Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Listopad 2011

Pytania epistemologiczne zdecydowanie poprawiają mi humor, gdy rano, patrząc na przejeżdżający tramwaj, biorę pod uwagę możliwość, że nie on istnieje, będąc – jak wszystko – jedynie wytworem mojego umysłu?
Czyim jednak wytworem jest mój umysł? Rzeczy istnieją, bo bóg na nie patrzy – powiedział Berkeley. A jeśli on też nie istnieje? CZy zostaje nam wówczas jedynie pokrętna teologia „Matrixa”?

Na Krakowskim Przedmieściu rozłożył się berliński mini-jarmark bożonarodzeniowy. Currywurst i Gluehwein. Śnieg jeszcze mógłby spaść, bo się ten listopad niebezpiecznie przeciąga i boję się, że wejdzie także głęboko w grudzień.

Read Full Post »

Serce mam po lewej stronie, ale jakoś nie potrafię złapać się na lep niezwykle medialnych haseł o „powstrzymywaniu faszyzmu”. Może dlatego, że są tak bardzo medialne. Może dlatego, że dla mnie faszyzm to nie tylko grupa silnych chłopców pod skompromitowanymi historycznie znakami. Z wierzchu wygląda to tak, że my, „lewomyślni” pod kierunkiem redaktorów czołowego liberalnego dziennika oraz coraz bardziej establiszmentowej lewicy z rogu Nowego Świata i Świętokrzyskiej, w obowiązkowym świetle kamer bratnich mediów informacyjnych, mamy „odzyskiwać” ulice i święta z rąk faszystów, fanów Romana Dmowskiego i – być może – Adolfa Hitlera, „pseudopatriotów” zafiksowanych na punkcie feministek i gejów. Tkwi w takim rozumowaniu jeden zasadniczy błąd. Kibolstwo i Młodzież Wszechpolska wcale nie zawłaszczyli tych ulic. Wręcz przeciwnie, wychodzą na nie – tak samo jak my – żeby je dla siebie „odzyskać”.

Kto według uczestników Marszu Niepodległości zabrał im ulice? „Cywilizacja śmierci”, „światowe lewactwo”, może nawet „żydokomuna” geje, feministki czy inni cykliści. To nie jest odosobniony dyskurs brunatnych grupek, lecz uprawomocniony nurt polskich gazet, posłów ze wszystkich partii, wreszcie szerokich mas w internecie, wśród nich jest mnóstwo dobrze ubranych, łagodnych ludzi, którzy nigdy w życiu nie mieli na twarzy kominarki, a w rękach racy.

Na ulicy Marszałkowskiej w Warszawie stanęli naprzeciwko siebie ludzie, którzy nie czują się właścicielami ulic i koniecznie chcą je „odzyskać”, wroga upatrując w przeciwnej stronie barykady. Każda z tych stron miała inny pomysł na wyrażenie swoich potrzeb. Marsz Niepodległości zamienił się w regularną bitwę z policją, podczas gdy po drugiej stronie dominowała „kolorowość” i „odświętność”, którą starały się złamać faszystowskie bojówki (doniesienia są sprzeczne – jedni twierdzą, że im się to udało, inni, że nie). Przyglądali im się prawdziwi „właściciele” ulic: witryny banków, kolorowe billboardy, modne kawiarnie. Plus zaaferowani reporterzy w swoich wypasionych wozach transmisyjnych, pokorni słudzy na pierwszej linii. I tym ostatnim się szczególnie dostało.

Wydaje mi się, że chodzi o gniew. Kanalizowany przez odpowiednie siły. Gniew silnych chłopaków wykorzystywany przez skrajne formacje i gniew „lewomyślnych” skierowany umiejętnie na „faszystów” i Dmowskiego. Walka symboli, w której nie ma i nie może być zwycięzców. W takich bitwach zawsze wygrywają służby porządkowe, a tracą zwykli ludzie, którzy mają nieszczęście w miejscu starć mieszkać, pracować, prowadzić interesy czy zwyczajnie przechodzić. Gniew brunatnych został na moment rozładowany. Frustracja lewomyślnych zrekompensowana moralnym zwycięstwem na Marszałkowskiej. Jak długo uda się w ten sposób zarządzać tymi niszczącymi emocjami, nie rozwiązując ich prawdziwych przyczyn?

