Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Grudzień 2016

Odchodzący rok powitałam wcześnie rano 1 stycznia. Obudziłam się przed wszystkimi i do dziś pamiętam cichy dom rodzinny wypełniony słonecznym światłem. Potem był silny mróz i kilka dni później przeżyłam największy w życiu skok temperaturowy: z -17 o świcie w Warszawie do +15 po południu w Bilbao. I taki to już był ten rok, pełen zadziwiających, często zapierających dech w piersiach skoków. Przeżyłam w nim momenty, które nazywałam najszczęśliwszymi w moim życiu, ale również momenty mroczne, z których wyciągałam się wszystkimi siłami. Sytuacje graniczne. To był rok wielkiej zmiany. Zmieniłam miejsce zamieszkania, zmieniłam kraj i język, którym posługuję się w życiu codziennym. I wiele innych rzeczy poszło za tymi zmianami. To był też rok nawiązywania wielu nowych relacji międzyludzkich, z których niektóre okazały się bardzo silne, a inne tak rokują. A także wzmacniania tych starych relacji, i powiem wam, że odległość sprawia, że to, co jest silne się wzmacnia, a to, co niepewne i rachityczne stopniowo się rozpada. Nauczyłam się patrzeć na te rozpady bez żalu i tupania nóżkami. W przedsylwestrowej rozmowie z przyjaciółką, z którą mogłybyśmy już parę lat temu świętować trzydziestolecie przyjaźni, gdyby dostrzeganie tego typu rocznic było dla nas ważne, doszłyśmy do wniosku, że z wiekiem zaczyna się rozsądniejsze gospodarowanie życiową energią, co skutkuje unikaniem sytuacji, które niewiele wnoszą w nasze życie. Coś w tym jest, w końcu bogactwo naszego życia to zawsze efekt pewnych wyborów. Dobrze, gdy są one podejmowane świadomie.

W 2016 roku przeczytałam wyjątkowo mało książek, za to poznałam wielu pisarzy i pisarek. Zaczęłam pisać pierwszą moją książkę, która nie skończy się na pomyśle i porozrzucanych po notesach i plikach fragmentach. Otworzyła się przede mną nowa kultura i bogata literatura. Nowy, fascynujący język. Nauczyłam się żyć w trój-, a nawet czwórjęzyczności. To był naprawdę dobry rok, a 2017 będzie nawet lepszy. Postanowione.

Read Full Post »

2016

Zeszłoroczna Wigilia upłynęła pod znakiem oczekiwania. Wszystko było wtedy przede mną, już zarysowane, jeszcze niezmaterializowane, w pełni potencjalności. Nie wiedziałam wtedy, że postsylwestrowe pakowanie wielkiej walizki stanie się dorocznym rytuałem. Znowu staram się przeczytać książki, które zostawiam. Znowu mam poczucie, że zostawiam je już na zawsze, że już nie są tak naprawdę moje. Ani mój pokój, ani moje koty, ani moje życie.

2016 daje w sumie 9, czyli nieskończoność. 2017 daje w sumie zero, czyli powrót do początku. Ale przecież nie ma to aż takiego znaczenia, 2016 zaczął się jeszcze wiosną 2015, a może nawet wcześniej i dojrzewał powoli. I wcale się nie kończy wraz ze zmianą ściennego i kieszonkowego kalendarza, tylko prowadzi dalej, na nieznane terytoria.

Było dużo ludzi, dużo zdarzeń. Nowy język, nowe zadania. Ogromne zmiany. Zbliżenia i oddalenia. Życie.

 

 

 

Read Full Post »

Jak tu złapać świąteczną atmosferę, gdy na dworze piękne słońce i temperatura sięgająca 20 stopni na plusie. Wprawdzie poprzyczepiali świąteczne ozdoby, uruchomili choinkowe iluminacje, ale to wszystko tak kosmiczne jest jak na zdjęciu, które Ryjek zrobiła swego czasu w Sewilli: lodowisko pod uginającymi się od owoców drzewkami pomarańczowymi. Nauczyłam się już reagować na te zdziwione miny – nie chodzi o to, że mnie nie rozumieją, tylko nie rozumieją tego, o czym opowiadam. Zdjęcie zawalonego śniegiem podwórka przechodzi z rąk do rąk przy wtórze ochów i achów. Mama twierdzi, że dam radę przetrwać kilka dni w Warszawie w lekkich kozaczkach. Wszystko dlatego, że nie chce jej się organizować wysyłki moich butów zimowych.

Read Full Post »