Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Kwiecień 2010

Ten smakowity cytat z książki Sandora Maraia „Wyznania patrycjusza” wygrzebałam już wiele tygodni temu, ale dopiero teraz wydaje mi się do bólu aktualny.

„Paradny rytuał pogrzebów wojskowych w pewnym okresie niejednego szeregowego skłonił do samobójstwa; sentymenalne chłopaki wiejskie wyznawały w listach pożegnalnych, że pozazdrościły honoru, jaki podczas takiego uroczystego pogrzebu wojskowego oddawano ich kolegom, tak więc nie mogą być gorsi, podążają na śmierć za towarzyszami broni, ale proszą rodzinę, krewnych i znajomych z rodzinnej wsi, by nie żałowali fatygi i odprowadzili ich wraz z orkiestrą wojskową na cmentarz. W pewnym okresie wśród szeregowych wybuchło wręcz coś w rodzaju epidemii takich samobójstw, strzelali do siebie ze służbowej broni, żeby Baśka czy Kaśka z ich wsi obejrzała sobie ceremonię wojskową, towarzyszącą ostatniej drodze ich narzeczonego. Gdy władze wojskowe wkrótce zabroniły organizowania samobójcom pogrzebów z orkiestrą dętą, moda minęła, bo wieśniacy uznali widocznie, że nie warto dać się grzebać bez muzyki.”

tłum. Elżbieta Sobolewska

Read Full Post »

Pamięć

Pamiętam z wczesnej podstawówki – koniec lat 80. – że tak jak październik był miesiącem oszczędzania, kwiecień był miesiącem pamięci narodowej. Wtedy nie było jasne, dlaczego. Dzisiaj już jest. To trochę tak, jakby los się wypełnił.

Moja przyjaciółka porównała sposób mówienia o polityce w okresie tej żałoby do Pierwszej Rzeczpospolitej z wieków XVII i XVIII. W jakimś stopniu jest to trafne porównanie. Mam przed oczami obraz „Konstytucja 3 maja” Matejki, gdzie w rozochoconej ciżbie ludzkiej jeden król Poniatowski ma zagubiony wyraz twarzy. Jeszcze niedawno powszechnie nielubiany i wyśmiewany, teraz jest niesiony na rękach. Analogia do stosunku Polaków do zmarłego prezydenta nasuwa się sama. „Wiwat Konstytucja, wiwat wszystkie stany” – czyż nie słyszeliśmy ostatnio hurraoptymistycznego wezwania do ogólnonarodowego zjednoczenia? Czyż nie daliśmy na dawną modłę pierwszych miejsc podczas wszelkich żałobnych uroczystości biskupom? Nawet czyn Rejtana został symbolicznie powtórzony w daremnych głosach sprzeciwu wobec pochówku pary prezydenckiej na Wawelu. A nad wszystkim leży cień potężnej Rosji, jeszcze przyjaznej, ale kto ją tam wie. Na prawicowych blogach kwitnie teoria spiskowa i wyglądanie finis patriae.

Inna myśl: Czy gdyby Gabriel Narutowicz zginął w czasach telewizji informacyjnej, może nie zostałby tak boleśnie zapomniany?

Read Full Post »

Żałoba, ciąg dalszy

Wchodząc dzisiaj na Główny Kampus Uniwersytetu Warszawskiego, dowiedziałam się, że wchodzę w „Strefę Pamięci”. Wezwano mnie jeszcze w prostych, żołnierskich słowach: „Pamiętaj. Zapal świeczkę parze prezydenckiej”. Spore zdjęcie zmarłego prezydenta na budynku Starego BUW-u dopełniło reszty. Pod tym zdjęciem codziennie w tym tygodniu można się spotkać o stałej wieczornej godzinie i zapalić znicze. A potem wraz ze Stowarzyszeniem Soli Deo odmówić koronkę. Na świeckiej państwowej uczelni!

Centrum Warszawy upstrzone jest artefaktami upamiętniającymi smoleńską katastrofę. Wiszą nekrologi, wspomnienia, zdjęcia pary prezydenckiej. A tuż obok reklamy zorganizowanego wyjazdu na uroczystości pogrzebowe do Krakowa. Tłumy ludzi, tysiące kwiatów i zniczy. Punkty uliczne, w których się można zaopatrzyć we wszystkie niezbędne akcesoria – od tulipanów i lampek po flagi i żałobne koszulki.

Po ulicach miasta od kilku dni jeżdżą trumny. Mam wrażenie, że to wspaniały widok dla wielu Polaków. Trumny, codziennie więcej trumien. Na szczęście zrezygnowano z pomysłu wystawienia ich wszystkich podczas sobotnich uroczystości żałobnych na Pl. Piłsudskiego. Nawet Mrożek by tego wszystkiego lepiej nie wymyślił. Nagroda specjalna pójdzie może do twórcy grupy „TAK dla Stadionu Narodowego na Wawelu” na facebooku. Jak szybko i niezauważenie patos może obrócić się w farsę.

Read Full Post »

W cieniu znicza

Na początek nie mogłam uwierzyć. Przecież poważna strona informacyjna nie zrobiłaby takiego dowcipu, nawet w prima aprilis, ale i tak nie mogłam uwierzyć przez pierwsze minuty. Przez cały dzień miałam dziwne poczucie absurdu. Bo jak to możliwe? Za jednym zamachem zginął prezydent, jego żona, wicemarszałkowie Sejmu i Senatu, czołowi politycy różnych partii, dowódcy wojskowi, były prezydent RP na uchodźctwie, prezes NBP, prezes PKOl, szef IPN, rzecznik praw obywatelskich. Niezwykła hekatomba.

