Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Październik 2011

Mam mały kryzys organizacyjny. Napierają na mnie sprawy do załatwienia, prace do zrobienia, pliki do wysłania, dokumenty, płatności, wreszcie nowe zajęcia. Piątki zrobiły mi się multijęzyczne. Od konwersacji hiszpańskich poprzez cotygodniową pracę nad tłumaczeniem z angielskiego, nad którą siedzę w spokojne piątkowe przedpołudnia i wczesne popołudnia po niemieckojęzyczne konwersatorium z filozofii społecznej.

Odkąd jeszcze bardziej pracuję w książkach, mniej czytam. Przeraża mnie nieco ta prawidłowość, więc nieczytanie chętniej składam na mniejszą ilość czasu. Planuję nadrobić w trakcie rodzinnych świąt, które już za tydzień…

Read Full Post »

Przekładanki

W autobusie 116, którym jeżdżę kilka razy w tygodniu koło południa „grasuje” niewidoma starsza kobieta o kuli. Wsiada na przystanku Muranowska. Ktoś (raz byłam to ja) pomaga jej, kieruje do wolnego miejsca (mnie przeszkolono pokrótce na zajęciach z audiodeskrypcji, jak pomagać niewidomym, żeby ich nie urazić i faktycznie im pomóc, więc teraz mam misję). Kobieta następnie maca wszystkich dookoła, prosząc o pieniądze. Wysiada przy Kapitulnej. Podejrzewam, że wycieczkę tę odbywa potem jeszcze kilka – może kilkanaście razy. Opatrzyła mi się. Ale ostatnio jej pojawienie się w autobusie 116 wywołało krótką sekwencję wywołujących uśmiech zdarzeń. A może raczej gestów. Kobiet wsiada, siedząca obok drzwi starsza kobieta ustępuje jej miejsca. Siedząca po przekątnej młoda kobieta ustępuje miejsca starszej kobiecie. Siedzący naprzeciwko młody mężczyzna ustępuje miejsca młodej kobiecie. Wszystko to w przeciągu pół minuty. Malutki łańcuch życzliwości.

W posturodzinowy weekend piję herbatę ze sprezentowanego mi kubka i wśród zapachu sprezentowanego mi kadzidełka czytam sprezentowaną mi książkę. Czeka na mnie jeszcze kąpiel ze sprezentowaną mi lawendową kulką do kąpieli (w kształcie gwiazdy). Sama sobie sprezentowałam zaś kurs przekładu literackiego. Moszczę się w życiu.

Read Full Post »

Oburzamy się

Gdy czytam felieton będący komentarzem do innych felietonów, zatytułowany „Oburzeni na oburzonych na oburzonych”, a pod nim komentarz: „jestem oburzony na oburzonych na oburzonych na oburzonych”, myślę sobie, że Polska to jest jednak kraj gombrowiczowskich oburzonych na wszystko i wszystkich. Ja tam lubię się zdrowo pooburzać. Sprawia mi to endemiczną, wręcz hormonalną przyjemność. Oburzam się w zaciszu domowym, najczęściej w towarzystwie Ryjka2, czytając rózne prasowe doniesienia lub dzieląc się z Ryjkiem naszymi codziennymi doświadczeniami. Mało konstruktywne to nasze oburzanie się. Nawet na marsz oburzonych się nie wybrałyśmy. Wolałyśmy spacer po Sadach Żoliborskich w ramach festiwalu „Warszawa w Budowie”. Ciekawy był – otworzył mi nowe pola odniesienia. Jutro w Coco de Oro kolejne ciekawe spotkanie – mam nadzieję, że dotrę. Pojutrze w Coco de Oro moje własne urodziny. Tak oto prywatne i publiczne spotyka się na jednej płaszczyznie. A nawet kubiku.

Read Full Post »

Znowu śmignęłam przez kawał Polski, zadziwiona trwałością zieleni lasów. Gdy spojrzeć na przydrożne rowy i podleśne pola widać dywany opadłych żółtych liści, natomiast podnosząc wzrok nie dostrzeżemy października – drzewa są nadal przeważnie zielone. Ciepły wiatr codziennie zmusza do zdejmowania kurtek i odsłaniania szyi.

