Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Styczeń 2018

Sen o wodzie

Fale atakujące wybrzeże Zatoki Biskajskiej wdarły się do mojego snu. Śniłam, że byłam w Nowym Jorku i wybrałam się na jedną z okolicznych plaż. Mimo że było gorąco, nikt nie wchodził do wody. Przykuło to moją uwagę i usilnie wypatrywałam śmiałków. Leżałam na dwóch żółtych ręcznikach, dość daleko od linii wody i głównie zajmowałam się czytaniem na kindlu. Nagle zrobiło się ciemno i zobaczyłam ogromne masy wody unoszące się nad plażą. Próbowałam zgarnąć moje rzeczy i uciec wyżej, ale jak to w snach, moje ruchy były powolne i nieskoordynowane. Woda uderzyła, ale nie pamiętam uczucia zmoczenia, podtapiania. Wstałam i rozejrzałam się po plaży. Upstrzona była poszarpanymi skrawkami czarnych worków na śmieci. Woda wróciła do morza, a ja rzuciłam się na poszukiwanie mojego dobytku. Nagle zaroiło się od służb, ktoś zapytał mnie o nazwisko i triumfalnie wręczył połowę mojego portfela z dokumentami. A karty bankowe?, zapytałam. Policjant z ociąganiem wyjął je z kieszeni. A potem było już tylko krążenie od stanowiska do stanowiska, gdzie zbierano rozsypane, połamane i porwane rzeczy plażowiczów, wedle kategorii. Nie było tłoku, pracownicy byli wyrozumiali, chętnie wdawali się w pogawędki, byli pomocni. Jak ja teraz trafię do mojego nowojorskiego hotelu?, pytałam. Nie mam klucza, nie pamiętam adresu ani jak tam dotrzeć. Podprowadzono mnie do stanowiska z kluczami i starałam się sobie przypomnieć, ile ich miałam w każdym pęczku – tym hotelowym i tym domowym. Dłuższą chwilę spędziłam z panią od sprzętu elektronicznego. Bardzo martwiłam się o mojego kindla. Przerażała mnie wizja dni bez lektury. Czy ja w ogóle mam ze sobą jakieś książki? Przerażało mnie, że nie odzyskam go przed wylotem do Europy. Poszukiwania mogą potrwać nawet trzy tygodnie, powiedziała ta miła pani od sprzętu elektronicznego, a ja miałam bilet na najbliższy wtorek. Po chwili dotarło do mnie, że nie mam też komórki, gdzie trzymałam dane o locie i wszystkie ważne informacje. Jednak utrata telefonu nie bolała tak jak utrata kindla. Pamiętałam w tym śnie, jak trzymam kindla jedną ręką, drugą chwytam ręczniki, a nade mną wznosi się czarna masa wody. Jak łatwo musiał mi się wyśliznąć z ręki. Wie pani, miał taką grubą czerwoną okładkę. To dobrze, ucieszyła się pani, łatwiej go znajdziemy, a okładka na pewno go ochroniła przed uderzeniem. Pokazała mi też inne urządzenie, rozerwane na pół jak kartonowe pudełko. Nikt tam nie mówił o skutkach zamoczenia i ja też ogóle o tym nie myślałam.

To jeden z licznych ostatnio snów, w których jestem w podróży, pojawia się morze i muszę stawić czoła jakimś niecodziennym okolicznościom. Czasem czegoś zapominam, czasem się spóźniam, czasem nie mogę się porozumieć. Pakuję się w ostatniej chwili. Sny wyraźne, intensywne, zadziwiająca rzeczywiste. Niewypuszczające tak łatwo ze swoje świata, gdy o świcie dzwoni budzik.

Read Full Post »

Być może to, że każdy nowy rok zaczynamy w hałasie, pijaństwie i dręczeniu zwierząt, w dodatku głupio się z tego ciesząc, sprawia, że przez cały rok musimy żyć w świecie wstrząsanym wszelkimi nieszczęściami i głupotami. Uszy kota są bardziej spiczaste niż zwykle, a jego sierść zmierzwiona, jakby został właśnie wytarmoszony przez tuzin rąk, a przecież nie dał się za bardzo dotknąć w ostatnich godzinach. Na szczęście kanonady nie trwały długo, wśród nocnej ciszy rozlegają się już tylko pojedyncze wybuchy. Nie zakończyły się jeszcze konkurencyjne sylwestry w telewizorach tego domu, gdy kot podszedł i zaczął się łasić, a wygłaskany, położył się na podłodze i zajął porządkowaniem nastroszonych włosów.

Był emocjonalny kryzys, ale szybko przeminął, może dzięki kąpieli w lawendzie. Rozwiesiłam pranie i poustawiałam kosmetyki, kupowane w ostatnich dniach wręcz impulsywnie, bez namysłu i rozwagi, a nawet bez większej przyjemności. Dokończyłam czytanie dwóch książek, zapisałam je w notesiku i podliczyłam tegoroczny urobek – 74. Dobra średnia ostatnich lat. Zdrzemnęłam się, zjadałam obiad, zjadłam kolację, wypiłam trzy kieliszki wina. Nic specjalnego. Przelotnie w telewizorze bełkotliwe, pozbawione sensu i treści wyznania ludzi, których owczy pęd goni na zimne ulice wielkich miast, w tłok, hałas i niechciane towarzystwo (czego chcesz życzyć naszym widzom na nowy rok? życzę wszystkim wszystkiego najlepszego).

W zaciszu ja odnotowuję kolejny krok do przodu. Przyznam, że nieustannie wierzę w postęp.

Read Full Post »