Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Luty 2012

Najważniejsza przedpołudniowa wiadomość telewizyjnego serwisu informacyjnego to ewakuacja zagrożonych dziennikarzy zagranicznych z ogarniętej walkami Syrii. Ani słowa o tych, co pozostają na miejscu i są jeszcze bardziej zagrożeni, bo nie wstawią się za nimi wielkie koncerny medialne i macierzyste rządy. Orientalizm ma się dobrze.

Spędziłam kilka dni na łonie rodzinnym, śniąc mocno i zadziwiająco, jedząc zdrowo i czytając „Szpiega”. Na nic więcej nie było mnie stać. No może jeszcze na trochę zabawy z cudzymi psami, kotami i dziećmi. A za oknem na zmianę zadymki śnieżne i ostre słońce, jakby świat nie mógł się zdecydować, w którą stronę się kręcić. Dokąd zmierzać.

A kiedy wróciłam, przyszła wiosna. W jednym z intuicyjno-proroczych widów, jakie ostatnio miewam, pomyślałam sobie, że będzie to wiosna inna niż poprzednie.

Read Full Post »

Przełomy

Wracam do domu i na biurku znajduję ulubioną czekoladę wraz z karteczką „Zajrzyj do piekarnika”. To Ryjek2 zrobiła mi drobny prezent z okazji rozpoczynającego się postu. W piekarniku makaron zapiekany z jabłkami. Pierwszy mój posiłek tego dnia po okołoobiadowej kanapce, której zresztą o mały włos nie dałam bezdomnemu. Szłam szybko i zanim myśl o tym, że mogłabym ją oddać trafiła do mojej głowy, minęłam bezdomnego i głupio było mi się wracać. Ale przez cały dzień nie potrafiłam zapomnieć o tym, że mogłam ją dać.

Świat cieknie. Z placu Lelewela płyną w dół strużki wody. Górka płynie – nie wsiadłam w tym roku na prosty sprzęt zjeżdżający zwany jabłuszkiem. Parę tygodni temu byłam w sklepie sportowym. Chciałam obejrzeć rowery, a kupiłam rakietki do ping-ponga. Niech już przyjdzie wiosna – będziemy okupować stół postawiony na placu Lelewela.

Przełamałam uprzedzenie do gryzoni hodowlanych i przeszłam ekspresowy kurs logiki prawie-pięciolatków. A potem tłumaczyłam Mrożka na hiszpański i pomyślałam, że nie ma teraz dla mnie rzeczy, których nie. Zadziwiam samą siebie i pół otoczenia. Chyba wymieniły mi się wszystkie komórki ciała i ciągłość mnie opiera się już tylko na pamięci. Pamiętam przeszłe wydarzenia tak jak pamiętam przeczytane powieści. Wieczorami opowiadam Ryjkowi swoje wspomnienia z dzieciństwa. Mam dziwne poczucie, że to nie do końca ja i że to nie do końca przeżyłam. Może przeczytałam albo wymyśliłam. Wymyślam od nowa.

Read Full Post »

Który to już tak intensywny tydzień? Mniejsza o to, że miałam (i mam dalej) sporo pracy i zaczęłam nowe zajęcia, co tak bardzo pochłonęło mój czas, że prawie nie zostało mi go na cokolwiek innego. Chyba u mnie już wiosna i stałam się niczym ta płodna marcowa ziemia – z różnych stron pojawiają się nowe pomysły, a ja je w siebie wrzucam i czuję jak kiełkują i się rozprzestrzeniają. Trochę jestem z tym wszystkim na haju, codziennie wracam do domu zadowolona z siebie, wręcz podniecona nowymi wyzwaniami i w końcu serce zaczyna znowu dolegać, wiem, że mam zrobić holter, choć sądziłam, że gdy przyjdzie niż i spadnie ciśnienie, mi się też wyrówna, ale od miesięcy żyję zupełnie innym rytmem, przyspieszonym, za szybko chodzę i za dużo robię, straciłam umiar, straciłam decorum, gubią mi się znaki przystankowe, wiem, że to niebezpieczne, bo w końcu przyjdzie coś, co mnie wybije z tego rytmu i wtrąci w otchłanie, do których nie chcę już wracać. Więc gdy po kolejnym bardzo dobrym dniu pełnym inspirujących spotkań i nowych rozwijających zajęć, na które się zresztą zapisałam dość ad hoc i jestem wprost szczęśliwa, że to zrobiłam, odbiera się wieczorem maila i uświadamia sobie, że trzeba się będzie pohandryczyć o własne pieniądze („zgubiliśmy pani fakturę i co nam pani zrobi”), w dodatku nie wiadomo, z kim i nie wiadomo, jak długo, zostaje tylko łyknąć zbawczą półtabletkę hydroksyzyny z dawno nieruszanych zapasów od Babci i zatopić się w lekturze „Imperium hańby”, przypominającej, jak słabym miejscem do życia jest generalnie ten świat.
No dobrze, tak naprawdę tuż przed zaśnięciem przeczytałam sobie po raz kolejny „Bibliotekę Babel” Borgesa. Planuję urlop na kwiecień. Będzie słońce, ciepłe morze, dużo zwiedzania.

