Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Wrzesień 2012

Pierwsze kasztany

Na mojej ulicy robią chodnik. Pod szpalerem kasztanowców powstały więc wykopy. Mam wrażenie, że wpadają tam wszystkie kasztany. Do tej pory znalazłam tylko dwa. Piękne, błyszczące, a jeden z nich miał nawet niecodzienny kształt. W weekend marzłam, co raz z nadzieją odkręcając kaloryfery. Niestety. Trzeba było wymienić kołdrę i wyjąć z szafy dodatkowy koc. A z apteczki aspirinę. Rozgrzewać się też można w gorących kąpielach. Jesteśmy już po tej stronie pór roku, wygrzebujemy z dna szuflad grube rajstopy i oddajemy płaszcze do pralni. Lektury też jakieś takie melancholijne się stały, kładą się na sercu mrokiem coraz krótszych dni. Zrobiłam inwentaryzację zapasów miodu i wina. No ping-pong this week; Ryjek była nieobecna, w Tatrach smakowała trailerów zimy.

Read Full Post »

– Mam nadzieję, że nie przeszkadzam – mówi w telefonie miły głos pani, z którą ostatnio współpracuję.
– Nie – odpowiadam, starając się brzmieć przekonująco.
Wyrwała mnie właśnie ze snu, w którym przeżywałam fascynujący romans w stylu powieści gotyckich. Ale jest już ranek, trzeba zrobić kawę, otworzyć komputer i zabrać się do codzienności.

Ostatnio duże nagromadzenie cichych emocji związanych z produktami własnej i cudzej wyobraźni. Tkwię po uszy w literaturze pięknej, coraz piękniejszej. Odkrywam w internecie obfite zasoby poezji we wszystkich znanych mi językach. W sobotnie popołudnie czytałam wczesne opowiadania Heinricha Bölla w oryginale i dałam się poruszyć frazie i sensowi. Potem wysłuchałam brawurowego koncertu fortepianowego w otoczeniu jesienniejącego parku. A wieczorem piłam wino, czytałam wiersze na głos i rozmawiałam głęboko o sprawach istotnych. Poszerzam możliwości takiej wymiany myśli i wrażeń, jakby przerąbując sobie drogę do poszerzania sensu. Na zapas. Będę fikać i wierzgać, nie doprowadzicie mnie do waszych świątyń jednomyślności, do chóralnej odpowiedzi „godne to i sprawiedliwe” na hasła celebransa, do kultu cotygodniowego sushi i planów emerytalnych. Jest coś poza…

Read Full Post »

Glosa

Dyskutowałam dziś z jedną koleżanką o „sprawie Mikołejki”. Ona stwierdziła, że „w pewnej mierze facet ma rację”. Że istnieją roszczeniowe matki, które uważają, że sam fakt urodzenia dziecka sprawia, że są kimś lepszym i że z tego tytułu należą im się specjalne przywileje. Moja koleżanka jest od ładnych paru lat matką, przez dłuższy czas była nawet matką samotną. Za tydzień rodzi swoje drugie dziecko. Przedstawiła mi liczne przypadki tak zachowujących się, w jej mniemaniu, kobiet oraz stwierdziła, że istnieje coś takiego jak „pieluszkowe zapalenie mózgu”, które sprawia, że niektóre kobiety spodziewające się dziecka i matki zawężają swój świat do dziecka. To była bardzo ciekawa dyskusja, w której stałam troszkę na gorszej pozycji, bo sama matką nie jestem i nie uśmiecha mi się występowanie z pozycji autorytetu w sprawie, na której jeśli już to znam się tylko teoretycznie. Zaczęłam więc w tej rozmowie, jakby nie było dwóch osób o wykształceniu filozoficznych, dekonstruować stanowisko Mikołejki, wskazując na jego redukcjonizm, stereotypowość i brak metody socjologicznej. Mam wrażenie, że ostatecznie żadna z nas nie przekonała drugiej, ale po drodze dokonałyśmy kilku istotnych obserwacji na temat życia społęcznego w Polsce.

Po pierwsze, że życie rodzinne w ostatnich latach wychodzi z podziemia, budząc niechęć osób, które przyzwyczaiły się, że miejsce dzieci jest poza powszechnie dostępną sferą publiczną. Stąd niechęć do obecności dzieci w restauracjach, karmienia piersią w parkach, stąd wreszcie absurdalne ataki na „idące ławą” wózkowe. Jednocześnie wychodzące z tego podziemia rodziny na wszelki wypadek jakby zawłaszczają sobie tę przestrzeń jak tylko mogą. Stąd wynika ich zdecydowane, i często pewnie obcesowe, zachowanie. Atakowanie nim zostanie się zaatakowanym krzywym spojrzeniem z powodu krzyczącego dziecka.