Zastanawiające, że prawie każde środowisko straciło kogoś znaczącego dla siebie. Każda licząca się obecnie partia polityczna miała swoich przedstawicieli na pokładzie. Lewica straciła kandydata na prezydenta i jego szefową sztabu. Feministki Jarugę-Nowacką. Dziennikarze Krystynę Bochenek, Żoliborz księdza Indrzejczyka, zwolennicy lustracji (oraz niezależnie historycy) Janusza Kurtykę, ekonomiści Sławomira Skrzypka, sportowcy Piotra Nurowskiego, różne środowiska dawnej opozycji Annę Walentynowicz, Arkadiusza Rybickiego czy Macieja Płażyńskiego, kościoły i wojsko swoich członków i dowódców, ba nawet Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa – „Żoliborz Centralny” wspomina w dwóch wywieszonych na klatkach nekrologach o swoich członkach, którzy ponieśli śmierć w prezydenckim samolocie. To jest naprawdę ogólnonarodowa tragedia. 

Nagła, okrutna dekapitacja państwa. Niezależnie od wcześniejszego stosunku do „najbardziej nielubianego” prezydenta, tłumy wylegają na ulice, siadają przed telewizorami, dyskutują, płaczą, szukają spisków, zastanawiają się co dalej, starają się zrozumieć i wyjaśnić innym swoje uczucia. Jak to jest? Dlaczego tutaj w Polsce tak masochistycznie lubujemy się w tragediach, w zapalaniu światełek, w powiewaniu sztandarem narodowym. Być może rację ma Krzysztof Nawratek, gdy pisze na swoim blogu: Polacy nie zbudowali instytucji, którym mogliby zaufać, nie zbudowali wspólnoty. Ponieważ jednak ludzie są istotami społecznymi, potrzeba dzielenia emocji, potrzeba „bycia razem” od czasu do czasu się ujawnia. Wystarczy tylko impuls – najlepiej jakaś tragedia. Brak wspólnoty sprawia, że chętnie się „jednoczymy w obliczu tragedii”. Czemu dzielnie sekundują media, lubujące się w prostych schematach i wzruszających historiach. Ale to „zjednoczenie” knebluje nam usta, zabrania myśleć i odczuwać inaczej niż tłum. Zabrania stawiać niewygodne pytania. Oraz udzielać swobodnych na nie odpowiedzi.

Prezydent i jego małżonka, ich otoczenie od szefa kancelarii po BOR-owców, przedstawiciele parlamentu, wojska i stowarzyszeń związanych z rodzinami katyńskimi lecieli do Smoleńska z racji swojej działalności. Jeszcze można jakoś wytłumaczyć obecność szefa IPN (może strona rosyjska chciała przekazać jakieś dokumenty nt. zbrodni katyńskiej). Czego jednak w Katyniu szukali prezes NBP, prezes Komitetu Olimpijskiego, rzecznik praw obywatelskich, Anna Walentynowicz, przedstawiele samorządu adwokackiego? Rację mają niektórzy komentatorzy, zwracający uwagę na nadmierną ważność polityki historycznej i swoisty pęd pewnych ludzi i środowisk do pokazywania się w określonych konfiguracjach i określonych miejscach o określonym czasie. To była jedna z takich okazji. A grono w dużej mierze celowo dobrane. Obecność Sławomira Skrzypka, chociaż niezwiązanego z tematyką katyńską, miała też służyć pokazaniu proprezydenckiego stronnictwa w pełnej krasie i jedności. A szef PKOl? Czy to był dla niego ciekawy i politycznie obiecujący wyjazd na koszt podatnika? Czym politycznie miała być dla prezydenta jego obecność na pokładzie?

Właśnie te kwestie zajmowaly mnie w pierwszych dnaich żałoby. Podobnie jak pytania o dalekosiężne efekty katastrofy. Kwestia wyborów prezydenckich, funkcjonowania państwa, przetasowań na scenie politycznej, będących bezpośrednim następstwem śmierci tak wielu jej aktorów i żałoby tych, którzy pozostali. Media mainstreamowe starają się narzucić pewną poprawność polityczną, zmienić to wydarzenie w „drugiego papieża”, a pod przykrywką „zjednoczenia narodowego” upchnąć wszelkie niewygodne pytania o przeszłość i teraźniejszość. No i o czywiście o przyszłość, o zmiany, jakich możemy doświadczyć. Także w nich samych, w wielkich telewizjach, czołowych gazetach, które czasami w bardzo niesmaczny sposób naśmiewały się z głowy państwa, a teraz pokazują go jako patriotę i w gruncie rzeczy sympatycznego człowieka. Jeszcze chcą organizować rząd dusz widoczny w tłumie na ich zdjęciach i ekranach. Ale to nie takie proste, bo tłum, któremu narzuca się sposób przeżywania obecnych wydarzeń, z czasem się znudzi, a nawet zbuntuje. Już słychać w nim teorie spiskowe, już się biadoli nad nadchodzącym uciskiem „liberała”, przed którym miał dotąd bronić zmarły tragicznie prezydent. Już powstają kolejne czarne legendy i mity. To naturalny sprzeciw wobec uładzonej dostojności, sprawnego PR-u, których się w Polsce raczej nie lubi. Zaczynają się jednocześnie wyłaniać nowe elementy cierpiętniczej polityki historycznej. Ale o tym pewnie następnym razem.

Read Full Post »