Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Styczeń 2010

Mapa lektur

Ryjek2 skończyła czytać „Gułag” Anne Applebaum, stwierdzając, że była to książka trudna pod względem emocji, jakie wywoływała. Znam te emocje. Właśnie jestem pomiędzy „Dziennikiem” Victora Klemperera a uksiązkowiony zbiorem artykułów śledczych pod tytułem „Hiszpania oskarża”, które opowiadają o zbrodniach junt wojskowych w Argentynie i Chile. Można czytać tylko po jak najmniejszym kawałku dziennie, chociaż lektura wciąg,a odsłaniając niezbadane dotąd przeze mnie pokłady rzeczywistości. Czuję, że wrócę wkrótce do późnego Cortazara. Do Klemperera dołożyłam Theodora Fontane w oryginale, chyba po to, żeby zrozumieć przywiązanie autora tego dziennika z czasów narodowego socjalizmu do kultury i społeczeństwa, które go odrzucają. Do tego „Język na wygnaniu” Kertesza, „Pamięć autobiograficzna” Maruszewskiego i „Powiedzieć prawdę o historii” Appleby/Hunt/Jacob. I kiedy tak na ten zestaw popatrzeć, to widać, że ma to jakiś wewnętrzny ład i sens. A jeśli dorzucić kilka książek juz przeczytanych i jeszcze nie złożonych na swoich miejscach na półkach, to widać ten sens jeszcze bardziej. Czasem dziwię się kiedy na kwestię przeczytaną niedawno w jednej książce, natykam się w innej, pozornie niezwiązanej. Albo nawet w takiej przekartkowywanej w księgarni czy bibliotece. Słówko angielskie czy niemieckie, które wypisuję sobie do sprawdzenia, spotykam chwilę potem w filmie albo gdzieś w internecie, kompletnie przypadkowo, i rozumiem już jego sens bez odwoływania się do słowników. Z tego wszystkiego tworzy się mapa mojej wiedzy, na której pracowicie zapełniam białe plamy. Linie brzegowe i uproszczoną hipsometrię mam już nakreślone, teraz trwa wędrówka przez mniej lub bardziej dostępne tereny, niby znajome na swój sposób i oczywiste, a w gruncie rzeczy dopiero poznawane.

Read Full Post »

Ja też tęsknię

Akcja Rafała Betlejewskiego „Tęsknię za Tobą, Żydzie” poruszyła we mnie pewną strunę. Strunę, która od lat wydawała mi się ograna, ale teraz okazało się, że dawno jej nie dotykałam. Wydawało mi się, że mam to już uporządkowane, rozłożone na czynniki pierwsze i poznane, ale to tylko warstwa racjonalna. Duchowo, a raczej emocjonalnie niewiele się zmieniło przez ostatnie 15 lat. Strona www.tesknie.com mi to uświadomiła.

Nie wiem, dlaczego zainteresowałam się Żydami, kiedy byłam nastolatką. Moja mama fascynowała się tym tematem, podobnie jak historią najnowszą i czasem o tym rozmawiałyśmy. Raczej o antysemityzmie, marcu ’68 niż o samej Zagładzie. To była pierwsza połowa lat 90., słowo „Żyd” było odmieniane przez wszystkie przypadki w mediach i na ulicy naszego powiatowego miasteczka, oczywiście w pejoratywnym sensie. Budziło to sprzeciw mojej mamy i nauczyłam się po prostu tego sprzeciwu od niej. Zaczęłam wtedy czytać Singera i wkrótce otworzył się przede mną nieznany i fascynujący świat. Singer umieścił akcję wielu swoich książek w miejscowościach, które znałam. Goraj, Biłgoraj, Piaski. To było ciekawe jeszcze bardziej, czytać o własnych rodzinnych okolicach w światowej literaturze. A ze słowniczka na końcu książki dowiadywać się, czym jest Święto Kuczek, co to jest menora, a co macewa. 
Na studiach czytałam mądre książki naukowe, wspomnienia, powieści. Poznawałam ludzi o podobnych zainteresowaniach, poszerzałam swoją wiedzę. Współpracowałam z fundacją zajmującą się stosunkami polsko-żydowskimi. Brałam udział w jej programach, spotkaniach, seminariach. Czytałam i rozmawiałam. Po pewnym czasie miałam wrażenie, że wiem już wszystko, czego potrzebuję wiedzieć na ten temat.

Z ciekawości zajrzałam na stronę projektu „Tęsknię za Tobą, Żydzie” i we wpisach zwykłych ludzi z całej Polski odkryłam wspólny mianownik, w dodatku współgrający z moimi własnymi odczuciami. Tym mianownikiem jest poczucie straty. Co ciekawe, piszą o nim ludzie młodzi, którzy nie byli świadkami Zagłady. Którzy nigdy nie zaznali wielokulturowego świata II Rzeczpospolitej.

