Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Marzec 2010

Dostałam od przyjaciółki koszulkę z napisem „Moja babcia była sufrażystką, ja jestem feministką”. G. żartobliwie skrytykował moją chęć założenia jej na dzisiejsze wyjście na kebab: „Do gniazda islamu z takim hasłem?” Odparłam butnie, że jestem u siebie. Pośmieliśmy się. Potem przeczytałam o protestach przeciw planowanej budowie meczetu na Ochocie. To „jestem u siebie” stanęło mi w gardle.

Jak pogodzić pewne idee? Choćby feminizm z otwartością na kulturę muzułmańską? Wszędzie widzę aporie. W „Wysokich Obcasach” z 20 marca ukazało się sprostowanie pani Zofii Milskiej-Wrzosińskiej. Zaprotestowała ona przeciwko określeniu jej jako „psycholożki” i „psychoterapeutki” w podpisie pod własnym artykułem w jednym z poprzednich numerów pisma. Ona jest „psychologiem” i „psychoterapeutą”. Nęka mnie wizja, że w feministycznej walce o parytety wygranymi będą różne panie Milskie-Wrzosińskie, Nelly Rokity i Hanny Wujkowskie, a na dole zostanie tak samo. Niedoceniana, kiepsko opłacana praca u podstaw, ubogie pielęgniarki i nauczycielki, trudno dostepne żłobki i przedszkola. Za to program pani JolantyKwaśniewskiej z kobiecej telewizji przeniesie się do głównej i będzie równościowo.  Aporie. Cichy bunt, na który już sama czasem nie zwracam uwagi.

Kiedy ktoś próbuje myśleć za mnie i poprzez środki masowego przekazu natchnąć mnie jedynymi słusznymi odczuciami i przekonaniami, staram się widzieć cały mechanizm – zamykanie i hermetyzowanie „nas”, znajdowanie wspólnego wroga, syndrom oblężonej twierdzy, ciągłe werbalne mobilizowanie do walki. Analogicznie do tylu historycznych przykładów (dla mnie na świeżo Trzecia Rzesza poprzez „Dziennik” Klemperera). Być może dzięki tej umiejętności nie potrafię włączyć się stuprocentowo w działania żadnej inicjatywy społecznej. Przestałam podpisywać ideologiczne listy poparcia i protestu (chyba że chodzi o coś w stylu ratowania kina Iluzjon). Nie chodzę na demonstracje. Nie przynależę, chociaż czasami nawet bym chciała. Uprawiam głównie własny ogródek, mimo iż wcale się tym nie chlubię. Być może chciałabym inaczej, ale nie potrafię. Aporie. Nic nie jest dla mnie oczywiste.

Read Full Post »

Nie przepadam za tego rodzaju śmierciami.
Dzwonek do drzwi zabija, ale potem trzeba
żyć długo, a przynajmniej przez czas tej wizyty.
Za każdym razem myślę, że to pozytywny
listonosz z pozytywnym przekazem pieniężnym,
czy coś równie dobrego. Za każdym cholernym
razem myślę, łudzę się – przecież ludzie byli
tu niedawno, w zeszłym tygodniu – i przecież przesadą
byłoby ich podejrzewać o takie aż wielkie
okrucieństwo, tak myślę, łudzę się, otwieram.

Otworzyć się. Rozmawiać. Kurewski ekumenizm.
Nadmierna ilość papierosów. Trzeba się, niestety,
czegoś trzymać. Rozmawiać. Trzeba zrobić coś
z ustami i rękami. Po coś tu umieram
na wysuniętej placówce. Oparty o wiersze,
wiersz kobietę, wiersz dziecko, wiersz ja, wiersz świat,
wiersz zaświat. Rozmawiać. Wymieniać się wszystkim
poniedziałkiem i grudniem, obiadem, gazetą.
Wyjść na miejskie powietrze, wyjść na barykady
przystanków tramwajowych, sklepów, knajp, autostrad.

Otworzyć się. Rozmawiać. Pozytywny program.
Prosty i pozytywny. Kontaktować się.
Mówić, zacisnąć zęby. Po coś tutaj jestem.
W sobie nie znajduję odpowiedzi. Nie.

Marcin Świetlicki

Dopiero tego dnia, kiedy nadeszła wiosna, czyli dzisiaj, zrozumiałam, jak dalece zaszyłam się tej zimy. Otoczyłam się solidnymi murami, zamknęłam w kręgu swoich książek, myśli, niewygórowanych potrzeb duchowych i materialnych. Spotkania towarzyskie jak i zobowiązania społeczne dawkowałam sobie wręcz homeopatycznie. Żeby nie zapomnieć, co i jak. Chciałam, żeby to się wreszcie skończyło, a zarazem było mi w tym twardniejącym kokonie dość wygodnie. A dzisiaj niebo podniosło się wyżej, w powietrzu pojawiły się wiosenne zapachy i bezpieczne ciepło. Stałam na przystanku autobusowym, patrzyłam na ulicę Dobrą i poczułam, że teraz mogę znowu szukać sobie punktów zaczepienia. I że tego chcę. Jestem z siebie dumna, w miarę bezboleśnie przetrwałam zimę i teraz już nie muszę tylko przetrwać, mogę już działać. Jutro pierwszy od sierpnia wypad w obce miejsce…

Read Full Post »

Spełnienia

Wracam do domu. Klatkę wcześniej starsza kobieta przywołuje mnie z okna z parteru. Ma problem z mówieniem, wygląda jakby była po wylewie. „Kaanaał, od-kryjj-cie” – to jedyne, co można usłyszeć. Po chwili już wiem, że chodzi jej o kratkę ściekową przysypaną teraz grubą warstwą śniegu. Odsuwam śnieg nogą. Z głębi mieszkania głos młodszej kobiety przywołuje spokojnie i z lekką rezygnacją „Mamo, chodź”. Kończę kopanie butem w mokrym śniegu, starsza pani nadal stoi w oknie. „Dziękuję” – mówi dość wyraźnie. Gdy wchodzę po schodach, czuję, jak spływa ze mnie cały, nadzwyczaj ciężki, stres tego dnia. Absurdalne spotkanie z drugim człowiekiem przyniosło mi ulgę.