Read Full Post »

W internecie

Przeszukiwałam dzisiaj sieć w poszukiwaniu informacji o wywiadzie, jakiego Stalin udzielił Eisensteinowi i Czerkasowowi (potrzebne do tłumaczonej przeze mnie książki). Natknęłam się na stronę polskich stalinistów (sic!). Istnieją tacy. Jest ich może niezbyt wielu, ale za to są dobrze zorganizowani i przydzielają nawet stypendium dla jednego studenta (ekonomii, administracji bądź prawa) rocznie. Aby dostać stypendium, należy opisać swoje pomysły na pracę „po rewolucji”. Przy całej mojej sympatii dla lewicy i ruchów antykapitalistycznych, przeglądanie tej strony raczej mnie przerażało. Oczywiście zaraz zaczęłam zastanawiać się, czy to nie dlatego, że jestem kulturowo  uwarunkowana antystalinowsko. Czy na przykład trockiści wzbudziliby we takie samo przerażenie? Miałam poczucie dotykania czegoś brzydkiego, niestosownego. Jakbym przeglądała pornografię albo strony organizacji nazistowskich. Może tu leży pies pogrzebany? Stalin i Hitler to dwaj bliźniaczy zbrodniarze. I znowu: czy jestem tak kulturowo uwarunkowana?

Nie dziwią mnie, choć obrzydzają, zwolennicy Hitlera. Dziwią zwolennicy Stalina. Dziwi mnie, że mnie dziwią.

Wspaniałomyślny google podsunął mi jeszcze podczas tego przeszukiwania zdjęcia młodego Stalina. Sympatycznie na nich wyglądał. Na jednym nawet się szeroko uśmiechał – w niczym nie przypominał groźnego satrapy z lat późniejszych. Czy będąc młodym gruzińskim rewolucjonistą, przypuszczał, że zostanie władcą połowy cywilizowanego świata?

Książka, którą tłumaczę jest analizą konstruowania mitów carów Iwana i Piotra, od XIX wieku po czasy radzieckie. Czy właśnie niechcący dotarłam do sedna mitu Stalina, który został mi kulturowo przekazany? Jak został on skonstruowany? Czytam fragmenty wierszy poświęconych radzieckiemu władcy i zastanawiam się, czy dzisiaj ktoś napisałby tak o kimkolwiek? Dajmy na to o Michaelu Jacksonie. Albo kapitanie Wronie. Czy dzisiejsze postacie publiczne są dla zwykłych ludzi trwałymi punktami odniesienia, jak miało to miejsce jeszcze pół wieku temu?

W internecie na koniec dnia zdjęcia z moskiewskiego świętowania rocznicy rewolucji październikowej. Sierp i młot. Lenin i Stalin. wiecznie żywi?

Read Full Post »

Sen zimowy

Czas przestawiony. Ja też się przestawiłam. Budzę się wcześnie rano i o północy idę spać. Idea czasu zimowego do mnie nie przemawia. I tak nie uniknie się tych kilku tygodni wstawania w nocy, niechby chociaż popołudnia nie kończyły się tak drastycznie, prawie zaraz po obiedzie.  Święta też skończyły się drastycznie. Goście odjechali, groby zostały nawiedzone, znicze rozstawione, ciasta zjedzone. Został napierający świat. Po okiennych szybach tłuką się na wpół śnięte muchy. Chciałabym przez kilka chwil nic. Ale jest wiele coś. Najciemniejsza ciemność panuje zawsze w listopadzie.

Read Full Post »