Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Styczeń 2019

Zimowe sny i zjawy

Śniło mi się, że straciłam nogę, a raczej pół nogi, odcięto mi ją pod kolanem. Choć nie, straciłam nogę, nagle stałam się bezużyteczna i zależna. Tyle że nikt się mną nie przejął, nikt nie chciał się mną zajmować. W końcu mama zrobiła to prawie z przymusu i kazała mi skakać na jednej nodze między pomieszczeniami, a nawet piętrami („mogłabyś w końcu zejść na obiad”). Ryjek z wielką niechęcią jeździł do biblioteki sprawdzać mi cytaty do tłumaczenia. Czekałam na protezę, a kiedy dotarła, zdałam sobie sprawę, że jest praktycznie bezużyteczna. Maskowała tylko brak nogi, ale i tak nie mogłam chodzić ani nawet stać. Pomyślałam, że z jej powodu nikt mi nie ustąpi miejsca w autobusie.

To tylko jeden z serii szarpiących snów, po których czasami trudno się uspokoić. Za oknem wiatr i deszcz, w ciele resztki poważnego przeziębienia, przez które boleśnie przeszłam dwa tygodnie temu. Dużo zbędnych gestów. Jakoś tak trudno jest cieszyć się czymkolwiek. Czepiam się więc szczegółów. Choćby biletu zamienionego w papierowy stateczek, który dziś przed południem ktoś zostawił w barce Mostu Wiszącego. Jego burtę ozdabiały linie kodu kreskowego. Wiem, że jak poproszę, będzie mi dane, tylko chwilowo nie wiem, o co prosić.

Read Full Post »

W tych dniach przedawkowałam słodycze i wino, z krwi zrobił mi się słodko-oleisty ulepek, który krąży z trudem, wywołując nocami przyspieszone bicie serca. Piątki środy czy niedziele – wszystko jedno, ten świąteczny tydzień z kawałkiem jest jak zaplątany sen, w którym panuje nadmiar i co chwila przydarzają się zadziwiające przejścia czasowo-przestrzenne. Za oknem szarość i chłodna plucha, najgorsza z możliwych pogoda, skracająca jeszcze bardziej i tak już krótkie dni. Są za to choinkowe lampki i aksamitne w dotyku koty, do tego jeszcze rozgrzewające substancje nakładane na ciało w zaciszu łazienki.

Przeczytałam 102 książki i mnóstwo cudzych czytelniczych podsumowań. Nadal nie czytam literatury amerykańskiej, tak modnych w ostatnim roku (i poprzednich) autorów zza oceanu, nadal czytam mnóstwo non-fiction i cieszę się z debiutów (Karolina Bednarz, Maria Hawranek i Szymon Opryszek, Marcelina Szumer-Brysz, Iwona Szelezińska) i powrotów (Małgorzata Rejmer, Ilona Wiśniewska, Beata Chomątowska, Tomasz Pindel). To był rok wielu czytelniczych radości – poznałam głębiej Bernarda Atxagę i Ramira Pinillę, zapoznałam się z prozą Giocondy Belli, Martyny Bundy, Egona Hostovskyego (w przekładzie Andrzeja Jagodzińskiego), Goli Taraghi (w przekładzie Doroty Słapy), Dragana Velikicia (wersja polska Aleksandry Wielemborek), Alessandra Baricca (spolszczyła Lucyna Rodziewicz-Doktór), reportażami Martina Caparrósa (w przekładzie Marty Szafrańskiej-Brandt), nową pozycją Sergia del Moliny i fascynującym esejem Edurne Porteli o przemocy – i zdecydowanie chcę więcej tych autorek i autorów. Poznałam też trochę książek o Islandii, a także parę skandynawskich powieści (dzięki przekładom Iwony Zimnickiej i Justyny Czechowskiej i Jacka Godka, Elżbiety Ptaszyńskiej) – impulsywnie pociąga mnie tamta literatura, choć nie zawsze trafia w mój gust. I tak, mam już za sobą pięć tomów Knausgarda, chwilami nawet mnie kusi, żeby zacząć szósty, ale jednak nie mogę się zdecydować. Rozczarowały mnie powieść „Głośniej niż śnieg” Stefana Hertmansa (przeł. Alicja Oczko) (ale i tak przeczytam „Nawróconą”, bo „Wojna i terpentyna” bardzo mi się podobała i nie skreślam tego autora), „Ośme życie (dla Brilki)” Nino Haratashvili (przeł. Urszula Poprawska), którą miałam na swojej liście jeszcze w czasach, gdy abonowałam w bibliotece Instytutu Goethego „New Books in German”, a także „1947. Świat zaczyna się teraz” Elizabeth Asbrink (przeł. Natalia Kołaczek). A teraz pora wyczekiwać na to, co ukaże się w 2019 roku, a wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że będzie w tym jedna ważna dla mnie osobiście książka.

Read Full Post »