Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 19 lutego, 2021

Klocki Lego

Wrócił klub czytelniczy, ale druga sesja została niespodziewanie odwołana z niewyjaśnionych uczestniczkom przyczyn. Pierwsze spotkanie było trochę dziwne. Zamiast w tradycyjnym kręgu, siedziałyśmy jak w tramwaju, a nawet w trzech równoległych tramwajach, tyle że w przepisowej odległości 1,5 metra od siebie. Prowadząca zasiadła zaś za pulpitem i nie udawało jej się rozwiązać problemu okularów – po chwili patrzenia przez nie na dalsze rzędy, przestawała widzieć cokolwiek z powodu odmaseczkowego parowania. Gdy je zdejmowała widziała tylko pierwsze trzy osoby. Ale nikomu z nas nie było łatwo, co odczuwało się też w dość skąpej dyskusji.

Problematyka pisania i czytania w czasie pandemii. W gruncie rzeczy, ile można czytać, czasami trzeba przeżyć też coś innego, coś własnego – podróż, spotkanie z ogromną grupą przyjaciół, szaloną noc w knajpach, spontaniczny spacer o północy, gdy zaczyna się wiosna i wieje wiatr z południa. Pandemia odarła nas ze wszystkich tych rzeczy oraz ze spontaniczności. Zanim zrobisz coś niecodziennego, musisz sprawdzić, czy jest to w ogóle dozwolone i pod jakimi warunkami. Stoisz sztywno w tym zdystansowanym kręgu, oddychasz ciężko i z poczuciem winy, że maseczkę nosisz już drugi dzień, patrzysz na zegarek, czy wyrobisz się ze wszystkim przed godziną policyjną. I co JEŚLI NIE? (600 euro kary).

Trudno jest pisać. Słowa są jakieś takie gumiaste, nie układają się. Jak klocki Lego, którym brakuje połowy elementów. Może rok w ciągłej gotowości, czujności i skupieniu powoduje, że kreatywność spada? Jak dziwić się światu, gdy wszystko jest dziwne? Jak podziwiać drobne wykwity codzienności, gdy przytłacza nas ona swoją masą? A idee tylko bolą ostatnio, trwa nieustanna walka o prawa kobiet (w Polsce), demokrację (w USA i nie tylko), wolność (W Hiszpanii), życie wreszcie (wszędzie). Czuję się wezwana do składania świadectwa, ale tak naprawdę nie wiem, o czym miałabym świadczyć. A w ogólnym rozrachunku tworzysz coś, budujesz, zakładasz rodzinę, piszesz, bo liczysz, że coś po tobie zostanie.

Ale potem nadchodzi iberyjska wiosna. Można iść w słońcu i wzdłuż morza, bo pozwolono odwiedzać sąsiednie miasteczka w celach socjoekonomicznych (cokolwiek to znaczy, dla mnie spacer z przyjaciółką do Starego Portu w Algorcie). Ponad linią maseczki wyskoczyły mi pierwsze tegoroczne piegi. Zwołuję zlot czarownic – reaktywacja po pięciu latach – i znowu chce mi się pisać do wydawców w sprawie świetnych autorek i autorów, także tych tworzących w języku, w którym często powtarza się literka x i dlatego tekst w nim wygląda jak mapa wyspy skarbów (licencja Elizabeth Macklin). Zapisuję się na jakieś egzaminy i cierpliwie przerzucam ćwiczenia. No i są jeszcze mecze – już dawno futbol nie dawał mi tyle radości. Za mną przedostatni odcinek niezbyt mądrego, ale okropnie wciągającego serialu, co za ulga. Zostałam też właścicielką mojego pierwszego na obczyźnie regału Billy.

Read Full Post »