Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Październik 2018

Pomiędzy dwoma byłymi huraganami morze jest zaskakująco spokojne i napływa ciepły wiatr z południa. San Juan de Gaztelugatxe, miejsce, które zyskało sobie sławę z powodu swojego występu „Gry o Tron” było pełne turystów. Tradycja głosi, że każdy, kto wespnie się po tych ponad 300 kamiennych schodach, powinien zabić w dzwon zamkniętego kościółka. Miało to sens jeszcze niedawno, gdy ten mały cypelek był atrakcją lokalną i nie musiał dźwigać kroków paru tysięcy turystów dziennie. Teraz po męczącej wędrówce w upale i tłoku nie da się wysiedzieć dłuższej chwili w tak upragnionym celu, ponieważ dzwon bije non stop, zanieczyszczając spokojne wybrzeże tym hałasem.

Spokojniej było tydzień później podczas wyprawy na stronę kantabryjską. Najpierw spacer po kilkukilometrowej plaży w Laredo (tak długie plaże są w tych okolicach ewenementem), potem przeprawa stateczkiem do Santoñi, gdzie rzeczywiści na nadmorskiej promenadzie pyszni się pomnik admirała Carrero Blanco, pozostałość dawnej epoki. Odkrywamy też innego syna tego miasteczka – Juana de la Cosę, który był właścicielem Santa Maríi, towarzyszem Kolumba, współodkrywcą Nowego Świata i autorem pierwszej mapy globu zawierającej Amerykę. Nie ma już czasu na wspinaczkę do tutejszych latarni morskich, tak więc przeprawiamy się z powrotem, by wypić urodzinowe wino na cypelku w Laredo i obserwować, jak zmieniający się wiatr wzmaga falowanie.

W międzyczasie dużo pracy i stresu związanego z nowymi wyzwaniami i okolicznościami. Śpię mało, jem pospiesznie, więcej się przemieszczam i poznaję nowe trasy lokalnych autobusów. Czasami, gdy mam już wszystkiego dosyć, przypominam sobie, że jest morze i różne możliwości. Na przykład zwiedzanie nieznanych dotąd plaż i oddawanie się w opiekę ciepłemu jeszcze wiatrowi.

Read Full Post »

Weekendowa wycieczka do La Riojy. Między zarośniętymi winoroślą polami o czerwonej ziemi średniowieczne budynki z jasnego kamienia. Królestwo Najery – stąd wyszli późniejsi królowie Nawarry, Kastylii i Aragonii. W San Millan de Congolla zwiedzamy niegdysiejszy klasztor benedyktynów (obecnie mieszka w nim resztka augustianów-misjonarzy, resztę wielkiego budynku zajął imponujący hotel). Tam właśnie w księdze zwanej Glossas Emilianienses odkryto pierwsze zabytki piśmiennictwa kastylijskiego i baskijskiego. Wprawdzie niektórzy naukowcy odebrali ostatnio palmę pierwszeństwa tym kastylijskim zapiskom na marginesie, inni nie do końca zgadzają się z tym, czy mamy do czynienia ze starokastylijskim, jednak w klasztorze powstało prestiżowe Centro de la Lengua, gdzie na sympozjach zbierają się lingwiści i historycy, by nad tymi sprawami debatować. Atmosfera na pewno temu sprzyja, bo mury są stare (obecny budynek datowany jest na XVII wiek), biblioteka bogata, a spokojna okolica dodatkowo obfituje w dobre wino. Czego chcieć więcej od życia?

La Rioja Alta to miejsce, w którym przeplatają się wpływy kastylijskie i baskijskie – jak to widać na przykładzie tych różnojęzycznych glos. Gdy w sobotę spacerowałam między winnicami, jak szalona robiąc zdjęcia winnym gronom w ostatnim momencie przed zbiorami, wiał silny i bardzo ciepły wiatr z południa. Następnego dnia napłynęły mokre chmury z północy, przynosząc chłód atlantyckiego cyklonu. Ta różnorodność musi wpływać na tutejsze wino, z którym ponoć nie mogą się równać inne na półwyspie. Coś w tym jest, szczególnie zasmakowałam w lekkim clarete, które smakuje jak ambrozja i w żaden sposób nie uderza do głowy.

La Rioja to nie tylko kolebka języka, ale także miejsce, w którym skupia się iberyjski charakter – idealna mieszanka pracowitości z relaksem, do której moja polska natura nadal nie może się przyzwyczaić. Celebrowanie przedłużających się posiłków, którym obowiązkowo towarzyszą wino i kawa. Ogólne rozluźnienie i brak pośpiechu. To, że na wąskiej drodze prowadzącej przez miasteczko zatrzymują się obok siebie jadące w przeciwnych kierunkach samochody, by ich kierowcy mogli zamienić kilka niezobowiązujących zdań. Nikomu nie przeszkadza, że tamują ruch, klaksony służą tu tylko pozdrawianiu.

La Rioja jest też częścią tzw. Laponii Iberyjskiej, miejsca, gdzie dochodzi do powolnego obumierania miasteczek. W Cordovin mieszka na stałe nieco ponad setka ludzi, w tym kilkoro dzieci. Sporo jest opuszczonych budynków, a także takich bardziej okazałych, świadectw winiarskich fortun, których budowa z różnych względów nigdy nie została ukończona. Okazałego frontonu na wzgórzu pozazdrościłaby niejedna miejscowość w Kraju Basków, ale bawi się tam tylko rodzina portugalskich Romów, z których dwójka dzieci jest widocznie upośledzona. Puste huśtawki lekko kołyszą się na wietrze, w tle widać jesienny czerwony krajobraz. Krzaki winorośli są niskie, niepozorne, jak małe traktorki, które przewożą zbiory.

Read Full Post »