Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Grudzień 2014

Ku 2015

Natchniona przez nameste, przejrzałam uważnie listę przeczytanych w odchodzącym roku książek. Nie ma wśród niej powieści polskich, chęć przeczytania tak licznych w ostatnich miesiącach nowości nie przebiła się przez medialne smrodki, które rozlały się wokół czołowych postaci lokalnego światka literackiego. Skupiłam się na non-fiction, wśród ważnych pozycji wymienię „Prześnioną rewolucję” Ledera, „Zajeździmy kobyłę historii” Modzelewskiego oraz biografię Vargasa Llosy, którą napisał Tomasz Pindel. Z moich prywatnych odkryć tego roku – Austriaczka Eva Menasse (w oryginale), Michael Crumney (w tłumaczeniu Michała Alenowicza). Dużo radości miałam z czytania Henry’ego Jamesa (w oryginale), zwłaszcza „The Europeans”, ale też „The Portrait of a Lady”, aż poległam gdzieś w jednej czwartej „The Golden Bowl” i nie sięgnęłam po kolejne. W tym roku zgłębiałam też Carlosa Fuentesa (w tłumaczeniach) oraz Antonio Muñoza Molinę i Mario Benedettiego (obydwaj zarówno w tłumaczeniach, jak i w oryginale). Zaczęłam też przypominać sobie Heinricha Bölla. W przyszłym roku czekam na „Anatomię chwili” Javiera Cercasa (tłum. Ewa Zaleska) oraz ciąg dalszy „Mojej walki” Karla Ove Knausgarda (tłum. Iwona Zimnicka). W ramach nadrabiania zaległości chcę poznać bliżej Sebalda oraz Virginię Woolf. Być może także przypomnieć sobie (i nadrobić) Zadie Smith. Mam też plan wyjść w jakieś bardziej egzotyczne literatury, na przykład – to nie żart, każdy ma swoją terra incognita – francuską lub włoską. A najciekawsze pozycje rejestrować na blogu z mojej biblioteki, który właśnie odprywatyzowałam, więc zapraszam.

Read Full Post »

Kilka dni, kilkaset stron „Mojej walki” i kilkanaście tysięcy kalorii później. Niepokój przełomu roku; podsumowania i postanowienia. Świat stał się brudnobiały i znowu trzeba ostrożnie stawiać kroki.

Read Full Post »

Nastrój

O 1:25 w nocy w dzień Wigilii odkładam „Moją walkę” Knausgarda po kilkugodzinnej sesji czytania i schodzę nad dół do łazienki. Świeżo ubrana choinka pachnie świeżym iglastym drzewkiem. Nikt nie wyłączył światełek, odbijają się w szybach oranżerii naprzeciwko. Przez ułamek sekundy czuję nastrój świąteczny. Schodzę po schodach i myślę, że mogłabym napisać fragment w stylu Knausgarda o tym, jak schodzę po schodach i patrzę na odbijające się światełka choinki i przez ułamek sekundy czuję nastrój świąteczny.

Read Full Post »

Połowa grudnia, koniec pilnych prac bieżących, zostają tylko te codzienne, w ilości zostawiającej przestrzeń na czytanie, oglądanie i sen. Są takie dni, kiedy wstaję rano, robię co trzeba i wracam do łóżka. A potem nocą nie mogę zasnąć i rano myślę tylko o powrocie pod kołdrę. I to robię. Rozkosze freelancerstwa.
Postanowiłam przed końcem roku poukładać książki na półkach. Dokończyć chociaż kilka tomów z tych od miesięcy zalegających w kupkach wokół łóżka, w wiecznym czytaniu. Brakuje mi ostatnio zakładek.
Mam już nowy pomarańczowy kalendarzyk. I nowe nadzieje.

