Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 20 kwietnia, 2017

W niedzielę wielkanocną jechałam na plażę w Muskiz i uderzyła mnie zieleń, jaka opanowała mijaną dolinę. Wiosna w pełni, słońce wysoko – opalałam twarz, ale nic więcej, bo arktyczny wiatr z północnego wschodu sprawił, że nie można było odkryć ani kawałka ciała. Z powodu remontu parkingu i przyplażowych ścieżek i mostków przekierowano trasę Camino de Santiago właśnie na plażę. Po dwóch godzinach czytania przeszłam więc jej całą szerokość, oto Camino na miarę moich możliwości.

Coraz częściej spotykam na ulicach pielgrzymów. Plecaki, trekkingowe kijki, miękkie jasne kapelusze – nie sposób ich pomylić. Trafiłam nawet na psa pielgrzyma. Niewielki czarno-jasnobrązowy kundel w typie Misia, psa mojego dzieciństwa, prowadzony na szelkowej smyczy przez około trzydziestoletnią dziewczynę. Ona w pełnym rynsztunku pielgrzyma, a pies z ochraniaczami na łapkach, które zapobiegać chyba mają ocieraniu poduszek i pazurów. Ciekawe, ile kilometrów dziennie robi ta para. Czy naprawdę chcą dotrzeć do Santiago de Compostela? Czy schroniska dla pielgrzymów przyjmą psa? Poczułam do nich sympatię, może dlatego, że przypomniał mi się właśnie Misio, którego babcia dostała od jakiejś sąsiadki czy kuzynki zaraz po tym jak owdowiała. „Żebyś tak sama nie siedziała” powiedziała jej tamta, a Misio okazał się psem nad wyraz inteligentnym, samodzielnym i opiekuńczym. Mój pierwszy zwierzęcy towarzysz. Gdy mama i babcia szły w pole, stawiały wózek ze śpiącym niemowlęciem gdzieś w cieniu nieopodal, pod opieką Misia. Nie tylko nie pozwalał się zbliżyć osobom postronnym, ale alarmował gdy się budziłam, kwękałam lub gwałtownie poruszałam przez sen. Uwielbiał wycieczki do lasu, biegł wtedy za lub przed małym traktorkiem, który ciągnął wózek z pasażerami. Gdy Misio się zestarzał, zrobił się nagle agresywny, rzucał się na drób i inne psy, trzeba było w końcu pozbawić go swobody ruchów. Charakterystyczne terkotanie silnika traktorka wywoływało w nim wtedy prawdziwy szał, znowu chciał do lasu, na wycieczkę, poganiać za kuropatwami, przepłoszyć sarny, ale już go nie zabieraliśmy. To były smutne chwile, nie tylko pozbawione widoku rozradowanego psiaka biegnącego w polnym kurzu, ale przepełnione w dodatku tym przejmującym wyciem, które zostawialiśmy za sobą. Misio przeżył 14 lat, jak wszystkie nasze najukochańsze psy. Mam kilka zdjęć z nim, są to moje ulubione fotografie z dzieciństwa.

Read Full Post »