Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Lipiec 2020

A może zawsze już będzie takie właśnie lato.

Mija miesiąc od końca hiszpańskiej „desescalady” i otwarcia granic. Ponoć stoimy już w obliczu drugiej fali koronazakażeń.

Gdy po 50 dniach w domu pozwolono nam na spacery o wyznaczonych administracyjnie porach, ulice mojego miasteczka zapełniły się ludźmi, aż trudno było przejść. Pamiętam jeszcze tę niewysłowioną radość z ponownych spotkań, wspólne, nieco ukradkowe picie piwa z małych puszek zakupionych w chińskim sklepie spożywczym, w ciągłym ruchu, bo siadanie na ławkach i zatrzymywanie się na rogu było nadal niedozwolone. Pamiętam majową nocną zlewę, spędzoną pod gzymsem na sąsiedniej ulicy, kiedy nie można było przejść pod strugami deszczu, ale nawet nie chciało się uciekać, bo można było wdychać świeże powietrze i oglądać błyskawice na niebie, i to było piękne, i to było dobre. Pamiętam podniecenie związane z pierwszym dniem w sąsiedniej prowincji, podróż pociągiem – w maseczce, a jakże! – pierwszą opaleniznę, spóźnioną, już u progu lata, pierwsze popołudnie na plaży. Wszystko było zarazem nowe i dobrze znajome, smakowało trochę jak powrót do tego samego miejsca, gdzie co roku spędza się wakacje.

Spotykam się ze znajomymi, siadamy w pełnych ogródkach lokalnych knajp, pijemy wino i rozmawiamy o wakacyjnych planach, które znajdują się gdzieś między realnym a nierealnym. Opowiadamy sobie nawzajem o tym, jak trudno jest wrócić do zwykłego rytmu, jak trudno czasami przekonać siebie samą do dalszego spaceru, jak trudno – tym bardziej w obliczu rosnących zakażeń – zdecydować o sobotnim w wypadzie do Asturii, tak trudno, że nawet, kiedy wstajesz tego dnia rano, nadal nie wiesz, czy pojedziesz. Przekazujemy sobie historie z kwarantanny, o tym, jak kuzyn wybudził się po 40 dniach pod respiratorem i nie mógł uwierzyć, że świat się zatrzymał i w całej Hiszpanii nie działa ani jeden bar. O tym, jak po tylu miesiącach czuje się siostra, która przeszła covid w domu, bo szpitale były pełne poważniejszych przypadków. O tym, jak szesnastoletnia bratanica nie rozumie rodzicielskich zakazów, bo w końcu dla nastolatków liczy się tylko to, co teraz, i mają poczucie, że tracą jedyną szansą na świetną zabawę i spędzanie czasu z przyjaciółmi. Ciągle jeszcze trawimy tamten czas, jeszcze nie wiemy, jak to zapamiętamy. A przed nami rośnie niepewna przyszłość – sanitarnie, ekonomicznie, politycznie niepewna jesień, o zimie nie ma nawet co myśleć, tyle jeszcze może się wydarzyć.

Może jednak nigdy nie będzie takiego lata, bo sytuacja jest tak dynamiczna, że kolejne lato okaże się już zupełnie inne, a ponadto przyzwyczaimy się do rzeczy, na które teraz jeszcze patrzymy z niedowierzaniem. Tymczasem zostaje tylko cieszyć się każdym słonecznym dniem, póki nadal można jeździć na plażę, i jednak skusić się na wypad do Asturii – być może okaże się, że to ostatnia okazja tego lata.

Read Full Post »

Kiedy mieszkałam z Ryjkiem i z Ryjkiem wyjeżdżałam na wakacje, rano dopijałam resztki mleka z kartonu, żeby się nie zmarnowało. Przypominam to sobie lata później podczas nalewania mleka do porannej kawy, kiedy nie mieszkam już z Ryjkiem i nie wyjeżdżam na żadne wakacje. Być może od czterech lat jestem na nieustających wakacjach – włącza mi się wrodzone polskie cierpiętnictwo, które z każdej radości życia czyni powód do winy. Bo co zrobiłam, by zasłużyć sobie na te spontaniczne popołudniowe wypady na plażę, podczas których można położyć się na ciepłej fali i popatrzeć na pasące się na zielonym wzgórzu owce?

Ostatnio gdy nie mogłam zasnąć, zaczęłam wymieniać baskijskie miejscowości na kolejne litery alfabetu. Zacięłam się przy C, bo w baskijskim nie używa się tej litery, więc nie ma miejscowości od niej się zaczynającej. Przebiegałam w myślach całą mapę, zapędziłam się do Nawarry i Francji, ale mimo to nie mogłam znaleźć żadnej. Już chciałam sama się oszukać i wstawić hiszpańską wersję Karrantzy (Carranza), ale zaraz pomyślałam, że będę miała problem na K, bo tej litery nie używa się w hiszpańskim. Ostatecznie w desperacji wrzuciłam Castro-Urdiales, wprawdzie leży w Kantabrii, ale mieszka w nim dużo Basków. I spokojnie mogłam wymieniać dalej: Durango, Derio, Deba, Donostia… Zasypiałam, a potem budziłam się i żeby ponownie zasnąć, wracałam do przerwanej litanii. I tak kilka razy – budziła mnie burza, budziły mnie dziwne zwierzęce odgłosy (może to był lis i w końcu znam odpowiedź na pytanie: What does the fox say?), budziły ptaki o świcie ale nie doszłam do Z. A rano spojrzałam na południe, ku mesecie za tą górą.

 

Read Full Post »