Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Wrzesień 2011

Włożywszy sztruksowe spodnie oraz koraliki na rękę, Ingrid udała się do modnego warszawskiego klubu na koncert zespołu Świetliki, którego fanką została jeszcze w poprzednim tysiącleciu. Frontman tegoż zespołu i skądinąd znany poeta krakowski kończy w tym roku 50 lat. „Starzeją się nasi idole i my starzejemy się wraz z nimi” – pomyślała Ingrid. Poeta Świetlicki stoi zdecydowanie w poprzek swoich czasów. Otóż, nie przyjmuje on do wiadomości wprowadzonego w zeszłym roku zakazu palenia papierosów w miejscach publicznych i pali na scenie. Nazywa dzisiejsze czasy „jedną wielką budką telefoniczną” i pyta retorycznie publiczność, czy faktycznie ma ona sobie tyle do powiedzenia. Zapowiada swoją śmierć i namaszcza następcę – rezolutnego rapera Pablopavo. Odprawia swoje misterium, ale pospiesznie i bez przekonania, bo trudno o nabożne skupienie, gdy z boku dochodzą cię zapachy kuchni, pod sceną najwierniejszych fanów odgrywają dziwni ludzie w korporacyjnych uniformach, nagrywający wszystko swoimi podręcznymi urządzeniami multimedialnymi, w tle słychać gwar rozmów i szczęk talerzy. Kolejka do kibla kończy się przy wejściu na scenę, a z drugiej strony wiszą majtki Madonny czy innego Prince’a. Poznajecie to miejsce? Najdroższe piwo w moim życiu.

Read Full Post »

Zajrzałam sobie dziś na wydział do Ryjka2, gdzie trwają przygotowania do międzynarodowej konferencji. Ryjek w prawdziwym szale ustawiania stołów, standów, zawieszania strzałek itp. odmówił udania się na wspólny lunch. Za to otrzymałam lekcję poglądową na temat kondycji polskiego uniwersytetu. Dwaj doktorzy i trzy doktorantki biegali ze stołami, śrubokrętami i krzesłami w ogólnym bałaganie po-rekrutacyjnym i przed-remontowym tego piętra. Zażartowałam z nowych zadań polskich naukowców na co Ryjek odrzekł: „Najwięcej do powiedzenia mają magistrzy, a najwięcej robią doktorzy”. Przez moment pomyślałam, że może pani z mopem, którą minęłam na dole to była sama pani profesor, kierowniczka zakładu przygotowującego ową konferencję, co dopełniłoby karnawalizacji tej sytuacji. A może wystarczyła do tego kartka na drzwiach balkonowych obok sali konferencyjnej, na której administracyjna ręka (bo już nie komputer) napisała: „Wyjście na taras zostało zamknięte z powodu opadającego tynku”. Muszę przypomnieć Ryjkowi, żeby przygotowali wersję angielską dla uczestników tej międzynarodowej konferencji! Gdy tak podziwiałam ogólny bałagan, do grupki pracujących podszedł inny doktor z zakładu z pytaniem: „Co zrobić z zasłonami, w których są dziury?”. Nie rozsuwać – było chyba najrozsądniejszą odpowiedzią. Przy czym dowiedziałam się, że reprezentacyjna sala konferencyjna tego budynku ma nie tylko dziurawe zasłony materiałowe, ale także „rolety w strzępach, których nie ma sensu w ogóle ruszać, bo się jeszcze rozsypią”. Ogólnie bardzo miło i ładnie. A – byłabym zapomniała – sąsiedni budynek przechodzi właśnie remont elewacji i dojście do wydziału z jednej strony zostało bardzo skomplikowane, prowadzi zresztą przez jakieś podwórka. Zresztą wcale nie jest powiedziane, że jutro nie zacznie się remont kondygnacji, na której też jutro zaczyna się konferencja. Bardzo się na to upiera dyrektor administracyjny budynku, wywołując u wszystkich zgrzytanie zębów. Ta sama osoba jakis czas temu w ramach cięć ustaliła koniec codziennej pracy ekipy sprzątającej na godzinę 15.00. W efekcie sprzątania nie mogły się doczekać pokoje, w których „urzędują” pracownicy naukowi. Z tego prostego względu, że w przeciwieństwie do administracji kończą oni pracę raczej po 15.00. W końcu okna umyli i kurze powycierali sami doktorzy i magistrzy. Wprawdzie żadna praca nie hańbi i pewnie zdrowo czasem podnieść się znad książek i trochę pogimnastykować, ale chyba nie za to płaci im uniwersytet?

