Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Czerwiec 2016

Wyjeżdżałam z Amorebiety w lekkim deszczu. Wszystkie moje rzeczy spakowałam do mercedesa, z podjazdu pomachałam do współuczniów. Zostawiłam pożyczone przed miesiącami książki na swoich miejscach. Wrócę tu tylko na jedną noc, z małą walizką, w drodze z Donostii, na pożegnalną imprezę w świętojańską noc, na ostatni dzień szkoły, nie wiem tylko, czy będą nam rozdawać świadectwa. I lepiej wyjeżdżać tak nieostatecznie, a jednak pożegnać się, zabrać każde pudełeczko kremu, każdą parę majtek, wyrzucić gazety i foldery, a zostawić sobie klucz i nietkniętą zmianę pościeli na łóżku – nie spałam w tamtym pokoju od blisko dwóch tygodni. I jeszcze będziemy się spotykać z tymi, z którymi chcemy, w ostatnim tygodniu czerwca, już na zewnątrz, w „normalnych okolicznościach”, i pozostaje tylko odrobina żalu, pomieszana z ulgą. Ryjek powiedziała, zwiedzając pobieżnie szkołę, że życie tu ma w sobie coś strasznego, coś nienaturalnego. Pięć miesięcy i tydzień spałam nad klasami, żyłam życiem wspólnotowym, krążyłam między tymi samymi barami, natykając się ciągle na znajome twarze, posiłki jadłam z dziesiątkami współuczniów w nieustannym szumie. Gdy przyjechała Ryjek i chciałam podzielić się z nią tym światem, który na ten czas stał się całym moim życiem, nie udało mi się to. Po kilku dniach pobytu nie można tak się wzruszyć pijackim śpiewaniem euskaldunskich pieśni, nie można zrozumieć fenomenu baru Propi czy radości z porannego patrzenia na zielone wzgórza upstrzone owcami. Nie można zrozumieć tej intensywności wrażeń i międzyludzkich relacji, bo to ja to wszystko przeżywałam. To ja słuchałam niesamowitych dowcipów Er., to mnie w dniu ogromnego kryzysu G. zawiózł na plażę i tulił płaczącą histerycznie na wielkich kamieniach. To mnie R. zaprosiła na wspólny wypad na mecz, a E. zostawiła na weekend mieszkanie nad morzem. To ja wygrałam tyle pingpongowych meczów, że zyskałam sobie dumne miano mistrzyni. To ja unikałam spotkań z L. i dość intymnych propozycji I., a także wysłuchiwałam nużących opowieści M. To ja zaraziłam poezją Świetlickiego nastolatkę z Donostii i ściskałam się z Wendy Guerrą w kojącej atmosferze Alhondiki. To ja obejrzałam tyle meczów w dobrym towarzystwie i odbyłam tyle interesujących rozmów, a także przeżyłam tyle miłosnych uniesień. Dużo się śmiałam i sporo też płakałam. Odwiedziłam liczne plaże i spacerowałam po klifach. Nikt mi tego nie odbierze, z nikim się tym nie podzielę. Teraz nastąpi etap przetwarzania tych doświadczeń, wyciągania wniosków, literackiego wykorzystania, odsypiania i układania. Może wreszcie zacznę też czytać książki.

Read Full Post »

Przejścia graniczne zostały zastąpione przez bramki autostrad. To, że jesteśmy już we Francji rozpoznajemy po napisach. Iparralde, francuski Kraj Basków, miejsce schronienia dla członków ETA, szerokie plaże Atlantyku. Sobotnia noc w Bajonnie, gdzie spotykamy się z naszą młodą francuską koleżanką, która w maju chodziła z nami na zajęcia z baskijskiego. Zabiera nas do euskaldunskich knajp, gdzie pijemy martini i wódkę Sobieski, za którą płacimy jak za zboże.

Wcześniej zjedliśmy obiad w Biarritz. Na skalistym wybrzeżu z pięknymi widokami wyciągnęliśmy przygotowane jedzenie z naszej turystycznej lodówki i rozkoszowaliśmy się słońcem, sobotą, towarzystwem. Trójka przyjaciół, dwoje kochanków, każde z nas z innego kraju, z innym usposobieniem, a tyle mamy ze sobą wspólnego. Potem narodziłam się na nowo. Krótka kąpiel w oceanie, krótka walka z falami, którym się w końcu dałam rzucić na skały. Zdarłam opuszki palców, kurczowo się ich czepiając, nabyłam parę siniaków i zadrapań, ale wyszłam o własnych siłach i gdy otarłam krew i podziękowałam chłopakom, którzy pospieszyli mi na ratunek, stwierdziłam, że minęła mi depresja, z którą walczyłam w ostatnich dniach. Ta przygoda była trafną metaforą tego, co mnie spotyka. Nie ma sensu tracić sił na walkę z okolicznościami zewnętrznymi. One są jak fale – nieokiełznane, nieuporządkowane, pchają i ciągną, gdzie chcą. Można je jednak wykorzystać, poddać się biegowi wydarzeń, by osiągnąć swój cel.

W niedzielę była piękna plaża i pięć godzin terapeutycznych rozmów. Wróciliśmy, by stawić czoła problemom. Wróciliśmy spokojni, zadowoleni i każde z nas zajęło się porządkowaniem własnych spraw. Już nie trzymam się kurczowo swoich rozczarowań, lęków i wątpliwości, czekam spokojnie na ciąg dalszy tej baskijskiej przygody. Jest piękna, dobra i bardzo ważna.

Read Full Post »