Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Październik 2020

Światłocienie

Gdy nastała pora deszczowa i spadły temperatury, sięgnęłam po dawno nieużywane kurtki i buty. W kieszeniach okryć wierzchnich odłożonych na parę miesięcy zawsze znajduję ślady poprzedniego sezonu – na przykład bilety warszawskiej komunikacji miejskiej, paragon z cukierni, karteczkę z sygnaturą książki, którą chciałam wypożyczyć z biblioteki. Tym razem były to plastikowe rękawiczki, bez których wiosną nie można było wejść do sklepu, oraz cukier dodawany do kawy na wynos w piekarni Bertiz. Przymykam oczy i przypominam sobie tamten spokój, ciszę panującą na ulicach, moją codzienną jogę i pracę nad tłumaczeniem, które dziś właśnie ma swoją premierę.

Nie umiem nie pisać o pandemii.

W „Mapie” Barbary Sadurskiej natykam się na ślad epidemii cholery w czasach Rembrandta – który jest zresztą jednym z bohaterów powieści. Zdaję sobie w tym momencie sprawę, że nigdy nie zwracałam większej uwagi na te dżumy i hiszpanki. Były prawie jak transparentny środek literacki – chcesz wybić połowę bohaterów, wprowadź epidemię, stwórz sceny, w których na ulice masowo wynosi się owinięte w szmaty trupy, a nad wszystkim niech unosi się dym i bicie dzwonów. Jakie to proste.

Umieszczenie przez Sadurską akcji w domu Rembrandta oraz opis tworzenia akwafort przypomniały mi o Rembrandtowskiej wystawie w Muzeum Sztuk Pięknych w Budapeszcie. Kupiłam wtedy w muzealnym sklepiku kilka reprodukcji jego rycin. Mam nadzieję, że leżą w jakimś pudełku w piwnicy rodzinnego domu.

Za oknem lunęło. Ciało automatycznie zapada się w sobie, kurczy, mięśnie ściągają się. Pora zamknąć ostatnie uchylone okno w mieszkaniu, wyciągnąć dodatkowy koc. Dopada mnie senność, której nie udaje mi się zwalczyć kawą ani dodatkową godziną snu w nocy. Doroczne marzenie, by najeść się igliwia i przespać zimę, tym razem ma więcej sensu. Gdybyśmy wszyscy to zrobili, pandemia by się definitywnie skończyła, prawda?

Read Full Post »