Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Wrzesień 2020

Nastal wrzesień i nadeszła pora powrotu zwykłego rytmu pracy i nauki. Na początek zderzyłam się ze szklanymi drzwiami biblioteki prowincji, w której chciałam założyć obóz na najbliższe miesiące. Pierwsza karteczka informowała, że godziny otwarcia to ni mniej ni więcej 8.30-13.30, druga pozbawiała resztek nadziei: „Biblioteka nieczynna do odwołania”. W okolicznych knajpach toczyło się tymczasem zwykłe wczesnopopołudniowe życie, pandemia czy nie, kawa albo kieliszek wina należą do zestawu obowiązkowego każdego uczciwego mieszkańca Bilbao.

Nim poszłam do przeorganizowanej Mediateki, gdzie połowa przestrzeni jest tymczasowo wyłączona z użytku oraz zniknęły dwie interesujące kolekcje, z których czerpałam interesujące książki o Baskach albo feminizmie, wstąpiłam do sieciowego sklepu odzieżowego, gdzie zakupiłam klon moich czerwonych spodni. Nie lubię kupować ubrań, muszę mieć na to odpowiedni nastrój, który zdarza się rzadko, nie znoszę tego uczucia, że nic, na co mnie stać, mi się nie podoba, a jeśli już mi się podoba, to źle na mnie leży. Dlatego gdy natrafię wreszcie na coś odpowiedniego, kupuję potem różnokolorowe klony. Sklepy odzieżowe coraz bardziej mnie przytłaczają, nie odnajduję już refugium nawet w second handach. Ustawiam się w kolejce zachowującej półtorametrowy dystans dzięki wyklejonym na podłodze żółtym liniom i przez te kilka minut mam nawracającą ochotę stamtąd wyjść. Nawet nie mogłam zmierzyć wybranych ubrań, bo przymierzalnia jest nieczynna z powodu pandemii, na szczęście chodzi o klony, wiem, że będą dobrze leżeć i wybrałam odpowiedni rozmiar.

Tak teraz żyjemy. Książki oddane do biblioteki przechodzą kwarantannę i trzeba dezynfekować po sobie miejsce przy stole, przymierzalnie są nieczynne, urzędnicy bankowi przyjmują w okienkach tylko przez trzy godziny dziennie, a lekarza trzeba najpierw telefonicznie przekonać, że twoja wizyta w przychodni jest konieczna. Za to nauczycielom powiedziano, że nie mają się czego bać, przecież gdy powrócą do swoich przepełnionych klas w słabo wentylowanych budynkach, będą mieli pod ręką żel antybakteryjny. Niech tylko pamiętają, żeby nie pozwalać uczniom mieszać się na korytarzach, to nic, że potem wszystkie te dzieciaki popędzą na ten sam plac zabaw, a młodzież w nadal nielegalnych grupach powyżej dziesięciu osób zasiądzie w parkach i na skwerkach. Pewnie rzeczy są ważniejsze niż inne, więc nie będzie klubu czytelniczego z dwudziestoma spokojnymi uczestniczkami raz na dwa tygodnie ani klimatycznej jogi w małej salce klubu burgaleskiego, sauna w strefie spa na basenie także została wyłączona „dla wspólnego dobra”, za to będzie tradycyjna szkoła, tradycyjna praca, tradycyjne napędzanie gospodarki niepohamowaną konsumpcją, tyle że w maseczce. Kupiłam dwa bilety na koncert, dostałam miejsca nr 4 i 8, te trzy pomiędzy nimi pozostaną puste.

Gdy spotykam się z przyjaciółką, której ojciec od początku pandemii walczy z rakiem, nigdy nie siadamy na krzesłach obok, tylko naprzeciwko, by stół skutecznie nas oddzielał, gdy zdejmiemy maseczki, by wychylić nasze piwo. Na plaży automatycznie rozłożyłyśmy ręczniki z nieco szerszą przerwą pomiędzy. Na koniec zwierzeń mówimy sobie „chciałabym cię przytulić” i zapewniamy się nawzajem, że niedługo to nastąpi i że potem nawet pojedziemy na upragnioną wycieczkę do Portugalii.

Read Full Post »