Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Grudzień 2010

W autobusie kanar macha ręką na starszego mężczyznę, który mozolnie wyciąga dokumenty zza pazuchy. Jakby chciał mu powiedzieć, że z niego już nic nie będzie, nawet biletu nie ma co mu sprawdzać. Pustawy pojazd trzęsie na pokrytych staromodnym brukiem jezdniach.

„Ciociu, a ty nie umiesz piec pierniczków, prawda?” – bardziej stwierdza niż pyta 3-i-pół-letnia Emilka, częstując mnie ciastkiem zdobionym m&m’sami.

Wigilijny wędrowiec waży 30 dkg i ma białe skarpetki. Najadł się do syta, dostał antybiotyk i własny kocyk. Został na zawsze.

Read Full Post »

Kilka słonecznych godzin na tydzień. Mróz trzyma. Karmiłam kaczki na Stawach Kellera, a one tłoczyły się dziko przy brzegu niczym tłum na koncercie rockowym. Falowały w rytm mojego rozrzucania apetycznej, miękkiej bułki. Ja, Ingrid, Master of Ceremony, bogini rozdzielająca pokarm swoim kwaczącym wyznawcom. Nie udało mi się go cudownie rozmnożyć. Poszłam do sklepu.

Tęsknię za wiosną. Naprawdę. Nie umiem opanować atmosfery swojego mieszkania. Słaba wentylacja, jak to w tych dziwnych nowoczesnych budynkach z hiperszczelnymi oknami. Lekko odkręcony kaloryfer nagrzewa się tak mocno, że aż parzy przy dotknięciu. Musiałoby być chyba z 50 stopni mrozu i silny wiatr z Zachodu, żebym miała potrzebę odkręcenia go na full. Taki bajer.

Podróże ubłoconymi autobusami. Przez szyby nie widać świata, trzeba zdać się na wyświetlacze z nazwami przystanków. Kiedy już nauczyłam się opatulać tak, że zimno nie dociera do ani jednego kawałka mojego ciała, spostrzegłam, że nie da się w takim kokonie wytrzymać w komunikacji miejskiej ani w sklepach.

Codziennie nie mam ochoty nigdzie wychodzić i codziennie coś gna mnie w miasto. Wracam wymęczona mrozem, wnosząc do mieszkania kilogramy piasku na butach.

Przedświątecznie mam nieustanną ochotę na pierogi i bigos. Nawet jest takie stoisko na staromiejskim jarmarku bożonarodzeniowym – BIGOS I PIEROGI.

Znowu dużo czytam. Chcę czytać teraz więcej literatury pięknej. Mam piękne plany na nowy rok pod tym względem.

Read Full Post »

Przyszła zima i przykryła to wszystko łaskawie. Przynajmniej w taki sposób została zaspokojona moja silna potrzeba odmiany. Ćwiczę się w utrzymywaniu na powierzchni. Nawet poszłam na basen w tym celu. Jesień była dobra pod względem nabywania nowych książek. Były moje urodziny, były moje imieniny i ci, którym na mnie zależy zapewnili mi nowości na tyle, że kolejnej osobie gotowej wydawać na mnie pieniądze w księgarni powiedziałam, że wolę sweter. Bo zima. Książki o Czechach. Mariusz Szczygieł wykazuje, że dwa sąsiedzkie narody mogą myśleć w kompletnie różnych kategoriach. Porozumienie jest utrudnione, a gdzie nie ma porozumienia jest niechęć i pogarda. Trzymam głowę w oknie w pożółkłej popołudniowej poświacie. Kiedyś wymodliłam komuś poprawę losu, a potem straciłam umiejętność modlenia się i nie mogę zrobić tego samego dla siebie. Pozostaję na łasce świata. Wieczorami czytam Świetlickiego.

ale
choroba pozostaje,
gdzieś jest,
plamka mroku, co się wymyka,
lecz gdzieś jest, przyczajona, lecz gdzieś jest, w języku,
niby jasności śnią się, ale cień jest, cień jest
i we śnie, gdzieś jest;

bo
pozostaje, bo
gdzieś jest, bo musi być, śnieg spadł, nie jest jak śnieg,
nie jest jaśniej, gdzieś jest
przyczyna;

teraz będziemy gadać, zagadywać to,
teraz będziemy oddawać się różnym
zajęciom we władanie, teraz się będziemy
poruszać szybko, jeździć tramwajami
do
upadłego.

Read Full Post »