nie zamykają się. Zawsze przed Bożym Narodzeniem mam wrażenie, że ludzie tak kręcą się wokół tych przygotowań, bo dręczy ich niepewność, czy faktycznie nastąpi to przesilenie, dzień zacznie się wydłużać, nadejdzie nowy rok z nowymi sprawami, nową nadzieją. Czytam biografię siedemnastowiecznej królowej Krystyny Szwedzkiej. Czy za pewnością przyszłości może przemawiać świadomość istnienia tysiącleci spisanej historii?

Read Full Post »

Prawo serii

Jeszcze nie rozeszły się poranne wydania gazet z wiadomością o śmierci Havla, a już świat zeletryzowała wieść o śmierci Kim Dzong Ila. Cóż za perfidna dialektyka – każdy Havel ma swojego Kima, a każda Violetta Villas swą Cesarię Evorę. Jakby anody i katody przywódców, pieśniarskich diw.

Święta zbliżają się dostojnym krokiem mimo przedłużającej się (już nie złotej) polskiej jesieni. Ładnie wyglądają oświetlone drzewka na Placu Wilsona. W warzywniaku do południa wykupili wszystkie śledzie (jestem świadoma delikatnej absurdalności tego zdania). Dawno, ale naprawdę dawno, nie miałam takiej fazy na czytanie powieści. Wręcz łykam kolejne książki, najchętniej te w twardej oprawie.

Read Full Post »

Ja natomiast jestem wierząca niepraktykująca. To znaczy mam ustawienia chrześcijańskie, ale nie potrafię uczestniczyć w organizacji.  Chyba w ogóle raczej nie lubię organizacji, nawet małych, nawet towarzyskich. Nigdy nie miałam do tego głowy, nie mam w sobie karności, nie lubię liderów, autorytetów, statusów, hierarchii, nie umiem się słuchać. Nie chodziłam do przedszkola, teraz myślę, że to może być powód.

http://wyborcza.pl/1,75248,10750980,Polski_Nobel_2040__Wygrala_Maslowska.html#ixzz1fZaEZSS1

Dorota Masłowska świetnie podsumowała niechęć do „przynależenia”, która zastanawia mnie we mnie samej od lat. Może to przedszkole jest dobrym wyjaśnieniem. Edukacja przedszkolna również mnie ominęła. Mieszkałam w domu jednorodzinnym i nie uczestniczyłam w osiedlowych dziecięcych grupach nieformalnych. Kiedy poszłam do szkoły, trudno mi było wejść do jakiejś grupy, a na utworzenie swojej nie miałam charakteru. Ukształtowało mnie spędzanie czasu samej, w bezpiecznym kokonie książek i zabaw w pojedynkę lub w malutkim gronie młodszych członków rodziny. Więc chociaż ciągnie mnie na barykady, trzymam się od nich z daleka, bo na barykady chadza się w grupach. Jałowy bunt nasila mi się zwykle w świetle przedświątecznych neonów. Denerwuje mnie na przykład sposób, w jaki miły w gruncie rzeczy kult Św. Mikołaja został przemieniony w targowisko próżności.

Read Full Post »

Pierwszy raz we Wrocławiu. Wita mnie remontowy rozgardiasz na dworcu i miękka mgła. Ale jest ciepło, choć pochmurno. Dużo masywnych gotyckich budynków. Zastanawiam się z jakim innym miastem mogę porówanć Wrocław. Pachnie trochę Gdańskiem (kolorowe kamieniczki i ceglane budynki), a smakuje jakby Berlinem (podobny chaos i inspirujący spleen). A tramwaje na wąskich uliczkach nasuwają na myśl miasto idealne, które gdzieś tam noszę z tyłu głowy. Żałuję, że nie mam czasu pozwiedzać więcej. Tylko pospieszne spacery, głównie wieczorem. Mam wrażenie, że w przeciwieństwie do Warszawy, Wrocław jest spokojny. Ludzie się tu nie spieszą i nie tłoczą. W przeciwieństwie do Krakowa nie jest napompowany swoją ważnością i kulturalnością. Ale jest pewny siebie i swoich atutów. W powietrzu jest tu coś ciepłego, swojskiego. Wrócę wiosną, by sprawdzić te swoje pierwsze wrażenia.

Read Full Post »