Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 21 lutego, 2014

Na marginesie

Rewolucja na Ukrainie trwa. Krew zabitych na Majdanie nie pozwala już wycofać się protestującym. Oni wiedzą, że sprawy zaszły za daleko. Nie ma powrotu do status quo. Wielmoże ukraińscy zaczynają opuszczać kraj.

Lwów zaczął rządzić się sam. Mieszkańcy stworzyli komitety samoobrony. Nie tylko starają się zapobiec zamieszkom i prowokacjom, ale także rabowaniu sklepów, aktom przemocy wobec przedstawicielstwa władz rosyjskich. W ogóle utrzymać porządek na ulicach. Oddolna samorządność zastąpiła skompromitowaną tradycyjną władzę, choć w ratuszu urzędnicy się nie zmienili.

Całonocna runda rozmów dyplomatycznych. Do końca nie wiadomo, co chcą osiągnąć przedstawiciele UE, poza „powstrzymaniem przelewu krwi”. Czy ich celem jest zmiana władzy na Ukrainie? Czy raczej doprowadzenie do porozumienia między skonfliktowanymi stronami? Król jest nagi, wszyscy zobaczyli wyraźnie, że Unia Europejska jest słaba i prawie nic już nie znaczy. Mogłaby jeszcze coś znaczyć, gdyby zdecydowała się na działania, kiedy jeszcze był czas na działania. Gdyby chociaż symbolicznie zakończyła udział swoich sportowców na igrzyskach w Soczi. Gdyby wezwała do rozliczenia ukraińskich władz i oligarchów w Hadze. Gdyby wyraźnie powiedziała, że chce Ukrainy w swych strukturach. Gdyby…

Jedną z przyczyn, dla których nic takiego nie nastąpiło, jest to, że Unia Europejska żyje w cieniu Putina. Druga jest bardziej złożonej natury. Po głębszych zastanowieniu widać, że schemat ukraińskiej rewolucji nie jest tak odległy od tego, co dzieje się w ostatnich kryzysowych latach w Europie. I powtórzenia tego schematu europejscy politycy raczej by sobie nie życzyli.
Ukraińscy obywatele zebrali się na Majdanie, bo mieli dość władzy (wybranej wszak demokratycznie), korupcji, rozkradania państwa. Doprowadzeni do ostateczności pogarszającymi się warunkami, w jakich żyją, chcą odzyskać nadzieję i na nowo zbudować zasady egzystencji społecznej i politycznej.
Ale tego samego chcieli też protestujący w Grecji czy Hiszpanii. Tam też szaleje korupcja (liderzy czołowych hiszpańskich ugrupowań politycznych przez lata pobierali nielegalne pensje pochodzące za zrzutek biznesmenów), warunki życia drastycznie się pogarszają (cięcia w opiece zdrowotnej i szkolnictwie, bezrobocie), załamały się zasady społecznego współżycia (choćby niewypłacanie pensji w sektorze publicznym w Grecji), a warunki dyktuje niewybrana władza pochodząca z zewnątrz (słynna „troika”).
Na Ukrainie doszło do zaostrzenia sytuacji, bo z jednej strony tamtejsza władza nie waha się sięgnąć do środków ostatecznych, a z drugiej obywatele zostali pozbawieni ostatniej nadziei – perspektywy wejścia do UE. W Europie jeszcze trzyma się nadzieja na poprawę warunków drogami tradycyjnymi, uświęconymi wręcz. Iluzje te podtrzymuje zręcznie oficjalna propaganda, szafując chętnie takimi instrumentami, jak choćby wzrost PKB.

Ukraińska rewolucja będzie miała wiele reperkusji, pewnie też takich, o których nie mamy w tej chwili pojęcia. Może być trochę tak, jak 100 lat temu, gdy w Europie dywagowano (czasem nawet dość aktywnie zresztą) o zmianie zasad współżycia społecznego, inkluzji robotników, kobiet, regulacji stosunków pracy, o demokracji, przeżytkach feudalizmu i wolności narodów, gdy nagle rozległy się strzały z Aurory i nic nie było już takie jak przedtem.

Read Full Post »