Read Full Post »

Ostatnia granica

Są takie wieczory, gdy nie trzeba robić niczego pilnego, a czytanie jakoś nie wciąga. Wtedy można sobie obejrzeć film, zwykle jakiś znany, za bardzo nieabsorbujący intelektualnie, z wartką akcją, dzięki której czas płynie szybko ku północy i momentowi, kiedy rozsądek podpowiada, że pora spać. Dwa ostatnie takie wieczory spędziłam oglądając, po raz drugi albo trzeci zresztą, najnowsze filmy z serii „Star Trek”. A potem wybiła północ i zwinięta w kulkę, zawinięta w kołdrę i koc bezskutecznie czekałam na sen. Sięgnęłam po sprawdzoną metodę, stosuję ją od lat bez mała trzydziestu, ostatnio bardzo rzadko, bo rzadko zdarzają mi się ostatnio problemy z zasypianiem. Ale to była właśnie taka noc. Więc umysłem i duszą będąc jeszcze w świecie przedstawionym „Star Treka”, zaczęłam snuć alternatywną opowieść, w której inkorporuję siebie w tamten świat, na pokład statku kosmicznego „Enterprise”. Zwykle to działa – na ogół bez problemu wkomponowuję się w świat przeczytanej książki albo obejrzanego filmu, bawiąc się wyobrażonymi historiami do momentu aż moja podświadomość nie przejmie kontroli nad tą opowieścią, zmieniając ją w zwykłe sny. Ale tym razem nie zarysowałam nawet ram, bo poległam na wyobrażeniu sobie własnej roli w świecie „Star Treka”. Staram się jednak zachować w tych zabawach integralność siebie samej, mojego charakteru, roli społecznej, sytuacji zawodowej, wieku i wreszcie przekonań. No więc na pokładzie „Enterprise” nie mogłam znaleźć miejsca ani wśród dowódców (nie ten charakter), ani mechaników (nie te zdolności), ani personelu naukowego. To ostatnie nieco mnie zaskoczyło. Czyżby w świecie „Star Treka” nie było miejsca dla filozofów? Czyżby, jak w tym koszmarze, który przeżywałam na lekcjach ontologii na pierwszym roku studiów, swobodną myśl zastąpiły ciągi równań z kwantyfikatorami i sigmami? Nauka świata „Star Treka” jest do bólu pragmatyczna, wpisana w schematy i potrzeby techniczne – nawet psychologia, lingwistyka straciły swój wymiar humanistyczny. Historia jest zbędna, bo czas jest plastyczny, a literatury nie ma, bo skoszarowane na statku społeczeństwo jej nie potrzebuje, ma przecież piękne widoki z kosmosu i możliwość przeżycia przygody. Pozostałam więc na ziemi i w końcu zasnęłam.

Read Full Post »

Światełka

Gdy po kilku dniach wróciłam do domu, pokój przywitał mnie widokiem na ogołocone drzewo. Przedzimowa przycinka gałęzi. Blok naprzeciwko mam teraz jak na dłoni. Świąteczne iluminacje mają sens w tych ponurych dniach, które kończą się, nim się zdążyły na dobre zacząć. Mam nagle mało pracy, zanim wpadnę w panikę, poukładam wreszcie książki na półkach. Głęboko we mnie jest chęć, by nie skorzystać z biletu powrotnego z Madrytu.

Read Full Post »

Lekko oszronione drzewa pojawiły się już zaraz po wyjeździe z Warszawy. Jechałam na południowy wschód, a krajobraz stawał się coraz bardziej bajkowy. Po kilkudziesięciu kilometrach szron był już na wszystkich drzewach i krzewach, po stu także na trawach i gołych polach. Przymglony horyzont, puste drogi, i tylko gdzieniegdzie resztki kampanii wyborczej. Gdy w mroźnym Lublinie czekałam na moją przesiadkę, pomyślałam, że poza zimową kurtką, mogłam wziąć też cieplejsze buty. Po chwili przypomniałam sobie, że przecież nie planuję chodzić po dworze. Prawie wcale nie planuję. Dzwonię, że już niedługo, bo Mama i Tata na imieninowym obiedzie u Andrzeja, a mój klucz do domu jest niepewny. Wracają tuż przed moim przyjazdem i jedziemy jeszcze do Babci. Ja dostaję zaległe imieninowe życzenia, składam Babci zaległe urodzinowe. „Patrz, przeżyłam tyle lat – mówi Babcia – i tylko jak kładę się do łóżka, przed oczami mi to wszystko przelatuję, po kolei”. „Musisz mi to opowiedzieć” – odpowiadam, bo wiem, że człowiek jest zwierzęciem społecznym i chce opowiadać o swoich przeżyciach. Z tego właśnie powstaje literatura.

Read Full Post »