Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 6 września, 2015

Uległ tylko czasowej hibernacji, gdy jego autorka zmagała się z hektolitrami słów w innych miejscach. A potem pojechała na zasłużony urlop. Palce nie oduczyły się sprawnego stukania w klawiaturę, choć oczy jakoś z trudem znoszą patrzenie w ekran. Lubię te odskocznie. Zwłaszcza że ominęła mnie chyba pierwsza fala internetowego hejtu na uchodźców.

Pierwszy dzień po urlopie rozpoczęłam od posegregowania prania. Następnie udałam się do okolicznej przychodni pełniącej dyżur nocny i weekendowy. Tam niemiła pielęgniarka zrobiła mi zastrzyk w tyłek. Pokłosie pogryzień przez robactwo w budapeszteńskim hostelu – solidna reakcja alergiczna. W dodatku po raz drugi, bo spałyśmy w tym hostelu także w drodze do Chorwacji. Tyle że poprzedni zastrzyk wypadł na ostrym dyżurze w Zagrzebiu, gdzie była miła pielęgniarka i bardzo uprzejmy lekarz – naprawdę się przejęli, zmierzyli ciśnienie i temperaturę, udzielili wskazówek, czego nie jeść i nie robić, zapisali antybiotyk i lek antyhistaminowy i na pytanie o rozliczenie finansowe tej wizyty powiedzieli, że oczywiście nic się nie należy tak „między nami Słowianami”. Być może wpływ na to miał fakt, że służba zdrowia w Chorwacji należy się każdemu obywatelowi z definicji, nie ma składek, nie ma NFZ, nie ma rozbuchanej papierologii. Nie ma kolejek na ostry dyżur, poczekalnia nie jest zawalona przerażonymi i cierpiącymi ludźmi, którzy nie wiedzą, kiedy ktoś się nimi zajmie. Zalety życia w słabo zaludnionych krajach.

A potem było już tylko słońce, morze i wycieczki. Pozamykane kościoły („to też katolicki kraj, więc kościoły są zamknięte jak w Polsce, co się dziwisz”, stwierdziła bystra jak zawsze Ryjek). Surowy kamienny krajobraz i drobne kamyczki na plaży. Imponująca jaskinia, do której wspięłam się resztkami sił w palącym słońcu. Przejazdy długimi tunelami i wysokimi mostami. Ryby i kilogramy fig. Myślenie o tylu ważnych sprawach i niemyślenie o innych sprawach. Prawdziwy urlop, wykorzystany do pełna.

Read Full Post »