Read Full Post »

Długa ta zima. Ale potrzebna. Bo po niej nic już nie będzie takie samo. Pod śniegową surową kołdrą, w trzaskających mrozach, pod osłoną kilku warstw wierzchniej odzieży wykluło się coś nowego. Ma dobre rokowania. Niech tylko nadejdzie wiosna, by w spulchnionej płodnej ziemi mogło zacząć rosnąć.

Staram się stale mieć na parapecie trzy tulipany. Dzisiejszy bukiet jest żółto-fioletowy. Niezwykle pasuje.

Read Full Post »

Ubrązawianie

Wdowa po Ryszardzie Kapuścińskim chciała wstrzymać ukazanie się jego biografii autorstwa Artura Domosławskiego. Przy tej okazji wzbił się mały kurz w światku autorytetów. Rozumiem krytykę książki za jej niskie walory literackie, nie trzymanie się przez autora faktów, czy jego obsesję na jednym punkcie z pomijaniem innych, równie istotnych. Rozumiem niechęć do spojrzenia na opisywaną postać pod kątem sprzecznym z poglądami komentujących. Ale nie rozumiem tego, że książka wzbudziła tyle negatywnych emocji u osób, które jej nie czytały. W niektórych wypowiedziach padły pod adresem autora słowa tak ostre, że pewnie kwalifikowałyby się do założenia sprawy o naruszenie dóbr osobistych bardziej niż rzeczona książka narusza dobra osobiste pani Kapuścińskiej. 
Swoją drogą, cała ta awantura przyczynia się z pewnością do wzrostu wyników sprzedaży. Sama dzisiaj nabyłam książkę Domosławskiego i słyszałam przy tym, jak sprzedawczynie martwiły się, czy wystarczy im egzemplarzy do końca dnia. Właściwie zainteresowałam się nią po przeczytaniu wywiadu, jakiego „Polityce” udzielił Domosławski. Najbardziej ciekawi mnie kwestia oddawania rzeczywistości w książkach „mistrza reportażu”. Czy faktycznie naciągał fakty? Zmyślał? Kompilował? Upraszczał dla celów stylistycznych? Dla mnie jest to ważniejsze niż kwestia brylowania na pezetpeerowskich salonach, teczki IPN czy ewentualne kochanki. Chociaż o tym też poczytam, bo w ogóle lubię biografie, a w biogarfiach lubię najbardziej te fragmenty, które pokazują postać jako zwykłego człowieka, a nie spiżowy pomnik bez skazy, ludzkich problemów i namiętności.

Idąc zapewne śladem pani Kapuścińskiej, córka znanego pisarza historycznego Pawła Jasienicy wynajęła prawników, którzy działają jako cenzura prewencyjna wobec najnowszego filmu Kidawy-Błońskiego „Różyczka”. Film ten nie jest biografią Jasienicy, tylko historią opowiadającą losy starego pisarza uwikłanego w romans, a potem małżeństwo z agentką SB. Z pewnością historia Jasienicy i jego drugiej żony mogła być inspiracją dla scenariusza. Ale czy jest to powód do strachu o jego dobre imię, które zresztą nie pada w filmie? Czy jest to powód do cenzurowania działań okołopromocyjnych? Straszenia pozwami i prawnikami?

W międzyczasie wszedł na ekrany kin inny głośny film, który właśnie dzisiaj obejrzałam. „Autor widmo” opowiada historię brytyjskiego premiera o fikcyjnym nazwisku, ale o cechach i okolicznościach wskazujących na Tony’ego Blaira. Jest to niezwykle niepochlebna historia, pomijając już całą intrygę oraz zmyślone (aczkolwiek bardzo prawdopodobne) wydarzenia polityczne, pokazująca tego polityka i jego żonę jako cynicznych, oderwanych od rzeczywistości i raczej pustych ludzi. Nie słychać nic o pretensjach Blairów do Polańskiego za ten obraz. [Chociaż, Ryjek2 rzuciła po wyjściu z kina teorią spiskową: Polański posiadł pewną tajemnicę o brytyjskim premierze i dlatego trafił do szwajcarskiego więzienia.]

O zmarłych mówić dobrze, albo wcale – oto staropolska zasada. Być może dlatego wiele postaci popada w zapomnienie, a w najlepszym razie przykrywa się je brązowym płaszczem wzniosłej idei i cnoty, spod którego nie widać już człowieka. Łatwiej nazwać czyimś imieniem szkołę albo ulicę niż  zastanowić się nad faktyczną rolą tego człowieka w historii, literaturze, etc. Cierpi na tym poziom debaty publicznej, z pewnością.

Read Full Post »