Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 9 lutego, 2013

Absurdystan

„Tramwaj przejechał pieszego na Ochocie. Był pijany”.
Prawie codziennie natykam się na jakiś absurd. Jestem jakoś na nie wyczulona, nie potrafię nie dostrzegać.
Rozbawiła mnie historia ze stoczniowym styropianem. Oto młody artysta (żeby było śmieszniej nosi pretensjonalny pseudonim, sugerujący, że jest obcokrajowcem) jedzie do gdańskiej stoczni po Temat. Natyka się tam na bryłę styropianu. Uruchamia się w nim to nasze piękne skojarzenie styropian – opozycja. Artysta dopytuje stoczniowców, którzy mówią, że w tej wielkiej bryle styropianu spali strajkujący robotnicy. Artysta pragnie „ocalić i zabezpieczyć” historyczną bryłę, niestety, okazuje się, że blok styropianu został przewieziony do stoczni przez innego artystę i nie jest autentycznym legowiskiem dawnych bohaterów. „Wrobili mnie” – mówi artysta o pretensjonalnym pseudonimie i postanawia pozbyć się styropianu.

Kurtyna.

A co w kuluarach? Styropian jako znak został zawłaszczony przez intelektualistów (w tym także artystów), stał się dla nich synonimem opozycyjności, strajków, Solidarności wreszcie. A jednak intelektualiści nie zadowalają się posiadaniem samych symboli. Oni chcą zawłaszczyć całą historię, dlatego jeżdżą do tej Stoczni Gdańskiej, kolebki, obudowują ją centrami solidarności i galeriami sztuki, obsypują fajerwerkami podczas rocznicowych koncertów. A w stoczni nadal pracują stoczniowcy, chociaż coraz ich mniej i od lat mainstreamowa opinia publiczna kibicuje ich postępującemu rugowaniu. Artysta nr 1 w 2010 roku przywiózł symbol do kolebki i zrobił happening. Artysta nr 2 (ten o pretensjonalnym pseudonimie) w 2012 roku przyjechał do stoczni, zobaczył styropian, uruchomił swoje skojarzenia i chciał zrobić akcję artystyczną. Ale padł ofiarą żartu. Stoczniowcy nabrali go na jego własne życzenie, używając jego intelektualnych kategorii.
„Kiedy zrozumiałem, że mnie wrobiono, byłem tym autentycznie załamany. Zainwestowałem w ocalenie tego obiektu swój czas i pieniądze, zbierałem kawałki, które się odłamały. Poczułem się, jakby mi ktoś wylał wiadro zimnej wody na głowę” – mówi artysta. I ja go trochę rozumiem. Być może także rozumieją go stoczniowcy, którzy to samo mogą powiedzieć o sytuacji, w której to oni zostali oszukani. Po tym, jak zainwestowali swój czas i pieniądze (których w czasie strajku nie zarobili), okazało się, że wywalczyli system, w którym stali się ludźmi zbędnymi. W tym drobnym „a kuku” w stronę artysty, przedstawiciela Tych, Co Wiedzą, Chronią Dziedzictwo i Nagłaśniają Rolę Solidarności ze strony prostego stoczniowego robotnika jest naprawdę coś dialektycznego.

I poza wszystkim jest w tej opowieści zdrowa dawka absurdu. Podkreślana przez takie detale jak obco brzmiący pseudonim artystyczny czy plany umieszczenia bryły styropianu na brukselskim Placu Solidarności. Taki miś na miarę naszych możliwości.

Read Full Post »