Po drugie, że jako społeczeństwo jesteśmy mało dla siebie nawzajem życzliwi i empatyczni. Matka pchająca wózek nie dostrzega, że blokuje chodnik, tak że trudno ją wyminąć, ale parkujący samochodem na tym chodniku nie dostrzega, że nie pozostawia miejsca dla pieszych. W autobusie rzadko kto ustępuje miejsca starszej osobie, ale często takie osoby potrafią głośno narzekać, że młodzi ludzie w ogóle śmią siedzieć, nawet jeśli zostało kilka wolnych siedzeń. Takie przykłady można mnożyć. Każdy patrzy tylko na swoje racje, które są oczywiście najistotniejsze i nawet nie próbuje zastanowić się nad tym, że może komuś przeszkadzać.

Po trzecie, bardzo powszechna jest postawa roszczeniowa. Matka z opisu Mikołejki żąda przywilejów i zasiłków, a matka z opisu mojej koleżanki żąda, by przedszkole informowało ją codziennie rano przez internet o jadłospisie na dany dzień. Wchodząc do sklepu na kilka minut przed zamknięciem, żądamy, by nas powoli i  sumiennie obsłużono, podczas gdy zmęczony po całym dniu pracy sprzedawca marzy tylko o tym, żeby sklep zamknąć i pójść do domu. Rościmy sobie prawo do dobrej obsługi w restauracji, a kelnerzy roszczą sobie prawo do wysokich napiwków. Bez wynegocjowania kompromisu żadna ze stron nigdy nie będzie zadowolona. A sztuka kompromisu znacząco podupadła w naszym kraju.

Po czwarte, polskie kobiety olewają ewentualne problemy swojego pracodawcy w związku ze zwolnieniami ciężąrnych, urlopami macierzyńskimi i częstymi zwolnieniam „na dziecko”, bo nie są w pracy traktowane po ludzku. Praca w Polsce oznacza bardzo często niepłatne nadgodziny, niskie płace, brak sensownej motywacji, nieprzyjemną atmosferę, ciągłe zagrożenie zwolnieniem. Kobiety są bardziej tym dotknięte, bo ich pozycja na rynku pracy jest gorsza niż mężczyzn. Częściej muszą godzić się na niskie pensje, wykorzystywanie, a także trudniej jest im pracę zmienić. Dlatego gdy tylko mają okazję wykorzystują swoje przywileje, traktując je jako okazję do odpoczynku od nielubianej pracy, okropnego szefostwa, napiętej atmosfery. Często jest też tak, że wiedzą, że po powrocie z macierzyńskiego/wychowawczego dostaną wypowiedzenie. Dziecko ma się na całe życie, miejsce pracy to tylko akcydens – wiadomo więc, co jest dla kobiety ważniejsze.

Tak oto dwie osoby mogły sobie sensownie podyskutować i, wychodząc z zupełnie przeciwstawnych stanowisk, dojść do sensownej analizy kilku głębszych problemów. I teraz, kiedy siedzę sobie wieczorem i rekapituluję tę rozmowę i jej wnioski, zauważam pewną jeszcze ogólniejszą przypadłość. Z tego powszechnego braku życzliwości, roszczeniowości, niechęci do innych grup społecznych wynika, że jesteśmy wyjątkowo rozbitym społeczeństwem, pełnym zapatrzonych w siebie indywidualistów, którym bardzo trudno przychodzi współdziałanie z innymi na dłuższą metę. Ale to temat wymagający jeszcze głębszego przemyślenia i na inną notkę.  Tymczasem, dobranoc…

Read Full Post »

Nadchodzący poważny kryzys w finansach państwa oraz związane z tym problemy nie są chyba zbyt medialnym tematem. Dziennikarze musieliby się przecież zagłebić w dany temat, popatrzeć w dane, statystyki, siegnąć do wielostronicowych opracowań lub przygotować do wywiadów z kompetentnymi osobami. Po co? Lepiej rozpętać medialny szum (albo chociaż szumik). Mieliśmy tego już trochę podczas sezonu ogórkowego. „Ładnym” ukoronowaniem tegorocznych wakacji stała się agresywna i żenująca wypowiedź niejakiego Zbigniewa Mikołejki, profesora Polskiej Akademii Nauk. Mikołejko rzucił się na młode matki, zarzucając im roszczeniowość, nieodpowiedzialność oraz chęć ustawienia się w życiu kosztem dziecka. Jaka wspaniała puenta wielotygodniowej „dyskusji” na temat tych strasznych ciężarnych, które idą na zwolnienie albo wykorzystują luki w ustawie o ZUS! Gdzieś w sąsiednich kanałach informacyjnych pojawiły się fragmenty blogowego wpisu Janusza Korwina-Mikkego, dla którego sport osób niepełnosprawnych jest czymś, czego nie godzi się pokazywać.

