Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Styczeń 2011

Szkice mrozem

Poranny sobotni autobus. Na samym końcu siedzi starsza pani. Na kolanach ma koszyk z robótką. Jej ręce sprawnie obracają wełnę w oczojebnym pomarańczowym kolorze. Kontrapunkt dla mgły.

Read Full Post »

Świat nie na opak

Wieczorem oglądałam „Incepcję” a potem śniłam o labiryntach snów.

A może to jest wyjście? Decyzji nie trzeba podejmować. Decyzje trzeba przyjmować po tym, jak podjęły się same. Przyszły i zamieszkały.

Zamieszki w Tunezji. Zamieszki w Egipcie. Lud polski w internecie płacze za straconymi wakacjami. W chwilach, kiedy dopada mnie najwyższy poziom obrzydzenia okolicznościami, w jakich żyję, sięgam po książki o trudnych czasach. „Anioł milczał” Bölla, „Sarajevo Marlboro” Jergovicia. Wzrok przesuwa mi się po opasłych tomach o Gułagu. Pomaga.

Kryzys tożsamości. Nie wiem, kim jestem. Ale właściwie, czy ja muszę zawsze wszystko wiedzieć?

Read Full Post »

Zima trzyma

„Codziennie budzę się o 4 rano, bo dozorca wtedy zaczyna odśnieżać” – mówi moja Mleczna Siostra.

„Czekam na miesiące, kiedy wyjście z domu będzie oznaczało tylko założenie butów” – to taka grupa na facebooku (nie, nie jestem zapisana, ale założenia popieram).

Przeglądam zdjęcia z ciepłych miesięcy. Zauważyłam, że kiedy umiejscawiam siebie na linii czasowej, to zwykle jestem gdzieś około marca. A potem się dziwię, że dopiero styczeń.

Upływ czasu najbardziej czuje się wiosną. Uświadamiam sobie wtedy, że to już kolejna wiosna w moim życiu. Że warto było czekać teraz i warto było czekać poprzednimi razami. Pamiętam każdą wiosnę mojego dorosłego życia. Pamiętam, gdzie każdego roku chodziłam na pierwsze energetyczne spacery. Pamiętam to uczucie, gdy budzisz się rano otwierasz szeroko okno i napiera na ciebie zieleń.

Read Full Post »

100.

Horyzont czasowy mi się ograniczył. Myślę o tym, co jutro, maksymalnie pojutrze. Kolejne tygodnie plączą mi się. Gordyjski węzeł planów i zobowiązań. Takie trwanie pomiędzy stronicami niezbyt wciągającej opowieści. Niech już przyjdzie wiosna i ruszy z posad bryłę świata.

Read Full Post »

Kiedy wieczorem wychodzę z metra na stacji Marymont na ostatnim stopniu ostatnich schodów (proszę posłuchać mojego ciężkiego oddechu, schody ruchome są tylko dla przesiadających się w stronę Białołęki, a nie dla okolicznych mieszkańców) widzę nasprejowany napis „żyjesz?”. Mijam przejście dla pieszych, sklep spożywczy, księgarnię i aptekę, zastanawiając się nad tym pytaniem, nad sensem słowa „żyć” i nad sensem życia. Świat się piaszczy u moich stóp. Zima ustąpiła przed-przedwiośniu, zostawiając pokłady podśniegowych resztek – piachu, psich kup, petów, butelek. Szerzej się oddycha, zdejmuje się grube szaliki, odciążąjąc kark, zdejmuje się grube czapki, odciążając głowę. Pokusa umycia okna. Pokusa umycia tego, co za oknem.

Read Full Post »

Nauka nova

Człowiek uczy się całe życie. W Ameryce martini nie ma nic wspólnego z ziołowym musującym winem, jakie pijemy w Europie. Jest to po prostu zmrożona wódka dobrej jakości podawana z lodem i oliwkami w charakterystycznej szklaneczce.

Stosy książek przy moim łóżku zmalały po przedświątecznych porządkach. Wreszcie wiem, co czytam i faktycznie to czytam. Kartka za kartką. Notatka za notatką. Mam nadzieję, że zostanie mi coś z tej systematyczności na dalszą część roku.

Read Full Post »

Odwilż

Skromnie uchylone okna wpuszczają zapowiedź wiosny. Dobrze jest w środku stycznia przypomnieć sobie, że kiedyś nadejdzie. Niestety, szary zabłocony świat jest gorszy od mroźnego brudnobiałego. Zamazała się granica jawy i snu. Łatwo zasypiam i śnię o bieżących wydarzeniach. Zmęczyłam się bardzo zakupami, na które wybrałam się tej nocy. Teraz, w dodatku, muszę to powtórzyć. Płynna rzeczywistość topniejącego śniegu.

Read Full Post »

Sacra

„What does this K+M+B mean” – pyta nasz amerykański gość. Pokrótce tłumaczę. „Do you also do it?” – docieka. „No, we are not very religious” – odpowiadam. We are not very religious. W świąteczny dzień wystarcza nam spacer do Lasku Bielańskiego. Koty tradycyjnie wylegują się w żłóbku, w bezpiecznej odległości od odwiedzających. Osiołek czyni honory domu, podstawiając swój kudłaty łeb do pieszczot. We are not very religious. Nie trzymamy się przepisów i nakazów. W Święto Trzech Króli wystarczają nam dwie minuty w barokowym kościele wypełnionym kadzidłowym dymem.

Read Full Post »

Woman at work

Kilka dni zajęło nam oswajanie się ze sobą. Potem podjęłam się poznania jej bliżej, czego produktem było trochę chaotycznych notatek z wieloma strzałkami i znakami zapytania. Po dwóch wspólnie spędzonych wieczorach miałam wrażenie, że wreszcie ją rozgryzłam. I mogłam zabrać się do właściwej pracy. Po wielu godzinach zamknęłam plik z pierwszymi efektami współpracy – 18000 znaków mojego polskiego tekstu opartego na ponad 7 stronach jej tekstu angielskiego.

Read Full Post »

Przejrzałam tego bloga, zmieniłam kategorie, znowu go polubiłam. Czy to znaczy, że będę tutaj wreszcie częściej pisać? Postświąteczne porządki zrobione, biurko uporządkowane. Sprawy, którymi będę się teraz zajmować ułożone w stosowną hierarchię. Lubię ten stan. Lubię robienie pierwszych kroków. Lubię porządek i złudzenie, że uda się go zachować w tym nowym rozdaniu. Kalendarz pachnie jeszcze farbą drukarską. Ma już pierwsze notatki. Niby żadnych postanowień, a jednak…

Read Full Post »

Śniło mi się Miejsce, Gdzie Rosną Poziomki. Taksówkarz nie potrafił powtórzyć tej nazwy, musiałam mu powiedzieć, że to tam, gdzie Bergman kręci swoje filmy. Do kieszeni szlafroka potajemnie wkładałam kawałek ciasta i wietrzyłam pościel w opuszczonym pokoju.

Rano wiatr.

Z odkryć literackich zeszłego roku: Sandor Marai. Z wielu stronic „Ziemi, Ziemi” bucha coś, co od dawna przeczuwałam, ale nie potrafiłam nazwać. Albo nie miałam śmiałości, żeby to nazwać.  

Z noworocznych postanowień: dam sobie wyrwać zęby mądrości.

Read Full Post »