Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Marzec 2009

Wrażenia

Taniec uwalnia. Prostuje sylwetkę, podnosi głowę do góry, wyciąga ramiona. Na drugi dzień nieprzyzwyczajone nogi są zblokowane zakwasami mięśni.

Z filmu „Popiełuszko” zapamiętałam przede wszystkim grzbiet książki Sapkowskiego „Lux Perpetua” w tle. Oraz to, że ani razu nie pada tam słowo KOR ani nazwisko żadnego konkretnego opozycjonisty. Za to biskupi podpisani są z całą tytulaturą i żeby nie było żadnych wątpliwości sami siebie grają. A kiedy w napisach końcowych odpowiednio długo na ekranie pokazywane są kościelne patronaty, natomiast lista aktorów przelatuje zbyt szybko, żeby ją dobrze przejrzeć, wiadomo już, że to przykład nachalnego product placementu. Wszystkie postacie są podobne do pierwowzorów, tylko kardynał Glemp nie przypomina siebie sprzed 25 lat, lecz Mistrza Yodę. Ciekawe, czy przyciągnie to młodzież do kin? Bo bondowski plakat jest raczej naciągany. Wywiad Krystyny Lubelskiej z reżyserem jest tak bardzo przeprowadzony na kolanach, że aż razi i oczywiście niczego konkretnego się z niego dowiadujemy poza tym, że reżyser i jego żona zaciągnęli na produkcję tego filmu miliony złotych kredytu. W ogóle recenzje w prasie są raczej żenujące i nieadekwatne. Tylko Adam Ostolski napisał coś sensownego, próbując ugryźć mit z innej strony.  Bez większego odzewu ze strony mainstreamowych publicystów. A szkoda, bo dyskusja mogłaby sie ciekawie rozwinąć.

Read Full Post »

Praska wiosna

Wczesny marzec. Grad i deszcz przeplatały się ze słońcem.

iin0006pic

Historyczne budynki z różnych epok. Romańska rotunda na wzgórzu Wyszehrad.

iin0005pic

Pomnik Jana Husa na Rynku Staromiejskim.

iin0004pic

Barokowy klasztor na Białej Górze. iin0003pic

Fragment kopii średniowiecznej „instalacji” z Norymbergi. Gotyckie rzeźby i budynki kojarzą mi się z zamkami budowanymi z piasku na plaży.

iin0001pic

Read Full Post »

Smutki i radosci

Albo raczej radości i smutki. Po deszczowym poranku nastał słoneczny dzień. Wiosna w kościach, wiosna w powietrzu, wiosna na twarzach mijanych ludzi. W domu przy Belgrad rakpart, w którym mieszkał po wojnie Gyorgy Lukacs, ktoś dramatycznie chce sprzedać mieszkanie. Wywiesił ogromne krzyczące płachty w oknach. Widok ładny – wzgórze Gellerta i Dunaj. Nurt rzeki gna przed siebie w niespokojnym pośpiechu, niczym schody prowadzące do tutejszego metra. Zawsze mam chwile zawahania, gdy mam na nich stanąć pierwszy raz po dłuższej przerwie. Przez ułamek sekundy śmiertelnie przeraża mnie ta predkość.

Rozmowy z koleżankami i kolegami. Odkrycia oczywistych prawd. Każdy z nas ma wdrukowane skojarzenie Budapesztu ze stresem związanym ze studiami. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że może to była główna przyczyna tego, że tak bardzo tu cierpiałam. Sądziłam, że to osamotnienie, niedopasowanie, melancholijne skłonnosci, tęsknota i niepewność. A może chodziło bardziej o deadline’y, prezentacje, zamknięcie w korowodzie zajęcia-biblioteka-komputer. Odkąd to do mnie dotarło, Budapeszt stał się przyjaźniejszy. Na zasadzie rozpoznanej przeszkody, której może nie da się ominąć, ale przynajmniej rozumie się jej mechanizm. Teraz robię sentymentalne wycieczki z przyjemnośscią. I po raz pierwszy nie kupiłam biletu tam-i-z-powrotem z dworca Keleti. Traktuje to jako jeszcze jedno symboliczne zamknięcie pewnych niezamkniętych rzeczy.

Read Full Post »

Wspólnota wyobrażona

Na gruzach cesarstwa habsburskiego zostały jakieś resztki bliskości. Kraków jest zupełnie inny niż Warszawa. Bliżej mu do Pragi, Budapesztu i niedościgłego wzoru – Wiednia. Na dworcu spotkałam cygańską miniorkiestrę, która wygladała tam bardzo naturalnie. Poza moim wielkoeuropejskim autobusem, do Budapesztu jechał też niewielki, prawie prowincjonalny busik. Potem piękne, skłaniające do pozytywnych odczuć widoki gór Słowacji i wreszcie Budapeszt. Hostel okazuje sie być prowadzony przez firmę chorwacką. Oprowadza mnie troskliwy Anton, który trochę mówi po polsku. Ja mówię trochę po chorwacku. Potem płynnie przechodzimy na angielski. A sam Budapeszt to dla mnie patchwork różnorodnych emocji. Patrzę na znajome budynki i uśmiecham się do siebie. Czuję radość bycia w znanym miejscu. Kilka kroków potem nachodzi mnie nieprzyjemne wspomnienie. Moje obeznanie z miastem przełamane jest z poczuciem obcości. Niepokojący miszmasz. Należę tutaj trochę, tak czasem czuje, ale wiem jednocześnie, że w ogóle nie należę. A chyba właśnie poczucia przynależności potrzeba mi w tej chwili najbardziej…

Read Full Post »

O zwątpieniu

Wczoraj Ryjek2 przyniosła do domu kwiaty. Dla mnie pięć żonkili, ktore wyglądały jak zielone kije zakończone rdzawymi zgrubieniami. – Szkoda, że nie zobaczę, jak kwitną – powiedziałam. Nie wydawało mi się możliwym, by w ciągu nocy rozwinęły się w kwiaty. Dziś rano dwa z nich otworzyły się szeroko, dwa troszkę rozchyliły kwiatki i tylko jeden pozostał taki, jaki był. Zacięty. Być może czeka do mojego powrotu…

Read Full Post »

Reisefieber

Pora nauczyć się siebie od nowa. Kim jestem i czego chcę. Już nie muszę udawać i zmuszać się. Upychać rzeczy do zrobienia w nadmiernie obciążonym tygodniu. Wstawać przed świtem i cisnąć się w wisłostradowym autobusie. Świat wydaje się zupełnie inny. Znowu mogę mieć pomysły i nie przywiązywać sie do nich, albo je realizować. Mój wybór. To wszystko nie potrwa długo, ale niech cieszy ile się da.

Trwają przygotowania do podróży. Portfel wypchany mam banknotami o różnych nominałach. Świeżo wyjęte z bankomatu złotówki, drobno nakreślone, prawie bezbarwne korony, ciężkie, nieforemne forinty o wypłowiałych kolorach. Wydrukowane potwierdzenia i rezerwacje. Plany ledwo naszkicowane na tyłach umysłu. Kilka twardych punktów, a reszta ulotna i poddana mej przyszłej spontaniczności. Chcę przeżywać, nie realizować kolejne punkty. I nie mam biletu powrotnego. Przyszłość jest otwarta na wszelkie propozycje…

Read Full Post »