Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 12 listopada, 2016

Znowu Stany Zjednoczone przykuwają uwagę całego świata i jeszcze raz ten upadający kraj (czytaliście choćby George’a Packera) trzęsie się w posadach, grożąc, że pociągnie za sobą w otchłań nas wszystkich. Stąd może te spontanicznie wyrażane pomysły emigracji na księżyc czy Marsa, które przetoczyły się przez facebook na początku tygodnia. Nieustannie zadziwia mnie, że ludzie w swej masie są tak bezkrytyczni, ale w gruncie rzeczy nie wiem, dlaczego miałabym się spodziewać, że będzie inaczej. Mur na granicy z Meksykiem nie powstanie, bo chce tego Donald Trump, on jest już faktem. Tak jak faktem jest Guantanamo, wysyłanie broni w różne zakątki świata, popieranie różnych opcji, które chcą zaprowadzić swój porządek szerząc zniszczenie. A teraz wygrał Trump, i ludzie w swej masie powtarzają, że będzie wojna. Czy wojnę powoduje głośne i wyraźne mówienie tego, o czym do tej pory mówiło się cicho, w kuluarach, w zamkniętym gronie?

Powyborcze protesty stały się już normą. W Polsce powstał KOD, nowy rząd Rajoya też wyprowadził ludzi na ulicę, teraz to samo dzieje się po wyborze Trumpa. Jeśli dodać do tego postbrexitowy szok na Wyspach, to można się zastanowić, co zostało z przedstawicielstwa w demokracji przedstawicielskiej, w której tu na Zachodzie żyjemy. Wydawało nam się, że jeśli delegujemy podejmowanie decyzji w ręce wybranych przedstawicieli, którzy opierać się będą na decyzjach ekspertów, to świat będzie kręcił się gładko i zawsze do przodu. Tak bardzo skupiliśmy się na procedurach wybierania przedstawicieli i uwierzytelniania ekspertów, że straciliśmy z oczu tych, którzy naprawdę ich wybierają i uwierzytelniają. Zapatrzeni w cyferki PKB i wzrostu gospodarczego nie zwracaliśmy uwagi na ich problemy, troski i lęki. Więc nam wybrali innych przedstawicieli, a za tamtymi przyszli inni eksperci. A ci dawni przedstawiciele i eksperci, straciwszy nagle swą wiarygodność w oczach ludzi w swojej masie oraz władzę nadawaną im przez procedury, nagle tak mali się stali, tak żałośni. Chwieją się i szarpią, próbują ratować resztki dawnych snów o potędze i przewodzeniu. Rozpad i zniszczenie. To, co przyjdzie teraz, to, co się rodzi jako odpowiedź na ten cały kryzys polityczny i ekonomiczny, jest ciekawe. Ale i groźne. Czy dyplomaci zebrani na mocarstwowym kongresie berlińskim w 1878 roku sądzili, że dożyją totalnej wojny, która zmiecie porządek, w ramach którego się obracali? Symptomów im nie brakowało, ale czy w ogóle chciało im się je dostrzegać?

[Mam wrażenie, że po upadku bloku komunistycznego przestaliśmy czytać Orwella, a tak naprawdę dopiero teraz jego dystopia jest tak wyraźnie aktualna.]

Read Full Post »