Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 3 października, 2014

Czwartkowe wieczory

W Muzeum Narodowym można się nabawić paranoi. Strażniczki sal odziane w granatowe mundurogarsonki nie spuszczają cię z oka. Wchodzisz do sali, w której na pozór nikogo nie ma. Nagle, jak w grze komputerowej, z ustawionego w kącie, niewidocznego na pierwszy rzut oka krzesła podnosi się ona. Mierzy cię wzrokiem. Dziwna sytuacja – jestem raczej dobrze wychowana, nauczono mnie, że gdy się wchodzi do pomieszczenia, gdzie ktoś już jest, trzeba powiedzieć dzień dobry. Dzień dobry w muzealnych salach brzmi jednak nienaturalnie, więc w każdym przejściu między pomieszczeniami tłumię ten wyuczony odruch. Podłoga skrzypi, obcasy stukają. Każdy mój krok odbija się echem między obrazami. Ale to nie wszystko. Każde kilka stuknięć i skrzypnięć wywołanych przez mnie znajduje swoje echo w skrzypnięciach i stuknięciach strażniczki. Śledzi mnie, myślę, podejrzewa o złe zamiary, wyczekuje na zamach na polską kulturę, który bohatersko udaremni i dostanie uścisk dłoni pani minister oraz nagrodę pieniężną w postaci bonów do tesco. Napinam się, usztywniam postawę, zastanawiam się, czy przypadkiem, gdy tak stoję przed jednym obrazem, nie przybieram niekorzystnej postawy, nie dostaję wypiętego brzucha lub garba, co nie służy mojemu publicznemu wizerunkowi. Więc wolę iść powoli dalej. Cień skrzypi i stuka za mną. Zaraz! – moje myśli dawno już odpłynęły od Chełmońskich i Malczewskich – strażniczka widzi przecież, że nie poświęcam dziełom sztuki należytej uwagi, że tylko prześlizguję się po nich wzrokiem, nie podchodzę nawet bliżej – bo to dodatkowe stuknięcia i skrzypnięcia – by przeczytać drobniutkie podpisy ogłaszające wszem i wobec, któż autorem, jaki tytuł i technika, rok wydania, pardon namalowania, etc. Widzi mnie i ocenia – garbata, pokraczna, cera nieświeża (światło mi też nie służy) i w ogóle nie ma pietyzmu dla sztuki, robi to nie z miłości dla malarstwa polskiego i obcego, portretów książąt i hrabin, lecz dla pozoru, że taka kulturalna,  po to, by pochwalić się na facebooku taka i owaka była w Muzeum Narodowym i dostać setki lajków, by napisać notkę na blogu z recenzją wystawy, recenzją wystawy!, nawet nie przeczytała tekstu wprowadzającego przy wejściu, bo idzie w ogóle od tyłu i teksty wprowadzające znajdują się zawsze za jej plecami. Idę dalej, pomijam teksty wprowadzające, podłoga skrzypi, buty stukają, a za mną cień stukający i skrzypiący. Dobrze, że jest światło. Ile jeszcze tych sal i obrazów? Czy warto wchodzić do tej małej po lewej, narażać się na skrzypnięcia i ocenę kolejnej strażniczki? Może tam z boku siedzi jakaś wredniejsza, może nawet chrząknie znacząco, mrożąc mi krew w żyłach. Nic nie zapamiętam z tych obrazów i tekstów wprowadzających. Zgubiłam się zresztą, z galerii malarstwa polskiego przeszłam niespodziewanie do galerii portretu dworskiego i narasta we mnie bunt, bo nie lubię tego hiperpoprawnego malarstwa XVIII i XIX wieku, tych portretów spasionych dam i naiwnych pejzażyków, nie znoszę impresjonizmu, nie rusza mnie Malczewski. W galerii sztuki średniowiecznej było ładniej, ciekawiej. Obstawa bardziej dyskretna, chowała się za wielkimi ołtarzami, a podłoga z kafli nie skrzypiała. Światło też jakieś takie bardziej ludzkie i piękne rzeczy tam pokazują. Legenda św. Jadwigi Śląskiej w obrazkach, kolejne Katarzyny Aleksandryjskie i Barbary z wieżyczką. Jan Chrzciciel pokazuje palcem na trzymanego w drugiej ręce baranka niczym piłkarze na facebookowych zdjęciach pokazują na siebie nawzajem. Nawet głowę tak delikatnie przechylił i minę stosowną zrobił. Na wystawie masońskiej też jakoś tak przytulniej, wkomponowali w nią dźwięki, a ludzie ośmielali się nawet półgłosem rozmawiać i nikt nie zabił ich wzrokiem. Chodźmy do tych mumii, dyryguje wreszcie Ryjek. Wieczór ze sztuką zamykamy solidną porcją lodów. Należy nam się.

Read Full Post »