Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Kwiecień 2020

Miesiąc później

Życie w kwarantannie złapało swój rytm. Codzienną jogę wydłużam nawet do 50 minut, włączyłam sesje czytania w słońcu dochodzącym na czwarte piętro. Co wieczór o 20 spotykam się na balkonie z sąsiadami i razem oklaskujemy służbę zdrowia. Wydaje mi się, że mniej chodzi o służbę zdrowia, a bardziej o to, żeby mieć jakiś stały punkt dnia i poczuć, że dookoła są inni ludzie w tej samej sytuacji. Od kilku dni po aplauzie sanitarnym z budynku naprzeciwko rozlega się trąbka, której nie widać (bo trębacz stoi na balkonie za rogiem). „What a wonderful world” brzmiało naprawdę pięknie, zwłaszcza w te ciepłe wieczory, gdy zachodzące słońce rozpalało niebo na różowo.

Minęły cztery tygodnie kwarantanny, nadeszła Wielkanoc i połączyłam się z tymi, z którymi kiedyś spędzałam te święta. Dobry powód, żeby włożyć coś elegantszego niż legginsy i bluzy, w których chodzę po domu i na zakupy. Dobry powód, żeby po raz pierwszy od czterech tygodni położyć na twarz puder. W ogóle rzeczy dawniej na swój sposób oczywiste muszą teraz udowodnić swoją użyteczność. Czy naprawdę jestem taką fanką piwa z sokiem cytrynowym, skoro ani razu w tej kwarantannie go nie kupiłam? Jak spokojnie można żyć bez futbolu.

Literatura nie musi niczego udowadniać, świetnie spełnia swoją funkcję wartościowego wypełniacza godzin i dni. Rodzina i przyjaciele też tu są, choć tylko online, a nasze rozmowy często stają się bardziej filozoficzne niż kiedyś. Umycie zasyfionego okna w kuchni sprawiło mi więcej satysfakcji niż podpisanie umowy na przekład książki nominowanej do Nagrody Bookera. Olga Tokarczuk pisała o tym, że świata ostatnio było już wręcz za dużo (zwłaszcza dla niej po noblu), wszystko działo się za szybko, a kwarantanna pozwoliła nam zwolnić i odetchnąć. Mogłabym skupić się na rzeczach, których mi brakuje, na odwołanych mistrzostwach Europy i przesuniętych rodzinnych wizytach, na niemożliwych spacerach, niedostępnych lasach i plażach, na teoriach spiskowych i lękach o przyszłość, ale wolę skupiać się na tym, co pozytywne. Na oddychaniu i wieczornym myciu zębów, o którym tak często kiedyś zapominałam. Na zdjęciach zatoki przesyłanych przez przyjaciółkę mieszkającą w wysokim bloku na wzgórzu. Na życzliwych kasjerkach w okolicznym markecie i na tym, że gdy stoisz w długiej kolejce na zewnątrz można poobserwować pluskające się w fontannie gołębie. Świat znowu wróci, prędki i prężny jak zawsze, stawiający swoje wymagania i podpuszczający do oczekiwań. Ten sam, choć pewnie jakoś tam inny. Tymczasem jednak lubię ciszę za oknem i doceniam to, że nie muszę nigdzie biec i rozpychać się łokciami. Nawet gdy do rodzinnej bańki puka śmierć, nie zamykam oczu na dobre strony tej pandemii. Historia Hioba staje się w tych czasach bardziej zrozumiała.

Read Full Post »