Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 27 sierpnia, 2016

Plaża nad Wannsee (wstęp 5,5 euro) jak kurort  z czasów Reichu. Sama nie wiem, którego. Dawno nie chodziłam po tak mulistym dnie, przez chwilę żałowałam nawet, że nie mam moich butów do pływania.

Mnóstwo przejażdżek U-bahnem i S-bahnem, liczne trasy, zaskakujące przesiadki. Wagoniki z Bramą Brandenburską na oknach. W środku cały przekrój berlińskiego społeczeństwa – od tańczącego transwestyty o długich rudych włosach, po rosyjskich pijaczków, amerykańskich ekspatów, blond dziewczęta z rowerami, ciemnych chłopców z seksownymi brodami do ogorzałych emerytek z wózeczkami na kółkach pełnymi zakupów.

Dzień pierwszy: oswajanie miasta, spacer po Unter der Linden, selfie pod Bramą, zamieszkałyśmy w dzielnicy tureckiej i poczułam nagły atak obcości.

Dzień drugi: moderna, Gropius, berliński Żoliborz w różnych odsłonach, króliki na trawnikach między blokami, spacer przez lotnisko Tempelhof, tam także obowiązkowa currywurst, oddychanie miastem i to odwieczne szukanie własnego miejsca do życia, jak to w miastach, które nie są twoje, a w sumie mogłyby być.

Dzień trzeci: mur, holenderski przewodnik po podziemnych trasach, stacje widma, schrony przeciwbombowe, ucieczki w tunelach, zapamiętałam, że ikoniczny żołnierz NRD skaczący przez zasieki na stronę zachodnią do końca życia cierpiał na depresję i manię prześladowczą (Stasi mnie ściga).

Dzień czwarty: Ogród Botaniczny i plaża, upał i niemożność zaspokojenia pragnienia, zachód słońca nad rozlewiskami Haweli, myślę, że pora przenieść się do pierwszego świata.

Dzień piąty: znowu klasyka: Potsdamer Platz, Checkpoint Charlie, okolice dworca Zoo, zdjęcie pod Bundestagiem, Zum Deutschen Volke, zdjęcie pod pomnikiem Holokaustu, gdzie ochrona nie pozwala wchodzić na kamienne bloki (ale usiąść można).

I mimo tych wszystkich knajpek i najbardziej egzotycznych kuchni jakoś tak w porównaniu z Krajem Basków biednie i sztampowo. Widziałam wegetariański kebab. Nie wchodziłam.

Read Full Post »