Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 13 października, 2013

Dwa wrażenia po warszawskim referendum:
1. Polska polityka wymaga natychmiastowego odbetonowania. Ustawianie całego życia politycznego wokół sporu Kaczyński-Tusk, PO-PiS czy Smoleńsk-modernizacja paraliżuje wszelkie działania polityczne i blokuje możliwość jakiejkolwiek odmiany. Poważne problemy Warszawy – prywatyzacja komunalnych spółek, upadek edukacji samorządowej, fatalne zarządzanie transportem miejskim, nieudolne prowadzenie inwestycji (nie mówią tylko o metrze i drogach, ale o Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Teatrze Rozmaitości, Muzeum Historii Żydów Polskich), brak wizji rozwoju miasta i deweloperska samowolka – zostały przysłonięte przez polityczne zapasy, straszenie PiS-em i szukanie haków na Guziała. Mam nadzieję, że inicjatywa referendalna przerodzi się w coś stałego i skutecznego, w siłę gotową wystawić mocną listę w wyborach samorządowych i zaproponować warszawiakom nowy program. Ale to jeszcze pieśń przyszłości, oby nieodległej.
2. Wszechobecne nawoływanie do niebrania udziału w referendum uważam za dotkliwą porażkę demokracji. Pamiętam przez mgłę rok 1989. Ten 4 czerwca, który prezydent Komorowski chciał w pewnym momencie uczynić świętem narodowym. Tamte wybory były tylko częściowo wolne, tylko częściowo miały odzwierciedlać nastroje społeczeństwa. Ale pamiętam, jaki wiązał się z tym powiew wolności, którym emanowali moi rodzice, gdy całą rodziną udaliśmy się do urny. Pamiętam, jak mnie dziesięciolatce i Ryjkowi sześciolatce powtarzali, jakie to dla nich ważne, że mogą wreszcie swobodnie zadecydować. Tamte półwolne wybory zmieniły nasz kraj, chociaż frekwencja w nich nie była porywająca. Ale ludzie na moment przekonali się, że mogą wyrazić swoje zdanie i mają jakiś wpływ. Gdy prezydent, premier, czołowi politycy głównych partii i wpływowi publicyści przekonują, by zaniechać udziału w akcie wyborczym, a więc nie wykorzystać możliwości wywarcia jakiegokolwiek wpływu, tylko dlatego, że wynik ma dużą szansę być niezgodny z ich oczekiwaniami, czuję się oszukana. Jak dziecko, któremu powiedziano, że św. Mikołaj nie istnieje. Więc możemy iść do urn i betonować dalej scenę polityczną ku chwale tych, co w pięknych gmachach, na państwowych posadach, ale tylko wtedy, gdy oni nam na to pozwolą. Prezydent stawia przed swym Pałacem czekoladowego orła i mówi mi o patriotyzmie i demokracji i że mam kochać swój kraj. Ale ja już dostałam lekcję patriotyzmu i demokracji 4 czerwca 1989 roku, gdy rodzice zaprowadzili mnie do lokalu wyborczego i pozwolili wrzucić ich kartki do urny. Od chwili wejścia w pełnoletność biorę udział we wszystkich wyborach – gdy nie mam na kogo głosować, zaciskam zęby i skreślam wszystkich – studiuję listy wyborcze, myślę o priorytetach i przekonaniach. Ciągle z poczuciem, że oddany przeze mnie głos się nie liczy, bo rzadko popierany przeze mnie komitet wygrywa, wchodzi, dostaje szansę robienia swojej polityki. Ale ja jednak przy następnej okazji znowu wychodzę z domu i spełniam swój obywatelski obowiązek. Mam wielki szacunek dla tych, którzy dzisiaj wyszli, by zagłosować przeciwko odwołaniu, wiedząc, że ich udział może zaszkodzić obecnej prezydent Warszawy. Nie dali sobie zamydlić oczu i wzięli karty do głosowania we własne ręce. Bo na głównie na tej aktywności polega nasza demokracja (dla mnie wielka szkoda, że częściej nie możemy o różnych sprawach zadecydować na drodze bezpośredniego głosowania w referendum).

Read Full Post »