Kampania wyborcza? Ja mam w głowie kampanie promocyjne. Zagęściło się wokół mnie działaniami i pracami. Wszystko jest dobre, wszystko daje mi jakaś taką cichą radość. Czasami tylko łapię się na myśli, że gdyby po powrocie do domu zastać w nim coś ciepłego, coś eksluzywnie własnego, coś kojącego, coś w najdalszym stopniu intymnego, to byłabym prawie spełniona. Choćby na moment. Ale muszę chyba przyzwyczaić się do tego braku. Czasami widzę z pełną jasnością, że będzie on trwałą częścią mojego życia. Dobrze, że są na przykład orzechy, olejek lawendowy, wciagające książki o Bośni, filmy o Harrym Potterze i Ryjek2.0 w sąsiednim pokoju.

Z rozpędu zakupiłam kilka biletów na Warszawski Festiwal Filmowy. Na pewno nie dlatego, że nie mam co robić. Ale chce mi się absolutnie wszystkiego i jak mi coś przychodzi do głowy, po prostu to robię.

Read Full Post »

Pierwszy październikowy weekend przynosi doniesienia o nowych protestach. Zaostrzyła się sytuacja w Nowym Jorku, gdzie policja aresztowała 700 osób, twierdząc, że złamali przepisy ruchu drogowego. W Portugalii po raz pierwszy zorganizowane zostały masowe protesty przeciwko cięciom budżetowym i obniżeniu się poziomu życia mieszkańców.  W Chile trwa protest związany z fatalną sytuacją szkolnictwa, który doprowadził już do rozmów – na razie bezproduktywnych – z tamtejszym rządem na temat zwiększenia finansowania szkół i uczelni, wsparcia biedniejszych uczniów i studentów oraz reformy systemu. Niemcy natomiast spotkali się ponownie w Stuttgarcie, gdzie rok temu policja brutalnie rozpędziła mieszkańców protestujących przeciwko „nowoczesnej” zabudowie terenów w centrum miasta. W Warszawie natomiast odbył się protest lokatorów przeciwko prawu umożliwiającemu eksmisję na bruk. Spacerowałam sobie akurat w okolicach Sejmu na godzinę przed planowanym rozpoczęciem protestu, patrząc na uzbrojonych po zęby policjantów. Jakaś kobieta w średnim wieku podeszła do obsługi armatki wodnej, wytykając z oburzeniem, że wobec ludzi, którzy przyjdą tu zaraz walczyć o swoje prawa przygotowuje się takie środki wywierania siły. Problem legitymizacji władzy drastycznie się zaostrzył. Gdy zdesperowani znaczącym pogorszeniem się jakości życia ludzie idą demokratycznie zaprotestować, rządzący stawiają przeciwko nim świetnie wyposażoną, gotową na każdy scenariusz policję. I pod jej osłoną przemykają swoimi limuzynami na ważne spotkania, szczyty i konwencje, zapominając, że robią to tylko dlatego, bo kiedyś w wyborach dostali mandat od tych ludzi, od których teraz odgradzają się stalowymi barierkami. Nie rozumieją, że takie zachowanie podgrzewa ogólną atmosferę. Grecja do dzisiaj targana jest niepokojami i tamtejsze demonstracje są brutalne, bo w grudniu zeszłego roku uzbrojona policja zastrzeliła protestującego piętnastolatka. Śmierć drobnego gangstera z rąk londyńskiej policji doprowadziła do wielodniowych rozruchów, zniszczeń i podpaleń. Wiele krajów podskórnie się gotuje  i nadejdzie taki czas, że medialna konferencja, która nic nie wnosi, nie załagodzi już napięcia. Trzeba będzie ruszyć tych uzbrojonych policjantów lub ustąpić na całej linii. W 1989 roku komuniści ustąpili i doszło do przemian. W 1789, gdy ancien regime ustapił, też doszło do przemian, ale było już za późno na pokojowe załatwienie spraw. Polała się krew i pospadały głowy. Koniec historii to bujda. Nie wierzmy, że nic takiego nie może już nastąpić. Być może już nadeszła pora na prawdziwe zmiany…

Read Full Post »