Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 29 lipca, 2013

1938

Gdy opadły już dymy rekonstrukcji rzezi wołyńskiej w Radymnie, pola uprzątnięto i wszyscy widzowie i aktorzy w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku udali się na wakacyjny odpoczynek, a medialne echa tej szopki przycichły, przejechałam się ponownie po kilku gminach Polski Południowo-Wschodniej. Uczę się swojego rodzinnego krajobrazu na nowo. Dopytuję po raz kolejny, który z cmentarzy w okolicznych wioskach był katolicki, który prawosławny. Daję się zaskakiwać odrestaurowanym wiejskim cerkiewkom. Staram się przypomnieć kształt kościoła, do którego chodziłam w dzieciństwie sprzed remontu, kształt zupełnie inny od głównego, barokowego kościoła w moim rodzinnymi mieście, kształt cerkwi. Łączę fakty. Kościół na górce w Chełmie mógłby być lokalną Częstochową, a nie jest, może dlatego, że był do 1919 roku prawosławny, a te 100 lat to niewiele, by rozwinąć tradycje; zwłaszcza, że połowa tego okresu upłynęła pod znakiem konfliktów, a potem nie chciano ruszać tematu, by nie przypominać, że to „nie nasze”. W moim rodzinnym mieście na cmentarzu przy samej kaplicy stoją stare groby opisane cyrylicą. W dzieciństwie powiedziano mi ogólnikowo, że to pozostałość po rosyjskim zaborze. Jeszcze pamiętam to zdziwienie sprzed paru już ładnych lat, gdy przeczytałam gdzieś, że pochowani są tam prawosławni diakoni.

Myślę, że to słuszne, by ten piękny, tak zróżnicowany krajobraz – pola poszatkowane wzgórzami, lasami, rzecznymi dolinami, nagłymi krawędziami – nosił w sobie także zróżnicowanie kulturalne. Szukam tego śladów, przywieram do każdego z nich, czepiam się, zdejmuję warstwy, rekonstruuję przeszłość, cieszę się, gdy w jednej z nadbużańskich wsi widzę w niedzielę tłumek po obu stronach drogi – pod kościołem i pod cerkwią. Skoro wybudowali tak jedno obok drugiego, to nie skakali sobie codziennie do oczu, musieli obok siebie żyć. Dlaczego więc chcemy pamiętać tylko mordy, dlaczego mamy potrzebę odtwarzać tylko gwałt i ogień?

W 1938 roku państwo polskie przeprowadziło akcję polonizacyjno-rewindykacyjną na Południowym Podlasiu i Chełmszczyźnie. Zburzono wiele cerkwi, wyrzucono duchownych, prześladowano ludność, która odmawiała przejścia na katolicyzm. Nie cofnięto się przed gwałtem i przelewem krwi, a elity prześladowanej społeczności osadzono w więzieniach. Robiono to w imię polskości i w majestacie prawa, w imieniu państwa polskiego. Łatwo jest rewindykować własne ofiary, przywoływać krzywdy, wspominać gwałt i przelaną krew. Znacznie trudniej jest uznać cudze ofiary, przeanalizować cudze krzywdy, przeprosić za gwałt i przelaną krew. W toku debat okołowołyńskich zabrakło mi właśnie tego. By Sejm III Rzeczpospolitej, państwa uważającego się za kontynuatora prawnego II RP, wystosował odpowiednią uchwałę na temat choćby akcji polonizacyjno-rewindykacyjnej 1938 roku. To tylko gest, ale może przysłoniłby trochę pustą zabawę w Radymnie, nadałby jej zupełnie inny wymiar.

Read Full Post »