Wychowywałam się w ciasnych światopoglądowo latach 80. W czasach pontyfikatu papieża – Polaka, naznaczonych walką  z obcym (sic!) systemem, tłumnym chodzeniem do kościoła i zamykającą na wszelką inność retoryką. W mojej szkole podstawowej głównym wrogiem były Niemcy, w moim otoczeniu rodzinnym wrogiem byli Ruscy, a w tle czaił się wróg, którego większość nie widziała na oczy, ale wszystko, co nie było winą Niemców albo Ruskich przypisywała jemu – Żydowi. Wszyscy byliśmy oczywiście Polakami, modliliśmy się do cudownych obrazów Matki Boskiej, budowaliśmy wielkie kościoły „na pohybel władzy”. W tym krajobrazie nie było miejsca na jakąkolwiek inność. 
Przeszłość związana z mniejszościami została wyparta ze zbiorowej pamięci. dopiero niedawno dowiedzialam się, że niszczejący budynek dwie ulice od mojego rodzinnego domu jest dawną synagogą. Nagrobki opisane cyrylicą na lokalnym cmentarzu wytłumaczono mi w dzieciństwie zaborem rosyjskim i dopiero w encyklopedii wyczytałam, że należą do diakonów z cerkwi, która dzisiaj jest oczywiście kościołem. 

To wszystko tworzy w świecie mojego dzieciństwa szeroki obszar niepamięci. Dla mnie, dla mojego pokolenia, nie jest to zapomnienie, bo nie miałam wcześniej pamięci o miejscowych Żydach, Ukraińcach, Niemcach, tylko właśnie niepamięć, która przeszkadza. Obszar silnie stabuizowany, do którego chce się jednak dotrzeć. I zrozumieć.
Tak odbieram wpisy gości na stronie www.tesknie.com. Jako niekoniecznie zracjonalizowane dążenie do przezwyciężenia niepamięci. Ale też jako chęć wyjścia poza wtłoczone w głowy schematy rozumienia przeszłości. Sposób uprawiania historii najnowszej w dzisiejszej Polsce jest za bardzo osadzony w kategoriach dobra i zła, winy i kary, ofiary i zbrodniarza. Tylko że w ten sposób nigdy nie wyjdziemy poza zbieranie dowodów na z góry założone tezy. Polskie społeczeństwo stoi przed koniecznością podjęcia swoistej terapii historycznej. Projekt Rafała Betlejewskiego może być jedną z jej form. Na początek wyjdźmy ze stanu niepamięci.

Read Full Post »

List

Droga Ingrid,
Wiem, że głowę masz pełną pomysłów. Że każdego wieczoru przed snem układasz w niej długie literackie i zaangażowane teksty. Wiem, że czytasz mnóstwo, z różnych dziedzin, a efektem tego jest przemożna chęć nawiązania, polemiki, podsumowania, jednym słowem napisania własnego tekstu korespondującego z tamtymi. Widzę, jak lekko się wzdrygasz, gdy ktoś cię pyta, czy napisałaś coś nowego. Widzę, jaki problem sprawia ci napisanie notatki, nie będącej wypunktowanymi hasłami. I jak się męczysz nad każdą linijką maila, listu motywacyjnego, ba, czasami nawet smsa albo statusu na facebooku. Widziałam, że ostatnio nie zapisałaś ani jednego pełnego zdania na chorwackim. Same kolumny słówek do nauczenia, oderwane od szerszych kontekstów, jakieś takie wykoślawione, znowu nie będzie ci się podobał twój zeszyt, bo będzie zbyt chaotyczny i nieczytelny. Możesz sobie przenieść dziennik z biurka na nocny stolik, możesz sobie czytać poezji, ile tylko chcesz, możesz rozrzucać po całym pokoju karteczki z rachitycznymi notatkami, możesz naświetlać sobie nocą wygląd i cechy charakterystyczne swoich powieściowych postaci. Wszystko możesz. Pamiętaj tylko, że to ja decyduję, czy cokolwiek z płodów twojego umysłu stanie się literowym ciałem. To ja jestem być albo nie być białych kartek w zasięgu twojej ręki. To, że zdecydowałaś pokolorować je akwarelkami, jest ostatecznie też moim zwycięstwem. Wyroki moje są niezbadane, a surowość przysłowiowa. Więc składaj mi całopalne ofiary z małych ikeowych ołówków, z plików wordowskich i przynajmniej jednego notesu w onenote. Zamiast wieczornej modlitwy wertuj pokornie słowniki wszystkich znanych ci języków, a książki układaj w pobożne skupienia. Być może wejrzę wtedy na ciebie łaskawym okiem i odejdę dręczyć innych mistrzów grafomanii.
Tymczasem mocno ściskam,
Twoja Blokada Pisarska

Read Full Post »