Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 14 listopada, 2015

Gdy w piątek trzynastego wyszłam z metra, zdziwiłam się, bo na patelni sprzedawano biało-czerwone szaliki z napisem Polska. Jak to, pomyślałam, przecież marsz niepodległości już był, czyżby znowu mnie coś ominęło. Dopiero po chwili przypomniałam sobie, że wieczorem reprezentacja Polski grała na Narodowym z Islandią. Straciłam trochę rachubę dni oraz zainteresowanie tym meczem, gdy znowu nie udało nam się kupić biletów. Jestem w stanie znieść barwy narodowe i plemienne emocje tylko przy okazji futbolu – to była moja druga myśl.

Potem były dyskusje o pesymizmie Rafaela Chirbesa, o tym, jak piętnował on hiszpańską hipokryzję, rozpad więzi społecznych, sprzedajność polityków i intelektualistów. Zaprotestowałam, że widzę w tym raczej realizm niż pesymizm. Sama przechodzę już na pozycje krytykowania bez wnoszenia niczego pozytywnego, bo przestałam wierzyć, że inny świat jest możliwy. Może w jakichś drobnych przejawach, w urządzeniu paru spraw bardziej po mojej myśli, ale nie moralnie, nie organizacyjnie. Nie wierzę już w rewolucję, a raczej pokładam jeszcze jakieś nadzieje w samej rewolucji, w tym, że zaistnieje, ale nie mam złudzeń, że to, co nastąpi potem będzie znacząco lepsze niż to, co mamy teraz. Po prostu władza, środki masowego rażenia, wpływy, bogactwa przejdą w inne ręce. I dopóki one będą istniały, istnieć będzie pokusa, by z nich skorzystać dla własnego, nie wspólnego dobra. Dobro wspólne z siedmioma miliardami ludzi?, nie wyobrażam sobie.

Katalończycy chcą tak bardzo niepodległości, bo ktoś tak zorganizował ich plemienne emocje, zaszłości historyczne i obecną sytuację, by poczuli, że tylko tworząc własne państwo, doznają oczyszczenia. Racjonalne argumenty, przewidywania skutków i konieczność przejścia przez liczne komplikacje już ich przed tym nie powstrzymają. Nad organizowaniem tych emocji czuwa szeroka grupa u władzy, która widzi w tym przede wszystkim własne interesy. Niektórzy idą za potrzebami portfela, inni za wyznawaną ideologią, jeszcze inni po prostu lubią chaos, bo w chaosie robi się najlepsze interesy, zyskuje największe wpływy. Ta grupa nie ma nic wspólnego z ponurą organizacją, która w najnowszym Bondzie zdaje się poruszać za wszystkie sznurki, nie chodzi o mafijne struktury i grozę celowości okrutnych działań. Niczego takiego tam nie ma, to tylko bardzo rozbudowany efekt motyla i bardzo ludzkie dążenie do własnych korzyści.

Zanim krzykniemy, że wszyscy jesteśmy paryżanami, zanim zapalimy w oknie świeczkę i zmienimy zdjęcie profilowe na facebooku, zastanówmy się, komu jest na rękę chaos, który panuje na Bliskim Wschodzie i powoli wkracza do Europy. Jak wiele grup nacisku, interesów i politycznych gier doprowadziło do tego, że syci obywatele Zachodu boją się już nie tylko o swoją ekonomiczną egzystencję, ale także o swoje życie. Patrząc w przeszłość, postarajmy się przewidzieć przyszłość i dostrzec, kto najwięcej straci na rozognianiu tego konfliktu cywilizacji, w jakim niby żyjemy. Czy nie będziemy to my, zwykli szarzy obywatele, którym stopniowo odbiera się prawa, przywileje i poczucie bezpieczeństwa w imię prawa, ochrony przywilejów i zachowania bezpieczeństwa? A kto najwięcej zyska? Czyż nie ci, którzy i tak już tworzą prawo pod siebie, zagarnęli wszystkie przywileje i dbają tylko o własne bezpieczeństwo (kosztem innych)? Ale znowu – nie ma takiej organizacji, są tylko luźno powiązane ze sobą grupy nacisku, interesów, wyraziciele pędu ku własnym korzyściom. I ta ukryta przed mało wnikliwym okiem bezcelowość tych wszystkich działań jest właśnie najbardziej przerażająca. Przecież gdy już wymrze cała ludzkość, ale jakimś cudem zachowane zostaną źródła energii, postawione przez nas komputery nadal będą analizować dane i przeprowadzać finansowe transakcje wysokich częstotliwości, mnożąc aktywa konsorcjów i zwiększając shareholder value. Nasze samojeżdżące samochody nadal będą poruszać się po ulicach wymarłych miast, a kamery monitoringu je obserwować. Nie będzie nikogo zamkniętego w schronie, kto tym wszystkim będzie sterował. Nikt nie jest na tyle szalony, by dążyć do zagłady własnego gatunku. A nawet nie jest to kwestia szaleństwa, tylko po prostu mechanizmów dostosowawczych zapisanych w naszym DNA w toku ewolucji. To wszystko to tylko rozbudowany efekt motyla i wynik tego bardzo ludzkiego dążenia do własnych korzyści.

Nie ma dobrych recept na obecną sytuację. Pozostaje nam oprzeć się na tych dobrych emocjach, na empatii, na szczerej gotowości do poznawania Innego po to, by nie postrzegać go tylko jako zagrożenia. Pozostaje tylko obserwacja, wyciąganie wniosków i przede wszystkim ta zdrowa dawka realizmu, która nie pozwoli nam na ten bezmyślny pęd po trupach ku nowym wspaniałym światom, które przecież nigdy nie zaistnieją.

Read Full Post »