Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 17 Maj, 2014

Przez Serbię i Bośnię też przeszły nawalne deszcze spowodowane słynnym „niżem genueńskim”. W efekcie doszło do największej od czasu rozpoczęcia pomiarów powodzi w tym rejonie. Zalane miasta i tereny uprawne, zagrożone elektrownie, ewakuowani ludzie, 20 ofiar śmiertelnych, stan wyjątkowy wprowadzony przez rząd, wykupiona woda butelkowana w Belgradzie, pomoc UE, Rosji, Izraela, apel serbskiego premiera o pomoc całego świata – na ratunek teraz i odbudowę potem. Dowiedziałam się o tym z facebookowych wpisów serbskich znajomych. Nie napisały o tym polskie portale, ale to mnie nie dziwi. Przejrzałam więc portale czołowych gazet w językach, które znam. Nie znalazłam najmniejszej wzmianki. Zajrzałam więc na anglojęzyczny serwis Russia Today, faktycznie umieścił informację o bałkańskiej powodzi na czołówce, zaraz za doniesieniami z Ukrainy. Po raz kolejny Europa odwraca się od Serbii, pomija milczeniem nie tylko jej problemy, a nawet jej istnienie. W zeszłym roku wszystkie media emocjonowały się przechodzeniem fali powodziowej na Dunaju. Przestała być interesująca gdy minęła Budapeszt, a przecież dalej też są naddunajskie miasta – Novi Sad i Belgrad, gdzie także układano worki z piaskiem i gdzie wody przelewały się przez wały.

Serbia – chory człowiek Europy, ze swoją zagmatwaną sceną polityczną, starzejącym się społeczeństwem, kłopotami gospodarczymi, zacofaniem industrialnym, i całym bolesnym spadkiem po Miloszeviciu, interesująca tylko, gdy do Trybunału w Hadze trafi jakiś zbrodniarz (ale i to coraz mniej). Bośnia – zapomniana ofiara politycznej nieudolności Europy, państwo na wpół kolonialne, niemogące wyjść z impasu zafundowanego przez układ w Dayton i podtrzymywanego przez kuriozalny układ administracyjny, dający sporo władzy narzuconemu z zewnątrz Wysokiemu Komisarzowi. Co nas to obchodzi? Odwróciliśmy się plecami od tego skrawka świata. Przypomnimy sobie pewnie tylko o strzałach na sarajewskiej ulicy, które zapoczątkowały I wojnę światową, bo przecież I wojna światowa to sprawa ogólnoeuropejska, ale czy ktoś jeszcze pamięta, o co chodziło Gavrile Principowi?

Przejrzenie różnych zachodnich serwisów dotyczących wiadomości z zagranicy świetnie pokazuje imperatywy polityczne i kulturowe powiązania poszczególnych społeczeństw. Brytyjczycy piszą głównie o wyborach w Indiach, Hiszpanie o zamieszkach w Brazylii, Niemcy dają pełny „coverage” tragedii w tureckiej kopalni, Polacy zajmują się tylko Ukrainą i Rosją oraz Watykanem i puszczają michałki w stylu śmierci ministra Laosu w katastrofie lotniczej (może kluczem jest tu powiązanie polityk-katastrofa lotnicza), i okazuje się, że tak niewiele wiemy o sobie nawzajem: Polacy o Hiszpanach, Hiszpanie o Niemcach, Niemcy o Brytyjczykach, Brytyjczycy o Grekach, Grecy o Holendrach. Tak jakby kraje europejskie również stały plecami do siebie, patrząc tylko w stronę swojego kręgu zainteresowania. Może to jest, choćby częściowo, trafna metafora tzw. wspólnej polityki europejskiej?

PS. Po południu pojawiły się pierwsze agencyjne informacje po bałkańskiej powodzi w polskim i brytyjskim internecie.

Read Full Post »