Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 1 lutego, 2016

Kolejny poniedziałkowy wschód słońca w Amorebiecie. Wychodzę z weekendowego mieszkania, wciskam słuchawki w uszy i ruszam w stronę szkoły. Mijam kolejkę do autobusu do Bilbao – dużo mieszkańców miasteczka tam pracuje. Po drugiej stronie ulicy zatrzymuje się właśnie autobus z Bilbao, ale nie wychodzi z niego nikt ze współuczniów. Jeszcze za wcześnie. Vladimir znowu musi otworzyć mi drzwi prowadzące na nasz korytarz. Znowu narzeka przy tym na tego, kto je w piątek bez potrzeby zamyka. A więc już rutyna i powtarzalność.

Cztery tygodnie temu też był poniedziałek, moja wielka walizka stała w przedpokoju mieszkania przyjaciółki, a ja przez cały mroźny dzień biegałam po Warszawie, od sklepu do sklepu, od spotkania na spotkanie. Wszystko wydawało się takie zwyczajne, choć trochę pospieszne i nie czułam wtedy za bardzo, że to ostatni dzień tamtego życia. A potem były starty i lądowania, ogromna różnica temperatur i nagle znalazłam się sama w obcym mieście i od razu poczułam, że chciałabym, żeby to było moje miasto.

W niedzielny poranek opowiadamy sobie w kuchni sny. Śmieję się, że śniło mi się, że mówię po baskijsku, w dodatku używając słów, których przecież nie znam. „Ty chyba w poprzednim życiu byłaś Baskijką” – mówi Barbara, ale ja wiem, że to tylko moja nadzwyczaj rozwinięta ostatnio zdolność do adaptacji. Rozpływam się w otoczeniu, nabieram cech, o które nigdy się nie podejrzewałam, przyswajam sobie nie tylko język, ale także sposób rozumowania. I w mojej głowie Kraj Basków także urasta do rangi oddzielnego od Hiszpanii bytu. „A teraz planuję wycieczkę za granicę” mówię koledze. „Czyli do Francji?” – pyta. „Nie, do Asturii”.

W weekend dużo pracowałam, jeszcze więcej spałam. Wróciły wyraziste sny i od razu zaczęły się materializować. Zadałam więc pytanie, otwarta na to, co przyniesie mi własna intuicja, ale pamiętam tylko, jak wchodzę w miejsce, gdzie miałam znaleźć odpowiedź. Reszta się urywa.

Read Full Post »