Mikołejce odpowiedzieli forumowicze, blogerzy i blogerki, redaktorki i inne postacie medialne, Korwinowi-Mikkemu sama Janina Ochojska. Czy było warto? Media, które oba „szumy” rozpętały, cieszą się z burzy, która zwiększa im na te kilka dni klikalność. Mikołejko i Korwin cieszą się, bo znowu jest o nich głośno. A co mamy z tego my – zwykli ludzie, oburzeni takim stawianiem sprawy, zszokowani językiem i zniesmaczeni faktem, że z kilku idiotycznych zdań robi się takie wielkie halo? Czy mamy natychmiast ruszyć na barykady i tłumaczyć tym niewyparzonym pyskom nasze stanowisko, pokazując jednocześnie publicznie nasze oburzenie? Czy nie napędzamy w ten sposób publiki? Mikołejko użył jednej polemiki do tego, by jeszcze raz wyłuszczyć swoje „stanowisko”. Klikalność rośnie. Co pani o tym sądzi, pani redaktor? Co pan czuł, panie przewodniczący? Oddajemy głos do studia, gdzie znana z serialu „Wredne baby” aktorka opowie o swoich odczuciach co do Sprawy…

I nagle okazuje się, że musimy tłumaczyć, że to nieprawda, że feminizm jest winny brudowi w polskich domach i śmierci kilkumiesięcznej dziewczynki. Musimy jeszcze raz wykazywać, że osoby niepełnosprawne też mają prawo do uprawiania sportu, miłości, seksu, normalnej pracy. Powtarzać, że kobiety w ciąży są w tym kraju nienajlepiej traktowane i dlatego starają się wykorzystać swoje skąpe przywileje na maksa. Że nauczyciele, pielęgniarki, lekarze i policjanci pracują przecież na rzecz całego społeczeństwa. Że dobrze jest, by dzieci uczyły się w mniejszych klasach i mogły zjeść pełnowartościowy ciepły posiłek ze sprawdzonej kuchni. Że eksmisje na bruk są złe. Że pracownicy mają prawo się zrzeszać. Że… można tak ciągnąć godzinami. Znowu stajemy przed konieczością zainicjowania pracy u podstaw. Tyle że ktos już kiedyś to zrobił.

Kto nam bruździ? Upadające tradycyjne media, które sądzą, że w epoce tabloidyzacji i internetu można już wszystko? Wielkie korporacje medialne, które połaszą się na każdy zysk, w czym dzielnie sekundują im „eksperci” w stylu detektywa Rutkowskiego, Kasi Cichopek i Dominiki Wielowieyskiej? Politycy i dziennikarze zachwyceni tym, że na medialnym show można się tak ładnie pokazać i nie trzeba sięw dodatku w ogóle przygotowywać? Dotąd przyglądałam się tej degrengoladzie z dystansu, ale po tym, co się stało w internecie po wypowiedzi Mikołejki przeraziłam się bijącą z niego nienawiścią i pewnością siebie. Przeraziłam się także perspektywą, że być może niedługo będę musiała stanąć w obronie praw wyborczych kobiet albo prawa pracownika do otrzymywania płacy za swoją pracę? Berlińska bohema z lat 20. też pewnie sądziła, że skoro świat poszedł tak do przodu, to nikt już im nie odbierze prawa do przebierania się za osoby przeciwnej płci i życia w wolnych związkach, także jednopłciowych.

Chciałabym, żebyśmy wyszli z tej narzuconej nam nie wiadomo kiedy mentalnej kloaki i rzetelnie porozmawiali choćby o kryzysie i sprawiedliwszym urządzeniu społeczeństwa. To jednak jest bardzo trudne w dziesiejszym świecie i boję się, że chwilowo prawie niemożliwe w dzisiejszej Polsce. To może niech chociaż poważne osoby nie brudzą się polemikami z bzdurnymi tezami jakichś sfrustrowanych błaznów.

Read Full Post »

Ostatni weekend wakacji – piekny, intensywny, słoneczny i wesoły. Były przeróżne gry i zabawy, sporty i rozmowy. Leżenie na słońcu i wycieczka rowerowa. A na deser jeszcze w poniedziałek rano spacer po starówce w Zamościu. Wszystko dobre i własciwe. A 3 września świat przyspieszył swe obroty. Na ulice prowincjonalnego miasteczka wyległy tłumy, przybyło pojazdów na drogach i spraw do załatwienia. Mam w lodówce resztki pysznego jedzenia, dwa zabunkrowane piwa, a na dworze dzikiego kotka do towarzystwa. Skończyły się gry i zabawy. Jutro podążę ku światu, wrócił z wakacji, rozpakowuje się – chc też dostać od niego jakiś ładny souvenir na tę jesień.

Read Full Post »