Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 18 czerwca, 2016

Wyjeżdżałam z Amorebiety w lekkim deszczu. Wszystkie moje rzeczy spakowałam do mercedesa, z podjazdu pomachałam do współuczniów. Zostawiłam pożyczone przed miesiącami książki na swoich miejscach. Wrócę tu tylko na jedną noc, z małą walizką, w drodze z Donostii, na pożegnalną imprezę w świętojańską noc, na ostatni dzień szkoły, nie wiem tylko, czy będą nam rozdawać świadectwa. I lepiej wyjeżdżać tak nieostatecznie, a jednak pożegnać się, zabrać każde pudełeczko kremu, każdą parę majtek, wyrzucić gazety i foldery, a zostawić sobie klucz i nietkniętą zmianę pościeli na łóżku – nie spałam w tamtym pokoju od blisko dwóch tygodni. I jeszcze będziemy się spotykać z tymi, z którymi chcemy, w ostatnim tygodniu czerwca, już na zewnątrz, w „normalnych okolicznościach”, i pozostaje tylko odrobina żalu, pomieszana z ulgą. Ryjek powiedziała, zwiedzając pobieżnie szkołę, że życie tu ma w sobie coś strasznego, coś nienaturalnego. Pięć miesięcy i tydzień spałam nad klasami, żyłam życiem wspólnotowym, krążyłam między tymi samymi barami, natykając się ciągle na znajome twarze, posiłki jadłam z dziesiątkami współuczniów w nieustannym szumie. Gdy przyjechała Ryjek i chciałam podzielić się z nią tym światem, który na ten czas stał się całym moim życiem, nie udało mi się to. Po kilku dniach pobytu nie można tak się wzruszyć pijackim śpiewaniem euskaldunskich pieśni, nie można zrozumieć fenomenu baru Propi czy radości z porannego patrzenia na zielone wzgórza upstrzone owcami. Nie można zrozumieć tej intensywności wrażeń i międzyludzkich relacji, bo to ja to wszystko przeżywałam. To ja słuchałam niesamowitych dowcipów Er., to mnie w dniu ogromnego kryzysu G. zawiózł na plażę i tulił płaczącą histerycznie na wielkich kamieniach. To mnie R. zaprosiła na wspólny wypad na mecz, a E. zostawiła na weekend mieszkanie nad morzem. To ja wygrałam tyle pingpongowych meczów, że zyskałam sobie dumne miano mistrzyni. To ja unikałam spotkań z L. i dość intymnych propozycji I., a także wysłuchiwałam nużących opowieści M. To ja zaraziłam poezją Świetlickiego nastolatkę z Donostii i ściskałam się z Wendy Guerrą w kojącej atmosferze Alhondiki. To ja obejrzałam tyle meczów w dobrym towarzystwie i odbyłam tyle interesujących rozmów, a także przeżyłam tyle miłosnych uniesień. Dużo się śmiałam i sporo też płakałam. Odwiedziłam liczne plaże i spacerowałam po klifach. Nikt mi tego nie odbierze, z nikim się tym nie podzielę. Teraz nastąpi etap przetwarzania tych doświadczeń, wyciągania wniosków, literackiego wykorzystania, odsypiania i układania. Może wreszcie zacznę też czytać książki.

Read Full Post »