Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Styczeń 2015

Na południe

W podróżowaniu za granicę jest coś baśniowego. Po spełnieniu kilku warunków (opracowanie trasy, kupno biletów, rezerwacje noclegów – lub nie, zaopatrzenie się w notatki i przewodniki) następuje przeniesienie z jednego świata w inny. Inne dźwięki, zapachy, kolory. Słońce wschodzi i zachodzi inaczej, o innych porach, księżyc wisi pod innym kątem. Jedzenie, picie, budynki, ulice – wszystko jest inne. Stopniowe poznawanie świata. Lęk i ekscytacja. Po kilku dniach już można poruszać się swobodniej, poznawanie zmienia się w porównywanie, ocenianie, dziwienie się i przyjmowanie do wiadomości. W podróży wszystkie zmysły wyostrzają się, cały organizm chłonie i przetwarza, odczuwając zarazem wyjątkowość tego stanu. Po powrocie nic nie jest już takie samo jak przedtem. I nie może być. To głębokie doświadczenie Innego nigdy nie pozostawia mnie obojętną. Z każdej podróży przywożę myśli, których nie miałabym, siedząc na miejscu, specyficzne sny, czasami jakąś tęsknotę. Cały dodatkowy bagaż, nieobjęty taryfą przewoźnika.

Read Full Post »

Au

Być może uprawomocnione jest twierdzenie, że tworzenie poezji po Au to barbarzyństwo. Wielu jednak pisało, na przykład ten pan, co głosił, że śmierć jest mistrzem z Niemiec. Tworzył poezję, odcisnął swe piętno i się zabił. Paru kronikarzy tamtego bolesnego okresu, podróżników po obozowej Europie też się zabiło, ale najpierw pisali. A niektórzy pisali, ale się nie zabili, na przykład taki jeden Węgier, który pewnego razu był uprzejmy podpisać mi egzemplarz swojej powieści. Miał taki cierpliwy uśmiech.

Co sprawia, że jedni wychodzą z Au, otrzepują kurz i powoli wtapiają się w życie. Płodzą i rodzą dzieci, budują domy, sadzą przeróżne rośliny i dokarmiają koty, a inni tego robić jakoś nie mogą – fakt, że przeżyli jest dla nich gorszy od perspektywy śmierci. Wszyscy oni widzieli to samo, a jednak inaczej. Tam, gdzie jeden widzi koniec, drugi dostrzeże początek, nową nadzieję po katastrofie. Czy ta zdolność do przetrwania i odbudowy jest zapisana w genach? W psyche? Czy ja, przeżywszy Au, potrafiłabym dalej żyć, czytać poezję?

Moi nie byli w Au. Ale też nie mieli wesoło. Patrzyli na rozstrzelanie mężów, ukrywali się przed wywózką do Niemiec, na Sybir, siedzieli na lubelskim Zamku za tych, co poszli do lasu, znosili bombardowania, kryli się w głuszy przed nadchodzącym ze wschodu frontem, dzierżąc w ręku noworodka. A potem jakoś podnosili się, rodzili i płodzili dzieci, pracowali, budowali domy, poszerzali obejścia, jeździli koleją do poniemieckich miast, zasiedlali poniemieckie folwarki, zapominali nawet, gdzie złożyli tajną broń z konspiracji. Śmiali się, bawili na weselach, przybierali stosowne miny na pogrzebach. Czy przekazali mi swoją siłę? Czy sprawdziłabym się, gdyby nadeszła pora?

Read Full Post »

Huśtawki

Wahania nastroju jak wahania pogody. W ciągu tygodnia kilkakrotnie pojawia się zapowiedź zimy przeplatana zapowiedzią wiosny. Do odwilży przynależy wszechobecna wilgoć i brak przytulności świata. A emocjonalne dreszcze wyziębiają skuteczniej niż mróz. W tych warunkach czytanie i pisanie jakoś się nie sprawdzają. Znaczenia nabierają za to mówienie i pływanie.
Pod spodem bije jednak źródło nadziei na lepsze jutro. Widziałam zielone liście całorocznego bluszczu w jednym ogródku i małego, nieco buńczucznego kotka w drugim. Potem znów basen.

Read Full Post »

A w Kadyksie jest dzisiaj 17 stopni. I hostel znajduje się 5 minut od plaży. Zaś pan z Sevilli pisze, że jestem muy amable. Mamy już zaplanowaną pierwszą część podróży. Wyskrobuję zaskórniaki i robię windykacje zaległych płatności. Po dniach wiatru, które ogólnie przyniosły dużo nerwów, kulminując poważnym złamaniem nogi przez moją 88-letnią Babcię, nastał dzień fałszywej wiosny – przyjemne światło, przejrzyste i wreszcie spokojne powietrze sprawiły, że sens ponownie wcisnął się we wszystkie zakamarki.

Read Full Post »

Na wachcie

Wyż rosyjski przysuwa się i odsuwa, jak w regularnym walcu, sprowadzając co kilka dni mróz i słońce. A potem, gdy się cofa, następuje odwilż. Prace redaktorskie. Kreślę całe zdania, piszę je od nowa, pozbywam się kalek, zbędnych imiesłowów. W pewnym momencie dochodzę do strony, na której widać już, że tłumacz przestał się starać. Lubię poprawiać, cyzelować, szukać lepszych brzmień, ale nie znoszę cudzego niechlujstwa. Nagle zaczyna dokuczać niekonsekwentne formatowanie, podwójne spacje, poprzekręcane cudzysłowy i „…to to, co…”. A także bełkotliwa treść oryginału. Z tej irytacji znalazłam sobie motto na początek roku.

Zły tłumacz jak uczeń czarnoksiężnika uprawia złą magię – gdyż zadaniem tłumaczy jest tłumaczenie magicznych formuł i języków „obcych”, niezrozumiałych kodów innych ludzi, potężnych zaklęć, których przekłamanie może spowodować koniec świata. Zły tłumacz grzeszy brakiem powagi w stosunku do własnego kodu, deformuje relację między myślą a językiem, produkuje koślawe potworki. Zły tłumacz, znęcając się nad bezbronnym oryginałem, łamie nakaz ahimsy, niekrzywdzenia. Zły tłumacz trafi do piekła tłumaczy, gdzie będzie po wsze czasy tłumaczył instrukcje obsługi wideł. 

(Rozmowa Adama Pluszki z Barbarą Kopeć-Umiastowską, dwutygodnik.com)

Read Full Post »

Po świętach następuje moment wycofania. Wielogodzinne posiedzenia w szerszym gronie wyczerpują, trzeba poświęcić trochę czasu na pobycie z samą sobą. Wynika z tego też niechęć do składania noworocznych życzeń. Ale gdy tylko mija to międzyludzkie szaleństwo, ta atmosfera przymusu radości z bycia z innymi (żywcem wyjęta z reklam i korporacyjnych metod pilnowania się nawzajem), można ponownie wypłynąć na powierzchnię i z radością wrócić do ludzi. Mam nową roboczą definicję przyjaźni. To gotowość do przedarcia się przez niesprzyjające warunki pogodowe, by sobie pogadać, pobyć razem. Noworoczne rozrachunki. Wykasowałam kilka nieużywanych numerów. Zauważyłam, że z wiekiem łatwiej odpuszczam. A potem był nieoczekiwany telefon. Nie tylko ja mam myśli o relacjach.

Read Full Post »