Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Maj 2013

Ten deszczowo-parny, pracowo-odpoczynkowy tydzień pozostawił mi niespodziewanie wyrwy w duszy. Brak równowagi elektrolitowej, powtarzam sobie, ale przecież nie o to chodzi. W ostatnich czasie przeczytałam trochę książek, które pozostawiły mnie nieco bezradną wobec świata. „Skok w nowoczesność” Leszczyńskiego zmusił mnie do przewartościowania własnych poglądów i pozostawił poczucie, że nie ma trafnych, uniwersalnych rozwiązań dla tego kryzysu, być może nie ma żadnych. Potem „Morfina” Twardocha sprawiła, że musiałam zanurzyć się nieco w żałosnym cynizmie jej żałosnego bohatera, co także nie podziałało na mnie zbyt dobrze, choć książkę uznaję za świetną i godną nagród. Wreszcie „Zaczyn” Springera o niepoprawnym idealiście, któremu prawie nic się nie udało, ale którego pomysły leżą niczym dobrze przygotowany nawóz, gotowe w sprzyjających warunkach jeszcze raz wzniecić ferment. Pojechałyśmy wczoraj z Ryjkiem na Rakowiec, by zobaczyć realizacje Oskara Hansena na żywo. Robią wrażenie. Przejażdżka i spacer przez Warszawę: niedziałające metro, zerwana trakcja tramwajowa, duszne autobusy, brak rowerów na kolejnych stacjach veturilo. Trzeba używać wszystkich zmysłów plus wyobraźni, żeby nadal widzieć piękno tego miasta pod warstwą reklam, samochodów, budek i nierównych chodników. Zastanawiam się ostatnio, czy ja i ono mamy jeszcze sobie coś do zaoferowania. Czy ja i mój kraj mamy jeszcze sobie coś do zaoferowania. Jestem już zmęczona zawężającymi się perspektywami. Brakuje mi nowych silnych bodźców. Pozytywnych, bo na negatywne natykam się regularnie i rozlewają w moim organizmie tylko niszczący jad prostego cynizmu. Jeszcze się bronię, zanurzam w książkach i ludziach, chłonę zieleń i słońce, mówię i słucham, czasem piszę. Ilekroć mówię komuś pocieszająco, że życie jest pełne niespodzianek, czuję dogłębnie, że mogą to być równie dobrze nieprzyjemne zaskoczenia. Moja wewnętrzna bezbronność chyba staje się widoczna, bo na ulicach zaczepiają mnie mężczyźni w średnim wieku, ale to ich błąd, bo zgubiłam gdzieś całe moje obycie i jestem naprawdę bezlitosna, niemiłosierna, nie wrzucam nic do kubeczków, nikogo w ten sposób nie przekupię, niczego nie kupię. Na nic zeszłoroczne ćwiczenie się w dawaniu jałmużny (no, może kiedyś je literacko opiszę).

Read Full Post »

Deszcze spokojne

Po chwili upalnego lata maj przyniósł klasyczną wiosnę z jej deszczami i chłodnymi nocami. Nocami czytam do późna i ranne wstawanie stało się niesłychanie trudne. Trudne, mało wyraziste dni. Dni, kiedy nagle chciałoby się, żeby wszystko już było po.

Read Full Post »

Sezon letni

Kiedy zasypiam, tak między pierwszą a drugą w nocy, budzą się ptaki. W środku nocy, pod księżycem wyśpiewują swoje pieśni. To jedna z milszych odsłon przedwczesnego lata w mieście. Drugą są nowe książki, nabyte na stadionowych targach, czytane niespiesznie, gdy okolica stopniowo zapada sen, wyłączając kolejno silniki samochodów, piszczące domofony, serialowe telewizory. Weekend oczekiwania na burzę. „Wielki Gatsby” jak nieco przydługi pokaz fajerwerków. Nie stać mnie na truskawki, więc kupuję jabłka i myślę nad różnymi wersjami chłodzących herbat.

Read Full Post »

Ekshumują Pabla Nerudę. Ten wybitny poeta, członek Chilijskiej Partii Komunistycznej zmarł na raka prostaty kilkanaście dni po zamachu Pinocheta. Jednakże człowiek z jego otoczenia twierdzi, że mógł zostać otruty w szpitalu. Badania szczątków mają wykazać, czy nie podawano mu jakichś trujących substancji. Na razie potwierdziły, że faktycznie chorował na raka. Jednocześnie prowadzone śledztwo ma ustalić tożsamość lekarza, który spędził z Nerudą ostatnią noc. Są na to świadkowie, brakuje dokumentacji potwierdzającej istnienie doktora. To daje do myślenia.

Juanowi Carlosowi Onettiemu, urugwajskiemu pisarzowi, dyktatura wojskowa „zniknęła” syna. Ostatnie kilkanaście lat życia Onetti spędził na wygnaniu w Hiszpanii, nie wychodząc z łóżka. Oddał się całkowicie pisaniu. Juan Gelman, argentyński poeta i dziennikarz, w czasach dyktatury stracił dwoje dzieci, synową oraz nienarodzoną jeszcze wnuczkę, którą odnalazł dopiero po 20 latach. Dzisiaj mówi, że największym błędem jest być zadowolonym ze świata, jaki mamy.

Auschwitz i Gułag byłyby tylko pustymi nazwami, gdyby nie książki Kertesza czy Szarłamowa. Literatura tworząc fikcyjne światy, zachowuje prawdę o tym konkretnym świecie, w którym powstaje. Na tyle wiernie, że możemy korzystać z „Iliady” jako źródła historycznego (sprawdzone!). Gdy umrze ostatni czytelnik, człowiek straci pamięć i stopi się w jedno z maszyną, do której będzie dorzucał ciągle nowe fakty i doświadczenia, licząc, że zachowują się one gdzieś w chmurach i na serwerach. Już Andre Gide przestrzegał: „coraz więcej ludzi pisze, a coraz mniej czyta, to się kiedyś skończy wielką, piękną katastrofą” (cytat z pamięci, może być niedokładny).

Read Full Post »

Smętna flaga na tle szarego nieba. Tzw. majówka. Machnęłam z okazji Święta Pracy kawał roboty, którą czas powoli kończyć. W domu rodzinnym między dwoma przekrzykującymi się telewizorami. Powtórki z Millera w materiałach informacyjnych. Gdy po raz piętnasty, czuję złość. Po chwili czuję titanik. Dziś hymny z ulicy mieszają się z hymnami z telewizora. Titanik mi się pogłębia. A flaga w Dzień Flagi zamiast łopotać, czepia się stojącej obok oliwki.

Gdyby choć wyszło słońce, nie trzeba by było czepiać się onirycznych światów spomiędzy coraz drobniejszych dla mych oczu liter. Być może nie trzeba by było nawet budzić się w ostatnich godzinach wiszenia półksiężyca i tkwić bezczynnie do czasu rozbudzenia miasta. A piłka nożna nie zajmowałaby tak wielu komórek mózgowych.

Read Full Post »