Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Sierpień 2009

Na ławce w parku dwoje niemłodych i niezbyt pięknych ludzi trwało w niemym i nieruchomym uścisku. To para niewidomych wpatrywała się nawzajem w swoje twarze – dotykając ich dłońmi. Świat wokół tej ławki dosłownie znieruchomiał. Nie spadł nawet żaden liść z drzewa.

Read Full Post »

Dziś w nocy śniło mi się morze. Jechałam nad nie, biegłam na plażę, pospiesznie zakładałam stroj kąpielowy. Była noc, a ja starałam się dojrzeć horyzont. Tęsknię za morzem. Podczas jednego ze spacerów z kijkami w Jastrzębiej Górze doszłam do wniosku, że morze mnie uspokaja i wzmacnia. Już myślę o jesiennym powrocie.

A tymczasem jesień nieśmiało zapowiada się w Warszawie. Chłodne, naprawdę chłodne noce. Za to ciepłe międzyludzkie wieczory. Proszę mi wierzyć, można nawet rozmawiać filozoficznie o praniu i prasowaniu. Trzeba tylko znaleźć do tego odpowiednie towarzystwo i właściwą otoczkę. Wbrew pozorom nie jest to pralnia samoobsługowa…

Read Full Post »

Ostatnie kilka dni spędziłam z trupą bremeńskiego teatru, która wystawia na festiwalu „Kupca Weneckiego”. Po licznych przygodach, które zaczęły się od wyjazdu wypasionym fordem mondeo (osoba w fundacji odpowiedzialna za flotyllę – łącznie dwa- pojazdów była bardzo blada gdy dawała kluczyki i dokumenty mojej koleżance) na lotnisko, 15-godzinną dobę pracy w teatrze nad dekoracjami i światłami oraz poprawianie Barańczakowej wersji sztuki -tytuł tej notki to właśnie moja czołowa innowacja polskiego tekstu – pierwsze przedstawienie zakończyło się sukcesem. Wraz z drugą opiekunką i zarazem tłumaczką tekstu udałyśmy się na zasłużone piwo…

Tak jak się spodziewałam, przeżywam tu niezwykłą przygodę. Buszuję po zakamarkach teatru. Oglądam próby, uzupełniam rekwizyty. Zawożę swoich podopiecznych do Gdyni na inne przedstawienie. A potem wracam nocą na piechotę z dworca Gdańsk Wrzeszcz do akademika, gdzie mieszkam. Spędzam dnie w ciemnościach i zaduchu małej sceny, gdy obok, na dużej, próbuje sam Peter Brook! W tle jest jarmark, kawa na wynos, mnóstwo szybkiego śmieciowego jedzenia i ciągle jakieś sprawy do załatwienia. Plus niemożność wyspania się i wykonania rano gruntownej toalety. Rano piłowałam na przykład paznokcie tylko jednej ręki. I nie mam żelazka…

Ale jeszcze tylko dziś jedno przedstawienie. Potem nocny demontaż. Taksówki dla grupy na lotnisko już zamówione. A G. wsiada rano w pociąg do Gdyni i stamtąd – już razem – jedziemy do Jastrzębiej Góry. Naprawdę nie spodziewałam się, tak planują ten wyjazd, że mój wypoczynek będzie aż tak bardzo zasłużony…

Ogólnie rzecz biorąc, sztuki, które widziałam nie zachwycały. Klasyczny, wręcz szkolny, brytyjski „Sen nocy letniej”. Amerykański, kompletnie postmodernistyczny i stechnicyzowany „Hamlet” kompetnie mnie rozczarował. A o „Kupcu”, którego widziałam trzy razy (dwie próby i przedstawienie) i pewnie drugie tyle razy przejrzałam scenariusz, się na razie nie wypowiem…

A reszta? Taka jak organizacja organizacji festiwalu? Praca niektórych osób i stopień zdecydowania innych? Relacja ceny do komfortu mojego noclegu? Fakt podejrzanego odklejania się podeszw moich butów? Liczba zjedzonych przeze mnie ciastek?

Reszta jest milczeniem… Oczywiście.

Read Full Post »

Francuski „Hamlet” na dobry początek. Można zagrać tak klasyczną sztukę jako monodram. Hamlet w tym wykonaniu to tak naprawdę zbuntowany chłopczyk, który nie chce zaakceptować nowej sytuacji rodzinnej. Zamknięty w swoim pokoju, nie wychodzi na prośby i grźby matki, która chce go zapoznać z ojczymem, ale odgrywa większość scen sztuki Szekspira. Na poduszki, zabawki i elementy dziecinnego pokoju. Król i królowa to ucharekteryzowane poduchy, Ofelia jest wachlarzem, czaszka Yoricka wydobyta zostaje z pudła z zabawkami, duch ojca to plastikowa zbroja. Legolas i Aragorn – pojawiają się jako pojednawczy prezent od ojczyma – grają Rosenkratza i Guildensterna. A wierny Horacy to pluszowy miś. Najbardziej rozczulająca postać przedstawienia.

A poza Szekspirem, bałaganem organizacyjnym, ludźmi bardziej i mniej sympatycznymi jest Gdańsk. Niezwykle czysta plaża w Stogach, latarnia morska w Nowym Porcie, tradycyjnie spacer po Oliwie, gdzie minęłam się z Lechem Wałęsą w bramie jego rezydencji. Wreszcie Wrzeszcz, gdzie sypiam i przelatuję w dół ku tramwajom, albo wspinam sie mozolnie w górę od tramwaju. Epizod w Sopocie, Jelitkowie, Brzeźnie – wdycham świeże morskie powietrze i brodzę ostrożnie w piasku.

Read Full Post »