Dopóki to się nie zmieni. Dopóki miejsca odbywania się konferencji nie będą przygotowywać pracownicy techniczni i administracyjni, tylko ci, którzy za moment będą wygłaszać na niej referaty. Dopóki nie zapewni się naukowcom stabilnych biurek i działających komputerów i tych czystych okien. Dopóki laboratorium na zajęcia nie zostanie wyposażone z pieniędzy wydziału, a nie ze zrzutów z grantów pracowników (które przecież przeznaczone są na badania, a nie na sfinansowanie praktycznych zajęć ze studentami wpisanych w plan studiów). Dopóki… [tu wpisz inne absurdy związane z zarządzaniem poszczególnymi jednostkami uniwersyteckimi], dopóty wszystkie reformy ministerstwa to są tylko kosmetyczne zmiany, takie tam przelewanie z pustego w próżne czy zmienianie nazw i definicji. W polscej nauce, jak w wielu innych dziedzinach naszego życia społecznego, potrzebna jest gruntowna rewolucja, przewartościowanie wszystkich aspektów tej działalności. Głębokie zastanowienie się, po co to wszystko się robi.

Nie mogę się oprzeć, żeby w tym miejscu nie przypomnieć:
http://pawianprzydrodze.wordpress.com/2011/06/18/kupujemy-owce-czyli-systemy-ulatwiajace-prace/

Read Full Post »

Wink

Lubię, gdy lato ociąga się z odchodzeniem. Ale jesień powoli się zaczyna rozgaszczać. [Czy istnieje taka forma czasownika „rozgościć”?]. Widzę ją w suchych liściach na chodniku, skorupkach po kasztanach, nadciągającej żółtości Parku Żeromskiego.

Dużo pracy. Dnie spędzam przed komputerem aż do zesztywnienia karku. W międzyczasie podkradam jakby kolejne rozdziały fascynującej książki T. Judaha ” The Serbs”.

Mam dużą potrzebę zmiany stylu ubierania się. Wydaje mi się, że fizycznie się nieco zestarzałam [nic w tym złego, po prostu stwierdzam fakt]. Osuwam się w odmęty post-trzydziestki. Chciałabym mieć też nową fryzurę. Najlepiej z grzywką w stylu lat 20. XX wieku.

Od jakiegoś czasu już nie „stawiam czoła”, ani  nie „walczę”, ani się nie „staram”. Po prostu żyję, a każdy dzień przynosi to, co ma przynieść. Dobrze się w tym wszystkim na razie odnajduję. Nie trzeba już szukać czy nadawać sobie sensu drobnymi przyjemnościami. To one są sensem.

Read Full Post »

Wakacje z Dunajem

Dunaj towrzyszył nam w podróży. Najpierw Dunaj w Bratysławie. Dunaj w Belgradzie – blisko 40-stopniowy upał, przechodzimy letnim mostem pontonowym na Wielką Wyspę Wojenną utworzonej tam, gdzie do Dunaju wpada Sawa i widzimy, że w rzece kąpią się ludzie. Dunaj w Golubcu – na samym krańcu Serbii, tam, gdzie zaczynają się Żelazne Wrota, po drugiej stronie widać rumuńskie miasteczko. Dunaj w Nowym Sadzie – obok mostów ruiny tych zniszczonych w natowskim nalocie z 1999 roku, padły wtedy wszystkie, odcinając Nowy Sad od bliźniaczego Petrovaradina. Z powrotem Dunaj w Bratysławie – pożegnanie z Dunajem. Długa podróż pociągiem z Nowego Sadu do Bratysławy. Wieczorem idziemy do mijescowej knajpy. Na suficie wymalowane podobizny Cyryla i Metodego. Mają wielkie okrągłe czarne oczy – przypominają okulary lennonki. DJ Cyryl i MC Metody – podśmiewuję się. Opowiadam Ryjkowi o ich misji i podróżach z Moraw do Rzymu czy Bizancjum. „To ile oni musieli tam jechać, skoro nam zajęło to tyle czasu z Nowego Sadu?” – pyta z prawdziwym przerażeniem Ryjek. Wiemy po tych wakacjach jedno. Po doświadczeniach z narodowym przewoźnikiem Serbii, PKP nie jest w stanie niczym nas zaskoczyć.

Read Full Post »