Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 5 listopada, 2014

„In Zeiten des abnehmenden Lichts” Eugena Ruge przeczytałam jakieś dwa lata temu dzięki bibliotece Instytutu Goethego w Warszawie, która ostatnimi czasy stała się dla mnie kopalnią świetnej współczesnej beletrystyki. Niemieckojęzycznej. W kręgach wydawniczych krąży opinia, że współczesna literatura niemiecka się nie sprzedaje, jest niezrozumiana, nie budzi zainteresowania publiczności. Więc na zasadzie samospełniającej się przepowiedni tej literatury nie wydajemy, a jeśli już to jakoś tak pokątnie, wybiórczo, bez rozgłosu, bez debaty. Chlubne wyjątki to Bernhard i Sebald, ale uważam, że trudno w drugim dziesięcioleciu XXI wieku nazwać ich „pisarzami współczesnymi”.

Książka Eugena Ruge została wyróżniona w 2011 roku Niemiecką Nagrodą Książkową i stała się bestsellerem, szybko sprzedanym na europejskie rynki. Interesowałam się tą pozycją w mych wydawniczych peregrynacjach, więc wiedziałam, że została też kupiona w Polsce, że Instytut Goethego przyznał dotację na jej tłumaczenie i że przełoży ją Ryszard Wojnakowski – tłumacz wybitny i zarazem przyjaciel autora.

Wczoraj zobaczyłam polskie tłumaczenie w bibliotece IG i po powrocie do domu ruszyłam w internet, bo jak to, wyszła taka książka, a ja nic o tym nie wiem? Nie widziałam jej w żadnej księgarni, nie przeczytałam żadnego artykułu. „El Pais” poświęcił weekendowy magazyn upadkowi muru berlińskiego, był wywiad z Noteboomem, artykuł Munoza Moliny o historii w literaturze, artykuł o literaturze enerdowskiej i jej losach po 1989 r. A u nas jakoś cicho, a przecież od września (sprawdzam) na rynku jest książka „W czasach gdy ubywało światła” Eugena Ruge – świetny przyczynek do dyskusji o upadku muru, bo część jej akcji dzieje się tuż przed 8 listopada 1989 r.

Jak położyć niezwykle ważną i interesującą książkę? Wydać ją w niewłaściwym wydawnictwie, w niewłaściwej serii. Rozesłać do naiwniutkich blogerek, żeby jej recenzja tkwiła między Zafonami i post-Kalicińskimi. Totalnie zaniedbać poważną promocję w poważnej prasie i poważnym internecie. Nie ściągnąć autora na targi ani żaden jesienny festiwal. Nie zainspirować debaty o upadku muru w 25. rocznicę tego wydarzenia, choć książka opowiada o historii, o NRD, o zmiennych losach niemieckich komunistów i ich lepszym lub gorszym przystosowaniu się do biegu wydarzeń. Zrobić wreszcie fatalną, sztampową okładkę. Ale wszystko to są pochodne wydania w niewłaściwym wydawnictwie, w niewłaściwej serii. Skutecznie ukryć arcydzieło między czytadłami – musi być na to dodatkowy krąg w piekle Dantego.

I jeszcze muszę: Przeszukując internet, natknęłam się na te blogi pseudoliterackie, wśród których rozesłano książkę. Przerażające, że gusty czytelnicze w tym kraju mają niby kreować osoby, które nie rozumieją, że w latach 40. niemieccy komuniści nie zwiedzali sobie Meksyku, tylko przebywali tam na wygnaniu, które razi nielinearna narracja i które najwidoczniej nie rozumieją zamysłu beletryzowania autobiografii i historii rodzinnej. Im książka się więc nie podoba, ale dla mnie to jedna z ważniejszych pozycji, jakie czytałam w ostatnich latach. I jeszcze do niej na pewno wrócę. Polecam, przeczytajcie.

Read Full Post »