Read Full Post »

Zima się nie poddaje. Po mroźnych tygodniach sięgnęła po broń ostateczną – obfite opady śniegu paraliżujące miasta, drogi, życie. Taka poranna myśl z autobusu: z redystrybucją śniegu jest jak z redystrybucją wszystkiego innego – bogactw, zasobów, szczęścia – teoretycznie pada wszędzie równo, ale zaraz pojawiają się nieubłagane pługi i szufle, przesuwać go z miejsca na miejsce. A wszystko oczywiście w imię cywilizacji.

Ale ten śnieg wywołuje we mnie jeszcze głębsze pokłady życzliwości. Kibicuję sąsiadowi, który rano podjeżdża swoim kombi na stromy wjazd na nasze podwórko. Wymieniam kilkanaście zdań uprzejmości z panem dozorcą. Na przystanku pomagam wykopać się ze śniegu pani z dziecięcym wózkiem, uśmiecham się z sympatią do przejeżdżających rowerzystów, podziwiam szczerze, ja na tak cienkich oponach nawet w deszcz nie…

Read Full Post »

Prawo Ingrid

Film „Róża” mnie poruszył. Ale to nie wątek historyczny i chłodne, a jednak pełne empatii przedstawienie powojennych losów Polski północno-wschodniej okazał się dla mnie najważniejszy, lecz… wątek miłosny. Nie potrafię sobie tak ad hoc przypomnieć, gdzie widziałam tak przejmująco sfilmowaną rodzącą się miłość. W dodatku miłość nieoczywistą, negującą podziały narodowościowe i zabójczo bolesną przeszłość obu stron. To jest moim zdaniem największa siła tego filmu – pokazanie, że na zgliszczach świata, jaki znali bohaterowie, w obliczu terroru, niepewności, wobec głodu i codziennego lęku można jeszcze doświadczyć wzajemnego oddania. Eros przezwycięża Tanatosa – chociaż tylko na krótką chwilę. Przewrotnie polecam ten film na walentynkowy seans…

Bo właśnie wszystko w pewnym momencie się łagodzi, prostuje. Tak brzmi prawo Ingrid. Po fali okrutnych mrozów przychodzi kilka dni ocieplenia i przy minus 8 wydaje się, że nadeszła wiosna. Relatywność, względność, niespodziewane sploty akcji. Dać się zaskoczyć. A potem się cieszyć tym zaskoczeniem. I jeszcze mocniej zaskakiwać się własnym, tak niespodziewanie pojawiającym się na twarzy uśmiechem.

Read Full Post »

Jak syberyjskie kobiety zachowują elegancję przez zimne miesiące? – zastanawiałam się któregoś ciemnego poranka, zakładając kolejne warstwy odzieży, upychając koszulkę w getry, skarpety pod legwarmery i starając się przed wyjściem na dwór rozpoznać ewentualne czułe na mróz punkty własnego ciała. To taka gra z okolicznościami zewnętrznymi. Jak zbieranie każdego ranka z parapetu wody, która spłynęła z zaparowanych okien. Albo podawanie wskazań zaokiennego termometra. W kinach „Róża”, „Rzeź” i „Idy marcowe”, w książkach „Demokracja ajatollahów”, „Imperium hańby” i „Papierowy świat”. W snach powróciło morze.

Read Full Post »