Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Grudzień 2009

Przed przełomem

Doszłam do wniosku, że rok 2010 będzie moim rokiem. W końcu urodziłam się 20 października. Mam w sobie zaskakująco dużo optymizmu w związku z tą koincidencją. Magia liczb.

Szopka przy kościele pokamedulskim w Lasku Bielańskim odkrywa nieznaną dotąd tajemnicę. Małego Jezuska w żłóbku ogrzewały dwa spasione koty. Maryja i Józef z przejęciem świeżo upieczonych rodziców, pokorni pastuszkowie, wzniosłe anioły, mędrcy z darami i grzeczne bydlątka – wszyscy trzymają dystans do tego małego wcielonego sacrum. Tylko koty ładują się bez pardonu do kołyski i przepychają między sobą, nie zwracając uwagi na pobożną atmosferę. I dlatego pewnie nie zostały wymienione w Piśmie, a kolędy o nich milczą.

Read Full Post »

W przedświąteczny weekend lud pracujący ruszył na centra handlowe. Przynajmniej tak wynikało z doniesień sióstr i braci, my z G. udaliśmy się do lokalnego kina na popołudniowy seans „Domu złego”. Znudzona obsługa puściła film tylko dla naszej dwójki. Podobał mi się. Sprawnie zrobiony, dobrze zagrany, uderzający naturalnością rozgrywających się wydarzeń. Przedstawiający odarty ze złudzeń i ideologii obraz polskiej prowincji. Nie mogłam się zgodzić z usłyszanymi bądź przeczytanymi opiniami, że za dużo wódki, za dużo moralnej brzydoty, za dużo zbydlęcenia, że przesada i epatowanie. Być może nie same wydarzenia i nie wszystkie motywacje, ale ogólna atmosfera takiej prowincji jest mi znana od dziecka. I to mnie uderzyło, bo nie byłam dotąd aż tak bardzo świadoma jej natury. Co nie znaczy, że prowincja nie ma swoich zalet. Jest tu taka dziwna przytulność, bo wszystko jest mniejsze, bardziej swojskie, oczywiste. Takie wrażenie potęguje jeszcze wszechobecny śnieg głośno piszczący pod butami. A mój widok z okna na pobliski targ ma w sobie coś z Breughla. Mróz przenika przez szybę. Kot mruczy na kaloryferze. Światełka na balkonie naprzeciwko mrugają anemicznie, a samochody posuwają się ostrożnie po nieodśnieżonej ulicy. Choinki, karpie, olej rzepakowy, jajka, orzechy i miód. Spokój i czytanie „Hobbita”. A gdyby nie było aż tak zimno, może nawet spacer po uśpionych polach. Po filmie i podróży przez kawał kraju mam wrażenie, że na śniegu wszystko widać wyraźniej. Także w metafizycznym sensie. I dlatego białe święta mają przewagę nad szarymi…

Ogłoszenia:
1. Znalazłam w skrzynce spamowej kilka kometarzy, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Nie rozumiem, dlaczego zostały tam przeniesione, bo niektóre są od tych, którzy już tutaj komentowali. Przywróciłam je i będę teraz pilnować, żeby nic nie zalegało wśród spamu niepotrzebnie. Zainteresowanych bardzo przepraszam za niedopatrzenie:)

2. Poszukuję dobrego przepisu na sałatkę z wędzonego łososia. Do wieczora przed wigilią. Będę bardzo wdzięczna za jakiekolwiek sugestie:)

Read Full Post »

Wczorajszy masaż dał mi sporą dawkę pozytywnej i nienachalnej energii. Skończyło się czytaniem w nocy ksiązki filozoficznej po niemiecku. Czułam jak otwiera się mój umysł i chlonie, chłonie, chłonie. Chcę znowu zagłębić się w świat kantowskich pojęć. Po raz kolejny uświadamiać sobie różnicę między Verstand a Vernunft. Przeczytanie „Krytyki Czystego Rozumu” było chyba największym przeżyciem poznawczym podczas całych moich studiów filozoficznych. A przynajmniej, czułam wtedy, że coś faktycznie poznaję.

A potem leżałam długo w nocy, kompletnie się nie przejmując upływającymi godzinami. A każdy mój mięsien i każda najdrobniejsza cząsteczka były na swoim miejscu. Harmonia. W głowie przyjemne pączkowanie myśli, z tego rodzaju, jakiego nie doświadczałam od lat.

A teraz śnieg wiruje za oknem, topniejąc desperacko na dachach i chodnikach. Zima przyszła w samą porę. Ma szansę nadać odpowiedni koloryt końcowi tego przedłużającego się roku.

Read Full Post »

13 grudnia

Mój pierwszy masaż hawajski lomi-lomi. Poznałam na własnej skórze znaczenie wyrażenia „czuć się jak nowonarodzona”. Masowana po głowie i karku miałam wrażenie, że jestem noworodkiem wychodzącym na świat, gdzie nie ma jeszcze swoich nawyków, tików nerwowych, wyuczonych gestów i nabytych zwyrodnień poszczególnych części ciała. To wrażenie pogłębiło się podczas końcowej części masażu, gdy rozciągano mi całe ciało. Przez moment naprawdę myślałam, że pierwszy krok dopiero przede mną. 

A na zewnątrz waleczny świat. Jakieś stowarzyszenie zorganizowało insenizację pałowania przez ZOMO demonstracji. Kilka tygodni temu dostałam maila, że poszukują chętnych do odegrania pałowanych demonstrantów. Nie poszukiwali chętnych na zomowców. Więc nie o inscenizację tutaj chodziło, ale o podarowanie namiastki pewnej wspólnoty. Wspólnoty pamięci. Nikt przecież nie chciał być Niemcem w tuż powojennych zabawach w wojnę. Ciekawe, kto się poświęcił w dzisiejszej zabawie-niezabawie i pałował ludzi, którymi sam chciałby być?

Read Full Post »