Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Październik 2012

Śniło mi się, że Ernesto Sábato napisał mi dedykację we własnej książce, którą przetłumaczyłam, chwaląc między innymi to, że świetnie oddałam charakter niektórych postaci. Ze zdziwieniem odkryłam tę dedykację podczas porządków w biblioteczce. A potem, jeszcze bardziej zdziwiona, starałam się przypomnieć sobie, kiedy tłumaczyłam tę książkę, i kiedy, nieżyjący już przecież, autor wpisał mi te słowa. I jak to się stało, że mógł ocenić przekład, skoro nie znał polskiego.

Od dwóch tygodni jestem w przyspieszającym stale wirze. Patrzę w kalendarz i widzę, że jeszcze jutro to i tamto do zrobienia, w poniedziałek jeszcze pewnie to, we wtorek spotkania, w środę podróż, w czwartek święto, w piątek muszę rano popracować i dopiero sobota i niedziela są tabula rasa. Może to będzie czas, żeby zająć się zaniedbanymi książkami. Teraz wieczorami mam siłę tylko na miniaturki z „Una forma de resistencia” Luisa Garcii Montero. Dwie trzy stronice większego druku i tyle, potem nie mogę już się skoncentrować. Przeczytałam wczoraj, że wydana na początku października najnowsza powieść tego autora właśnie się drukuje w drugim nakładzie. Hiszpanie nawet w kryzysie wykupują na pniu książki swoich poetów…

Spadł śnieg. Przez chwilę patrzyłam na balet płatków. Przypomniałam sobie niepowtarzalne wyciszenie zimowych wieczorów.

Read Full Post »

Afterka

Kilkanaście minut odpowiadania na zaległe życzenia urodzinowe. W różnych językach – nawet po łacinie. Przekładanie resztek ciasta na mniejsze talerzyki. Porządkowanie spraw – tydzień zaczyna się już w niedzielę po południu. Świat się jednak postarał. Jest piękna, złota jesień. Dookoła leżą sterty książek do czytania. Staram się z kolejnych dni wyszarpać dla nich pasma czasu.

Read Full Post »

Wdech wydech

Rozmowa o dzieciństwie. Pamiętam wszechobecne uczucie skrępowania, oczekiwania na wyzwolenie, które miała przynieść dorosłość i samodzielność. Wcale tak łatwo to nie przyszło. Pamiętam, że byłam wiecznie niedopasowana, zagubiona w świecie, który nijak nie chciał być mój. Zdziwiłam się, odkrywając, że są inne światy, bardziej mi odpowiadające. Pamiętam lęki, dziecięce pakty z Bogiem, smak przepłakanych nocy. Zapomniałam twarzy tych, którzy wpajali mi bezradność i poczucie grzechu. Pamiętam „bo tak” jako odpowiedź na „dlaczego?”. Zrzucanie w otchłań bezsensu, przed którym tak późno nauczyłam się bronić. Pamiętam stanie w szeregu tak samo wyglądających, nic nieznaczących, poddanych tresurze. Nigdy nie nauczyłam się tańczyć poloneza. Moje pierwsze wspomnienia są ze szpitala dziecięcego. Łóżko, z którego nie dało się samej zejść, grzechot strzepywanych termometrów, chłód ubikacji. Rodzice musieli mnie tam porzucić, żeby mnie ratować. Od tamtej pory ćwiczę się w nieskończoności dylematów.

Read Full Post »

Już więcej żółci niż zieleni. Nieuchronna procesja ku śniegowi pod butami ruszyła. W tych rzadkich chwilach, kiedy mogę zalec z książką na łóżku czytam sobie o historii klimatu. Nasza walka ze zmianami klimatu wydaje mi się równie jałowa jak starożytne przebłagiwanie bogów z piorunami w ręku. Myślimy sobie, że ta nasza cywilizacja jest tak wspaniała, że koniecznie trzeba ją zachować. A może lepiej pozwolić jej upaść. Z upadku Rzymu (w wyniku ochłodzenia i związanych z tym klęskami pozostała ledwie 1/3 ludności) wyłonił się nieco jednak przyjemniejszy, w pewnych aspektach przynajmniej, świat średniowieczny.

Żyję zaprzyjaźnionymi bibliotekami. Nagromadzonymi książkami. Newsletterami z wydawniczymi nowościami. Mnóstwo radości i świeżości. Za to pogłębiło mi się rozczarowanie miejscową prasą. Odrzucam kolejne nawyki czytelnicze, bo nie mogę już znieść tej sztampowości i braku pogłębionej analizy, które cechuję współczesne polskie dziennikarstwo. Jest jeszcze internet i niszowe portale, z których można coś sensownego wyłuskać, ale w zasadzie nieregularnie. Czym różni się celebrycka opowieść o depresji i przemocy w rodzinie od celebryckiej opowieści o nowym apartamencie i szczęśliwej ciąży? Ma przecież wywoływać te same emocje. I chociaż waga tych pierwszych tematów jest nieporównanie większa, to kanał do ich przekazania jest niewłaściwy, a to rzutuje na odbiór. Pamiętam jeszcze jak celebrytką stawała się matka, która zabiła swoje dziecko – kierowana przez media gawiedź interesowała się jej relacjami z rodziną i fryzurami, a nie pustką moralną i emocjonalną. Nie wiem, na co – poza może efektem marketingowym – liczą panie F. i P. odsłaniając się mediach. Nie wiem, na co – poza zdecydowanie efektem marketingowym – liczą ci, którzy udostępniają im łamy. Nie wiem, dlaczego niektórzy sądzą, że te wyznania pomogą innym ofiarom i chorym. Uważam, że mogą nawet wywołać jeszcze większą niemoc. Zdzisława z Nowej Soli jeszcze mocniej poczuje swoje uzależnienie od katującego męża, bo nie jest świetnie zarabiającą aktorką, jest zależna od męża finansowo, ma dzieci, które musiałaby zabrać ze sobą, a nie ma dokąd i nie ma za co. Nikt jej nie pomoże, nie pogłaska po głowie, policjant jest kumplem szwagra i odmówi założenia niebieskiej karty, po co się wygłupiać i skandal robić w sąsiedztwie. Jerzy z Lęborka nie ma nikogo, kto by go zaprowadził na hamak choćby do ogrodu. Żona haruje na trzech etatach, żeby utrzymać rodzinę, bo on nie pamięta, kiedy ostatnio miał pracę. Siedzi przed telewizorem i pali papierosy, miał iść na terapię, ale za drogo i ktoś musiałby go zawieźć. Samo życie, jak mówią w telewizji. Tylko że nie każdy jego aspekt dobrze się sprzedaje.

Read Full Post »