Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Listopad 2009

Wstawać niespiesznie i przyspieszyć na godzinę przed wyznaczonym terminem gdzieś na mieście. Jechać metrem i czytać wiadomości z ekraników. Nie czytać z twarzy współpodróżnych. Zakupić wełnianą spódnicę, ciepłą tunikę i legwarmery. „Będzie zima. fenomenalnie. Zima”… czy jakoś tak to szło. Na imieniny siostry zakupic sobie pęk róż. Posprzątać. Wyprać rajstopy. Myć włosy co trzy dni i nigdy w czasie pełni księżyca. W południe wysłuchać z godnością kościelnej melodyjki (zamiast dzwonów). Przeczytać „Orchideę” Świetlickiego/Grina/Grzegorzewskiej. Śmiać się przy tym krótkim urywanym śmiechem. W wybranych momentach. Na kolację zjeść bigos od Mamy. Zjeść bigos. Zjeść bigos. Zje…

Read Full Post »

Dodaj nowy wpis

Kolejna negatywna odpowiedź w sprawie pracy. Tych, których nie było, nawet nie liczę. Czuję się jak pod wulkanem. Jak przebić się poprzez tłum, setkę, czasem kilkaset osób? Gdzie jeszcze się skierować, skoro ogłoszenia, na które mogłabym odpowiedzieć, ściekają ostatnio jak krew z nosa? Co dalej z tym wszystkim robić? Z tym wszechogarniającym poczuciem zbędności. Z tymi dniami upływającymi na pozorowanych działaniach, przy kiepskim samopoczuciu, które ja określam mianem przyplątanej choroby, ale coraz głosniej rozlegają się głosy, że to strategia ucieczki. Niech wam będzie. Kiedyś nosiłam na barkach problemy całego świata, dzisiaj nie radzę sobie z jedną dość lichą egzystencją. Wstyd się przyznać, nie radzę sobie.

Śniłam dzisiaj, że był już czerwiec, próg lata, a pogoda była stale taka sama jak w tych tygodniach. Dotarło do mnie, że nie było zimy, nie bylo wiosny. Świat zaciął się i nie może ruszyć z miejsca. Dodawanie nowych wpisów w niczym tu nie pomoże, ale jednak je dodaję, wiedziona jakimś prymitywnym instynktem. Przynajmniej w tym kalendarzu upływ czasu coś zmienia.

Read Full Post »

Miazmaty

Świat się zlistopadził. Niepokój narasta. Najpierw wszystkie jego przyczyny leżały na zewnątrz mnie. W innych miejscach i w innych ludziach. Teraz, mam wrażenie, lęki mi się zinternalizowały. Te podskórne drgania nerwów. Wczoraj nagle przez moment odczułam coś, czego nie odczuwałam od tamtej wczesnej wiosny w Budapeszcie. Egzystencjalny lęk o możliwość przetrwania. Śniła mi się Wyspa Św. Małgorzaty zamknięta dla zwiedzających, otwarta dla myśliwych polujących na kaczki, które lecą przezimować w delcie Dunaju. I ja tam byłam, szłam jesiennym parkiem i żałowałam postrzelonych kaczek, które wpadały do wody stracone dla myśliwych, dla siebie, dla świata. Na jawie zadzwoniłam do teatru zarezerwować bilety, pani była nieuprzejma, prawie mnie zbeształa, kiedy odkładałam telefon ręce trzęsły mi się, jakbym znowu miała dwadzieścia lat i wszystkie najdrobniejsze sprawy do załatwienia były dla mnie niczym wyprawy Indiany Jonesa. Codziennie wieczorem wydaje mi się, że jutro będzie przełomowy dzień. Codziennie po południu zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest. A mimo to nadzieja podstępnie przychodzi znowu, kładzie się w łóżku od ściany i kusi swoimi wizjami, na które coraz słabiej się nabieram. Przymykam oczy, a na niebie mleko, za oknem wiatr, w ustach smak czekoladek o muszelkowatych kształtach.

Read Full Post »

Od dwóch tygodni rzesze studentów w Austrii i Niemczech okupują swoje uniwersytety, protestując przeciwko komercjalizacji wyższej edukacji. Sprzeciwiają się opłatom za studia, limitom miejsc na poszczególnych kierunkach, niskim budżetom państwowych uczelni. To w wymiarze praktycznym, bo w ogóle chodzi tutaj o sprzeciw wobec panującej obecnie tendencji do uczynienia z uniwersytetu szkoły produkującej zunifikowanych absolwentów, gotowych do bezmyślnego harowania w korporacjach na zaspokajanie wymyślonyche przez przemysł reklamowy potrzeb.

