Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Listopad 2016

Jeszcze więcej

Ostatnie dni listopada w promocyjnej pogodzie. Słoneczne ciepłe dni. W sobotę wycieczka na wybrzeże. W Bakio odbywał się biskajski konkurs putxer, czyli potraw przygotowywanych w wielkich garnkach, z jakich raczyli się w dawnych czasach pracownicy kolei. Gdzie byłaś w dniu, w którym świat dowiedział się o śmierci Fidela Castro? W Bakio. Jadłam tortillę w towarzystwie czterech mężczyzn, patrząc na morze. Obok odbywał się biskajski konkurs putxer i śpiewano moje ulubione baskijskie piosenki. Potem 230 schodów do kapliczki San Juan de Gaztelugatxe. Pogoda piękna, wiatr od interioru. Każdy, kto dociera na miejsce, bije w kościelny dzwon. Całe popołudnie po morzu niesie się ten dźwięk. „To jest właśnie Kraj Basków, wybrzeże i góry, a nie jakiś tam Guggenheim” – mówimy gościowi z Burgos, gdy po ponownym przebyciu 230 schodów wspinamy się w stronę samochodu. Zmierzch dopada nas w Bermeo. Zapach portu rybackiego nocą przywodzi na myśl odległe zamorskie krainy.

Read Full Post »

Znowu Stany Zjednoczone przykuwają uwagę całego świata i jeszcze raz ten upadający kraj (czytaliście choćby George’a Packera) trzęsie się w posadach, grożąc, że pociągnie za sobą w otchłań nas wszystkich. Stąd może te spontanicznie wyrażane pomysły emigracji na księżyc czy Marsa, które przetoczyły się przez facebook na początku tygodnia. Nieustannie zadziwia mnie, że ludzie w swej masie są tak bezkrytyczni, ale w gruncie rzeczy nie wiem, dlaczego miałabym się spodziewać, że będzie inaczej. Mur na granicy z Meksykiem nie powstanie, bo chce tego Donald Trump, on jest już faktem. Tak jak faktem jest Guantanamo, wysyłanie broni w różne zakątki świata, popieranie różnych opcji, które chcą zaprowadzić swój porządek szerząc zniszczenie. A teraz wygrał Trump, i ludzie w swej masie powtarzają, że będzie wojna. Czy wojnę powoduje głośne i wyraźne mówienie tego, o czym do tej pory mówiło się cicho, w kuluarach, w zamkniętym gronie?

Powyborcze protesty stały się już normą. W Polsce powstał KOD, nowy rząd Rajoya też wyprowadził ludzi na ulicę, teraz to samo dzieje się po wyborze Trumpa. Jeśli dodać do tego postbrexitowy szok na Wyspach, to można się zastanowić, co zostało z przedstawicielstwa w demokracji przedstawicielskiej, w której tu na Zachodzie żyjemy. Wydawało nam się, że jeśli delegujemy podejmowanie decyzji w ręce wybranych przedstawicieli, którzy opierać się będą na decyzjach ekspertów, to świat będzie kręcił się gładko i zawsze do przodu. Tak bardzo skupiliśmy się na procedurach wybierania przedstawicieli i uwierzytelniania ekspertów, że straciliśmy z oczu tych, którzy naprawdę ich wybierają i uwierzytelniają. Zapatrzeni w cyferki PKB i wzrostu gospodarczego nie zwracaliśmy uwagi na ich problemy, troski i lęki. Więc nam wybrali innych przedstawicieli, a za tamtymi przyszli inni eksperci. A ci dawni przedstawiciele i eksperci, straciwszy nagle swą wiarygodność w oczach ludzi w swojej masie oraz władzę nadawaną im przez procedury, nagle tak mali się stali, tak żałośni. Chwieją się i szarpią, próbują ratować resztki dawnych snów o potędze i przewodzeniu. Rozpad i zniszczenie. To, co przyjdzie teraz, to, co się rodzi jako odpowiedź na ten cały kryzys polityczny i ekonomiczny, jest ciekawe. Ale i groźne. Czy dyplomaci zebrani na mocarstwowym kongresie berlińskim w 1878 roku sądzili, że dożyją totalnej wojny, która zmiecie porządek, w ramach którego się obracali? Symptomów im nie brakowało, ale czy w ogóle chciało im się je dostrzegać?

[Mam wrażenie, że po upadku bloku komunistycznego przestaliśmy czytać Orwella, a tak naprawdę dopiero teraz jego dystopia jest tak wyraźnie aktualna.]

Read Full Post »