Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Luty 2015

Sen o Juracie

Śniło mi się, że byłam w Juracie. Była pełnia lata, gorący dzień. Spędzałam tam samotne wakacje, a Jurata była wielkim kurortem o wybetonowanym nabrzeżu. Leżałam na słońcu i patrzyłam na odbijające się w wodzie budynki. Wyglądało to jak podwodne miasto. Nagle wstałam i postanowiłam zejść z palącego słońca. Było samo południe, a ja nie posmarowałam się olejkiem. Postanowiłam pójść do Jastarni, bo przecież zawsze spędzałam wakacje w Jastarni, tam wszystko było znajome i dobre. Tam zjem obiad, kupię olejek i zażyję kąpieli. Długo szłam wybetonowanym nabrzeżem, potem piaszczystą plażą, mijałam kurortowe wieżowce. Wreszcie wsiadłam do autobusu, który wysadził mnie na jakimś obleśnym żużlowym placu, niby tamtejszym dworcu autobusowym. Szłam dalej w stronę miasteczka i gdy spojrzałam w stronę morza zobaczyłam, że po pięknym słonecznym dniu nie ma śladu. Nad wodą wisiało przerażająco czarne niebo. Przeszedł mnie dreszcz, ale szłam dalej. Między straganami, po zdewastowanej plaży, patrząc co jakiś czas na zegarek, który wskazywał co chwila kolejną godzinę. A cel ciągle się oddalał, aż poczułam, że się zgubiłam. Że minęłam miasteczko, nie wchodząc do jego centrum. Jedynym plusem byli ludzie. Podczas gdy w słońcu Juraty siedziałam sama w tłumie na plaży, w mroku Jastarni nawiązywałam znajomości, rozmawiałam z interesującym mężczyzną na plaży, potem z właścicielką straganu ze strojami kąpielowymi, w przelocie bawiłam się z obcymi dziećmi, i cały czas czekałam na spotkanie z koleżanką, która gdzieś tam w miasteczku miała czekać na mnie.

Read Full Post »

W Madrycie ląduję dzień po wielkiej manifestacji Podemos, nowego ruchu, który ma odmienić oblicze tamtej ziemi. Na Puerta del Sol stale rezyduje samochód policyjny. Jeśli myślicie, że mają za zadanie pomagać turystom, odstraszać kieszonkowców i pilnować płynności ruchu w godzinach szczytu, mylicie się. Policjanci noszą kamizelki kuloodporne, zasłaniają twarze pólkominiarką i przynajmniej jeden z nich trzyma w ręku broń długą, ostrą. Tydzień później w Granadzie trafiam na szerszą obławę. Guardia Civil na tamtejszych ulicach wygląda jeszcze groźniej. Na dworcu legitymują chłopaka, który wsiadł z nami do pociągu w Antequerze. Przy wyjeździe z miasta cała grupa gwardzistów przeszukuje prywatne samochody, z długą bronią, psami węszącymi w bagażnikach. Ponoć szukają dżihadistów, którzy – jak czytam w sobotnim „El Pais” – przez Andaluzję wracają z Bliskiego Wschodu do Europy. Ciężko być tam w tych dniach młodym mężczyzną o ciemniejszej karnacji, bujniejszym owłosieniu twarzy. Ciężko być Hiszpanem, bo krajem tym wstrząsają kolejne afery korupcyjne i kolejne cięcia. Korupcja w tamtych dniach sięga wysoko postawionego syndykalisty, na Podemos pada cień podejrzeń związanych z nielegalnym finansowaniem z Wenezueli. Za to król obniżył sobie właśnie pensję i wszystkie serwisy informacyjne wałkują tę wiadomość, jakby to miało coś zmienić.

W przebogatych katedrach Andaluzji, z których wstęp kosztuje niemałe pieniądze, można zobaczyć wszystkie skarby tamtej ziemi, sfinansowane zrabowanym z Ameryki złotem i srebrem, podlane krwią, wyrwane wypędzonym Żydom i Moryskom. Przed kościołami ludzie żebrzą o parę euro. Nagle dociera do mnie absurdalność tej sytuacji. W środku przekute w monstrancje, kielichy i ołtarze majątki, które nikomu do niczego nie służą, na zewnątrz tłum głodnych, zdesperowanych, pozbawianych kolejnych praw, wyzutych z nadziei ludzi. Łącznikiem pomiędzy tymi światami jesteśmy my, turyści, wrzucający do kas miliony euro rocznie po to, by monstrancje bardziej błyszczały, a stare mury był efektownie podświetlane. Wtedy, w ułamku sekundy, podziwiając rozmach tych wnętrz, rozumiem sens radzieckiego zamieniania cerkwi na magazyny zboża. I jeszcze mogłoby chodzić o zachowanie dziedzictwa kulturalnego, gdyby nie to, że nikogo to dziedzictwo nie obchodzi. W katedrze w Sewilli obserwowałam grupę rozbrykanych nastolatków i dotarło do mnie, że europejska kultura umarła, stała się grą pozorów, a polowanie na dżihadistów to tylko złudzenie działania w jej obronie, proste przekierowanie gniewu.

Południowa Hiszpania jeszcze uprawia oliwki, serwuje smaczne jedzenie, otwiera i zamyka swe bary i sklepy o nie do końca ogarnialnych porach, czasami demonstruje pod wielkimi transparentami, uśmiecha się do obcych i głośno i dużo gada. Słońce jest tam nieustępliwe, góry piękne, a morze tchnie słoną bryzą.

Read Full Post »