Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 8 października, 2018

Weekendowa wycieczka do La Riojy. Między zarośniętymi winoroślą polami o czerwonej ziemi średniowieczne budynki z jasnego kamienia. Królestwo Najery – stąd wyszli późniejsi królowie Nawarry, Kastylii i Aragonii. W San Millan de Congolla zwiedzamy niegdysiejszy klasztor benedyktynów (obecnie mieszka w nim resztka augustianów-misjonarzy, resztę wielkiego budynku zajął imponujący hotel). Tam właśnie w księdze zwanej Glossas Emilianienses odkryto pierwsze zabytki piśmiennictwa kastylijskiego i baskijskiego. Wprawdzie niektórzy naukowcy odebrali ostatnio palmę pierwszeństwa tym kastylijskim zapiskom na marginesie, inni nie do końca zgadzają się z tym, czy mamy do czynienia ze starokastylijskim, jednak w klasztorze powstało prestiżowe Centro de la Lengua, gdzie na sympozjach zbierają się lingwiści i historycy, by nad tymi sprawami debatować. Atmosfera na pewno temu sprzyja, bo mury są stare (obecny budynek datowany jest na XVII wiek), biblioteka bogata, a spokojna okolica dodatkowo obfituje w dobre wino. Czego chcieć więcej od życia?

La Rioja Alta to miejsce, w którym przeplatają się wpływy kastylijskie i baskijskie – jak to widać na przykładzie tych różnojęzycznych glos. Gdy w sobotę spacerowałam między winnicami, jak szalona robiąc zdjęcia winnym gronom w ostatnim momencie przed zbiorami, wiał silny i bardzo ciepły wiatr z południa. Następnego dnia napłynęły mokre chmury z północy, przynosząc chłód atlantyckiego cyklonu. Ta różnorodność musi wpływać na tutejsze wino, z którym ponoć nie mogą się równać inne na półwyspie. Coś w tym jest, szczególnie zasmakowałam w lekkim clarete, które smakuje jak ambrozja i w żaden sposób nie uderza do głowy.

La Rioja to nie tylko kolebka języka, ale także miejsce, w którym skupia się iberyjski charakter – idealna mieszanka pracowitości z relaksem, do której moja polska natura nadal nie może się przyzwyczaić. Celebrowanie przedłużających się posiłków, którym obowiązkowo towarzyszą wino i kawa. Ogólne rozluźnienie i brak pośpiechu. To, że na wąskiej drodze prowadzącej przez miasteczko zatrzymują się obok siebie jadące w przeciwnych kierunkach samochody, by ich kierowcy mogli zamienić kilka niezobowiązujących zdań. Nikomu nie przeszkadza, że tamują ruch, klaksony służą tu tylko pozdrawianiu.

La Rioja jest też częścią tzw. Laponii Iberyjskiej, miejsca, gdzie dochodzi do powolnego obumierania miasteczek. W Cordovin mieszka na stałe nieco ponad setka ludzi, w tym kilkoro dzieci. Sporo jest opuszczonych budynków, a także takich bardziej okazałych, świadectw winiarskich fortun, których budowa z różnych względów nigdy nie została ukończona. Okazałego frontonu na wzgórzu pozazdrościłaby niejedna miejscowość w Kraju Basków, ale bawi się tam tylko rodzina portugalskich Romów, z których dwójka dzieci jest widocznie upośledzona. Puste huśtawki lekko kołyszą się na wietrze, w tle widać jesienny czerwony krajobraz. Krzaki winorośli są niskie, niepozorne, jak małe traktorki, które przewożą zbiory.

Read Full Post »