Polskie media mainstreamowe nie informują za bardzo o protestach. Wzmianki ograniczają się do okupacji sal uniwersyteckich w Austrii, wynikających, jak piszą Gazeta Wyborcza i Rzeczpospolita, z zajmowania miejsc na austriackich uczelniach przez studentów z Niemiec. Ta teza została bezmyślnie skopiowana z artykuł w Spieglu i kompletnie nie ma poparcia w rzeczywistości, ani nawet w logice. Co ciekawe, nawet tak medialne wydarzenie jak marsz protestujących przez ulice Wiednia został praktycznie zignorowany. Nie wspominając rzecz jasna o wyrazach solidarności, jakie protestujący studenci zbierają w całym świecie. Nie tylko od studentów, ale także od ruchów alterglobalistycznych, związków zawodowych i zrzeszeń akademickich (w tym także wykładowców). Pewnym odpryskiem tego protestu była sprawa niedoszłego zwolnienia kilkuset pracowników obsługi lubelskiego UMCS. Do planowanych cięć w zatrudnieniu nie doszło po publicznym proteście znanych naukowców, osób publicznych, związków zawodowych i organizacji lewicowych. Media w Polsce jednak nie połączyły austriackich protestów z sytuacją w Lublinie. W ogóle brakuje jakiejkolwiek szeroko dostepnej refleksji na ten temat.

Właściwie mnie to nie dziwi. W Gazecie Wyborczej i Polityce toczyła się dość ożywiona dyskusja nad kondycją polskiej nauki i szkolnictwa wyższego. Wnioski z niej wynikają niewesołe, ale uderza brak jakichkolwiek rewolucyjnych postulatów. Za bezsporne przyjęło się na przykład ingerowanie biznesu w ścieżki kształcenia. Oczywiście w imię lepszego dostosowania absolwentow do rynku pracy. Z westchnieniem przeszło się do porządku dziennego nad faktem, że tysiące młodych ludzi zostało oszukanych nadzieją, że z wyższym wykształceniem będą pożądanymi i dobrze opłacanymi pracownikami. Przyklepało istniejące układy i wypaczenia systemu. Zgadzam się, niewiele da się zrobić. Niewiele da się zrobić bez zmiany paradygmatu myślenia o edukacji wyższej.

Jedenaście lat temu weszłam w mury wówczas i ponoć nadal najlepszej uczelni w kraju. Nie wiedziałam wtedy, czego chcę, ale wiedziałam, że zaczyna się długo wyczekiwany okres w moim życiu. Zdobywanie wiedzy. Ukończyłam taki kierunek, który wywoływał dookoła usmieszki i pytania „a co ty po tym będziesz robić?” No więc robiłam już po tym różne rzeczy i pewnie będę ich jeszcze robić pięć razy tyle. Studia nie odpowiedziały na wiele moich pytań, ale nauczyły mnie szukać na nie odpowiedzi. Chociaż czasem gotowy klucz byłby prawdziwym błogosławieństwem, nauczyłam się cenić własne, niełatwe dochodzenie do nich.

Chciałabym, żeby uniwersytet pozostał miejscem, gdzie szuka się sposobów na rozwiązanie problemów, a nie podtyka gotowe odpowiedzi. Gdzie kwitnie swobodna myśl i dyskusja, podejmuje się działania pochodzące z wewnętrznej potrzeby, a nie za najważniejsze uważa się zaliczenia i kolejne punkty w CV. Chciałabym, aby student podczas inmatrykulacji cieszył się nadchodzącym okresem poszukiwań, a nie sposobił do wejścia od pierwszych zajęć w jedną z kilku dostępnych ról, które będzie wypełniał do końca życia. Dlatego popieram protesty w Austrii i Niemczech. Mam nadzieję, że i u nas wkrótce zmieni się klimat.

Chcę, byśmy mogli zdobywać wiedzę, a nie tylko byli informowani. W myśl hasła w tytule, cytatu z deklaracji protestujących studentów.

Read Full Post »

Powoli wychodzę z kokona. Jakbym przez ostatnie dni i tygodnie była wyrzuconą z systemu monadą. Rozmawiam, ale się nie komunikuję. Desperackie próby porozumienia. Słowa krążą i celują we mnie, ale nie są w stanie mnie nawet zranić. Już lepiej. Już ja wypełniam całą siebie. Jestem już w dłoniach i stopach, dotrę wkrótce także do paznokci. Przepuszczam przez siebie światło. Miewam się ostatnio lirycznie…

 

Read Full Post »