Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 25 marca, 2020

11 dni po rozpoczęciu kwarantanny widać już, że wychodzimy z etapu romantycznego. Od oglądania oper, sprzątania dawno zapomnianych zakamarków mieszkań, spotkań przy winie za pośrednictwem skype’a, przesyłania śmiesznych filmików i konspiracyjnych spotkań w kolejce do supermarketu przechodzimy do etapu znużenia i zniechęcenia, podlanego niepewnością i lękiem o przyszłość.

Praca i szkoła weszły do domu i wydaje się, że nieźle się zadomowiły. System edukacji publicznej na siłę podtrzymuje fikcję pt. dokończymy ten rok szkolny nieludzkim wysiłkiem swoich żołnierzy – uczniów, rodziców i nauczycieli. Poprowadziłam jedną lekcję przez Zooma i zmęczyłam się tym bardziej niż podwójną lekcją na żywo. Mam już pracę, którą wykonuję w domu, i z niechęcią przyjęłam wtargnięcie tu tej drugiej. Moje nauczanie wynika z potrzeby wychodzenia i przebywania z ludźmi. Podczas zajęć nakręcam się, gestykuluję, nawiązuję kontakt wzrokowy. Mam taką zgraną grupę dziesięciolatków – nasze lekcje to prawdziwa symfonia, w której jestem dyrygentką, krążącą po sali, wskazującą fragmenty partytury, dającą przestrzeń nieśmiałemu, cichemu instrumentowi lub ucinającą zbyt głośne solo innego. Oczywiście są też młodociane orkiestry, w których głównie latają nuty, a ja mogę najwyżej stukać batutą w pulpit, albo takie, w których solista czuje się ważniejszy od dyrygenta, a wiolonczele przez całą próbę kakafonicznie kłócą się z kontrabasami. Jednak nawet tam uda się czasami zagrać jakiś fragment w miarę poprawnie i z polotem albo zgodnie wysłuchać dobrej solówki. Zaczyna mi trochę tego brakować. Zwłaszcza że w tym roku wreszcie przystosowałam się, pozbyłam kompleksów i naprawdę polubiłam nauczanie.

Nie jest łatwo skupić się na pracy, gdy brakuje odskoczni w postaci spaceru nad rzeką, wina ze znajomymi, comiesięcznych baskijskich śpiewów na starówce, futbolu. Gdy całe życie toczy się między sypialnią, balkonem i gabinetem, z małym przystankiem w kuchni czy łazience. Paradoksalnie w tej izolacji pozbawiliśmy się możliwości odizolowania się od problemów, jakimi dociska nas świat zewnętrzny. Nie pojadę z kindlem na plażę, nie przebiegnę się dla uspokojenia myśli po lesie, nie siądę nad kawą i ciastkiem w kawiarni z widokiem na tramwaj. Co najgorsze, nie przytulę się do nikogo, żeby uspokoić nerwowe bicie serca.

Nadal wychodzimy na balkony o 20, żeby oklaskami podziękować tym, którzy walczą z koronawirusem na pierwszej linii. Mam wrażenie, że oklaski są dłuższe, choć mniej frenetyczne. Lokalna policja zmieniła komunikat o zakazie wychodzenia z domu na hymn naszego miasteczka, kojarzący się z fiestami, beztroską zabawą. Wszystko, żeby podnieść na duchu. Od kilku dni mój sąsiad z naprzeciwka majstruje coś na drabinie przy oknach – podejrzewam, że cierpliwie odmalowuje żaluzje od wewnątrz, deseczka za deseczką. Każdy ma swoje metody na radzenie sobie z zamknięciem.

Read Full Post »