Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Marzec 2016

Nie minęły jeszcze 24 godziny od momentu, gdy B. opuściła nasze mieszkanie, a już wysyła wiadomość, że bardzo za nami tęskni. A przecież jest teraz ze swoim mężem i synami. „Przez te miesiące staliśmy się jej rodziną” – mówi G. i ma rację. Odwiedził nas w poprzedni weekend i wykorzystaliśmy nieobecność L., która coraz bardziej działa nam wszystkim na nerwy, by naprawdę dobrze spędzić czas. Były nawet ostre dysputy przy stole. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że tego aspektu życia rodzinnego mi brakowało. „Kto zaniesie święconkę do kościoła, gdy ciebie nie będzie?” – pisze do mnie Ryjek. Usunięcie jednego elementu odwiecznej konstrukcji powoduje zachwianie całości. Jakoś muszą sobie poradzić beze mnie.

W lekturach serbskie zbrodnie w Bośni, obóz koncentracyjny okiem słoweńskiego pisarza, trudna sprawa baskijska. Być może chodzi o zrównoważenie tak wysokiego poziomu zadowolenia z mojego obecnego życia.

Read Full Post »

Półmetek

Kiedy poszliśmy obejrzeć mecz Ligi Mistrzów, w pewnym momencie nachylił mi się do ucha i powiedział tym niskim tonem, który coraz bardziej mi się podoba: „Czy to nie był wieczór poprzedniego meczu Barcelony z Arsenalem, gdy po raz pierwszy się całowaliśmy?”. Przytaknęłam. Ledwie trzy tygodnie, a tyle się już między nami wydarzyło. Znamy się nieco ponad dwa miesiące, ale to życie pod jednym dachem, spędzanie ze sobą praktycznie całych dni, intensyfikuje wszystko i mam wrażenie, że minęło znacznie więcej czasu. W ogóle wsiąkłam tutaj. Uświadomiłam to sobie, gdy zauważyłam, że coraz sprawniej mówię po hiszpańsku, już nie zastanawiam się nad zwrotami i nie szukam słów. A podczas czwartkowego meczu Athleticu, tak pełnego emocji, wyrwało mi się nawet zdanie po baskijsku. Nie wiedziałam, że tak potrafię, nie wiedziałam, że z taką łatwością mogę zostawić za sobą wszystko, co było dotąd dla mnie ważne, i zacząć coś zupełnie nowego. Jakbym znowu miała naście lat i życie stało przede mną otworem. Tym razem jednak czuję się szczęśliwa. Tego też nie wiedziałam. Nie wiedziałam, że można po prostu przyjmować życie i być zadowoloną z tego, co się w nim dzieje. Nie mieć oczekiwań, wątpliwości, nie walczyć z wiatrakami. Wielki Architekt zbudował dla mnie nowy, lepszy dom. Powoli się w nim rozgaszczam.

Zmieniłam się. Polubiłam ludzi, zwykłe proste relacje z nimi. Jak dobrze jest móc dotykać innego człowieka, mówić mu to, co się myśli. Gdy przeprowadzałyśmy z Barbarą kolejny wywiad, z Jose, moim okazyjnym kompanem od meczów, z pozoru statecznym lekarzem w bardzo już średnim wieku, który ma interesujące spojrzenie na świat, na  życie, na swoją tożsamość narodową, poczułam potrzebę powiedzenia mu tego, co nagle mi się przypomniało. Że był pierwszą osobą, z którą rozmawiałam po baskijsku. Że nigdy tego nie zapomnę, bo to było doświadczenie bardzo mnie otwierające na ten kraj i na jego język. Zrozumiałam wtedy, że rzeczywiście mogę mówić w euskera. I od tamtej pory staram się robić to jak najczęściej. Powiedziałam mu to, lekko dotykając jego ręki – jak to jest tutaj w zwyczaju – i złapałam się na tym, że dziwię się, jak naturalnie mi to przyszło.

– Mogłabyś zostać nauczycielką, bardzo dobrze mi to wszystko tłumaczysz.
– Kiedyś, na studiach nawet myślałam o tym, żeby dawać lekcje angielskiego, ale ponieważ w zasadzie bałam się obcych ludzi, zrezygnowałam w końcu z tego pomysłu.
– Zauważyłaś, że powiedziałaś to w czasie przeszłym? A język nas zdradza.
– Nawet jeśli w tej chwili nie używam mojego ojczystego języka, więc nie do końca panuję nad tym, co mówię między wierszami?

– Pewnie nawet tym bardziej.

Ma rację. Tamta ja i ta ja to jakby dwie różne osoby. Myślę, że ma szczęście, że poznał jednak tą. I ja mam szczęście, że mogłam ją poznać.

 

Read Full Post »

Za oknem kolejna powódź tego dnia. Jakby podczas przedwiosennych porządków w niebie co jakiś czas wylewał się kubeł z niezbyt przejrzystą już wodą. W oddali gdzieś nawet zagrzmiało. O 15.30 skończyła się sjesta i drzwi do mojego pokoju otworzyły się. Siedziałam zawinięta w koc (bo zimno) przed komputerem, starając się pracować, ale tak naprawdę ciągle przerzucając w głowie zdania, które chciałam z siebie wyrzucić. Więc drzwi się otworzyły i ucieszyłam się, bo nie lubię przetrzymywać zdań w głowie. I tak upłynęła godzina zajęć, na które ja i tak nie planowałam iść (bo praca), potem godzina pracy własnej, którą ja miałam poświęcić na pracę, a on na naukę. I potem jeszcze jedna godzina. Trzy godziny dyskusji o imponderabiliach zakończyło się tym, że wpuszczałam mu krople do oczu. Nic bardziej naturalnego na tym świecie. „Dużo mówimy, mało robimy” – powiedziałam przy rozstaniu. Pół godziny później zostawiłam za sobą otwarte pliki, zapalone światło, niezamknięte na klucz drzwi, bo przecież szłam tylko na dwadzieścia minut, góra pół godziny, ot taki impuls po wymianie wiadomości. Jak ten deszcz za oknem, co nagle się nasila i przez pięć minut można słuchać jak leje, a potem zapada cisza, praca i nauka. Przegapiliśmy kolację. O północy wracałam do siebie przez pusty korytarz, z pudełkiem orzechów w dłoni, z cudzymi historiami w głowie i mocnym postanowieniem, że od jutra to już tylko nauka i praca, praca i nauka. „Co innego mówimy, co innego potem robimy”. A kolejne niedospane noce kumulują się. Deszcz znowu leje, z typową dla tych okolic intensywnością wszystkiego.

Read Full Post »